OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
O kazaniu na górze naszego Pana (rozprawa trzynasta)

„Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu Twoim i w imieniu Twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu Twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znalem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce. A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiaty wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki.” (Mt 7,21-27)

1. Po przedstawieniu całości zwiastowania Bożego na temat drogi zbawienia oraz głównych problemów, w obliczu których stają ci, co pragną nią podążać, nasz boski Mistrz zamyka swoje rozważania przytoczonymi właśnie słowami, które mają szczególną wagę i znaczenie. Przypieczętowują bowiem Jego proroctwo oraz wyciskają trwałe piętno Jego autorytetu na nauczaniu, które przedstawił, aby przez wieki pozostało niewzruszone dla wszystkich pokoleń.

2. Aby nikt nigdy nie uznał, że istnieje jakaś inna droga zbawienia niż ta, którą przedstawił, Pan nasz wypowiedział następujące słowa: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu Twoim i w imieniu Twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu Twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znalem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. (...) Każdy więc, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiaty wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki.

3. Proponuję, aby w rozważaniu tym, zastanowić się, po pierwsze, nad sytuacją tego, który buduje dom swój na piasku; po drugie, wykazać, na czym polega mądrość tego, który buduje na skale; oraz po trzecie, zamknąć nasze rozważania szeregiem praktycznych wskazówek.

I.
1. Najpierw więc rozważmy przypadek tego, który buduje swój dom na piasku. To o nim nasz Pan powiedział: Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios. Słowa tego wyroku są nieprzemijające, są zawsze aktualne. Jest więc dla nas rzeczą niezwykłej wagi, aby w pełni zrozumieć ich właściwy sens. Jak więc mamy rozumieć słowa: kto do mnie mówi: Panie, Panie? Bez wątpienia odnoszą się one do tego, kto myśli o pójściu do nieba winny sposób niż ten, który został opisany w Kazaniu. Odnoszą się, (by zacząć od kwestii mniej istotnej) do dobrych słów, czyli wszelkiej pobożności werbalnej. Do niej zaliczyć możemy wszelkie mechanicznie powtarzane wyznania i deklaracje wiary, jakiekolwiek by one nie były, wszelkiego rodzaju, dowolnej ilości, dziękczynienia i modlitwy do Boga, powtarzane w formie mówionej czy też czytanej. Możemy chwalić Jego imię, ogłaszać Jego miłość do ludzi; możemy codziennie opowiadać o Jego mocy, działaniu i zbawieniu. Przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę, możemy wyjaśniać sens wyroków Bożych, tajemnic jego królestwa, zakrytych od wieków i od pokoleń. Możemy mówić głosami bardziej anielskimi niż ludzkimi o głębokich sprawach Bożych. Możemy mówić grzesznikom: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. Możemy czynić to manifestując moc Boga i Ducha, aby ocalić wiele dusz od śmierci ; zakryć mnóstwo grzechów. A mimo to, jest rzeczą bardzo możliwą, że wszystkie te słowa mogą znaczyć nie więcej niż mówienie: Panie, Panie! Można odnosić sukcesy jako kaznodzieja, a mimo to tak naprawdę być wyrzutkiem. Mogę za sprawą Boga wiele dusz wyrwać z otchłani piekielnej, po czym samemu do niej trafić. Wielu mogę przyprowadzić do królestwa niebieskiego, a mimo to samemu nigdy do niego nie wejść. Ty, który czytasz te rozważania, jeśli Bóg kiedykolwiek pobłogosławił moje słowa w twojej duszy, módl się, proszę, aby okazał miłosierdzie mnie grzesznemu.

2. Po drugie, mówienie: Panie, Panie! może również oznaczać nieczynienie szkody. Możemy bowiem powstrzymywać się od wszelkich grzechów zarozumialstwa i pychy, od udziału we wszelkich zewnętrznych przejawach zła. Możemy powstrzymywać się od wszelkich sposobów postępowania i mówienia, których Pismo Święte zakazuje. Możemy pytać wszystkich, wśród których żyjemy: Któż z was może mi dowieść grzechu? Nasze sumienie może być wolne od wszelkich zewnętrznych form obrazy wobec Boga i ludzi. Możemy być wolni od wszelkiej nieczystości, bezbożności i nieprawości, jeśli chodzi o zewnętrzne przejawy postępowania, albo możemy być (by użyć słów Apostoła, w których składa świadectwo o samym sobie) bez nagany, co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, tzn. sprawiedliwości zewnętrznej. Ale wszystko to bynajmniej nie oznacza, że jesteśmy usprawiedliwieni. Mimo wszystko nie oznacza to niczego więcej niż mówienia: Parne, Panie! I Jeśli nie uczynimy niczego więcej, nigdy nie wejdziemy do królestwa niebieskiego.

3. Po trzecie, mówienie: Panie, Panie! może również oznaczać wiele tzw. dobrych uczynków. Można przystępować regularnie do Wieczerzy Pańskiej, słuchać wielu wspaniałych kazań, nie ominąć żadnej okazji, by uczestniczyć obrządkach liturgii Bożej. Mogę wyświadczać dobro moim bliźnim, dzielić się chlebem z głodnymi, nagich przyodziewać. Moja żarliwość w dobrych uczynkach może kazać mi rozdać wszystkie moje dobra, aby nakarmić biednych. Co więcej mogę czynić to wszystko, pragnąc znaleźć upodobanie Boże oraz żywiąc szczere przekonanie, że dzięki dobrym uczynkom rzeczywiście upodobanie Boże znajduję, co faktycznie ma miejsce w wypadku tych, których Pan nasz wzmiankuje jako tych, co mówią: Panie, Panie! A jednak nadal mogę nie mieć żadnego udziału w chwale, która ma się nam objawić.

4. Jeśli kogoś to dziwi, powinien pogodzić się z myślą, że obca mu jest cała religia chrześcijańska, a w szczególności ten ideał chrześcijanina, jaki Jezus Chrystus przedstawił nam w Kazaniu. Jakże bowiem daleko jest to wszystko od sprawiedliwości i prawdziwej świętości, które w nim opisał! Jakże odległe od tego wewnętrznego królestwa niebios, które otwiera się w duszy wierzącego! A jest ono zasiane w sercu jako ziarnko gorczyczne, z którego wyrastają potężne gałęzie, wydające owoce sprawiedliwości, wszelkiego dobrego usposobienia, wszelkich dobrych słów i czynów.

5. Nasz Pan jednak dobrze wiedział że, pomimo Jego jasnego i często powtarzanego przesłania, iż nikt, kto nie ma Królestwa Bożego w sobie, nie wejdzie do królestwa niebieskiego, wielu nie zechce słuchać Jego nauczania. Dlatego też nasz Mistrz potwierdza je raz jeszcze: Wielu, powiada (zwróćmy uwagę, że nie jeden, nie kilku tylko; a więc nie jest to odosobniony przypadek) powie mi w owym dniu: nie tylko zmawialiśmy wiele modlitw, nie tylko powstrzymywaliśmy się od czynienia zła, nie tylko ćwiczyliśmy się w czynieniu dobra, ale, co idzie znacznie dalej: prorokowaliśmy w imieniu Twoim. W imieniu Twoim wypędzaliśmy demony; w imieniu Twoim czyniliśmy wiele cudów. Prorokowaliśmy, tzn. zwiastowaliśmy ludziom Twoją wolę; wskazywaliśmy grzesznikom drogę do pokoju i chwały. A czyniliśmy to w Twoim imieniu, w zgodzie z prawdą Twojej Ewangelii. I w oparciu o Twój autorytet, który potwierdził Słowo Boże zesłaniem z nieba Ducha Świętego. Dlatego też w Twoim imieniu, albo inaczej, za sprawą Twojego imienia, mocą twojego Słowa i Ducha wypędzaliśmy demony z dusz, które demony uważały już od dawna za swoją pełną i niekwestionowaną własność. I w Twoim imieniu, tzn. za sprawą Twojej mocy, nie naszej, czyniliśmy wiele cudów, i to do tego stopnia, że nawet umarli słyszeli glos Syna Bożego, który mówił przez nas, i ożyli. A wtedy im, właśnie im, powiem: Nigdy was nie znalem. Nie znałem was wtedy, kiedy wypędzaliście demony w moim imieniu. Nawet wtedy nie uważałem, że do mnie należycie, ponieważ wasze serca nie były zwrócone wprost do Boga. Wcale nie byliście cisi i pokorni; nie miłowaliście Boga i wszystkich ludzi; nie byliście odnowieni na obraz Boga. Nie byliście święci tak jak ja jestem święty. Idźcie precz ode mnie, wy, którzy mimo wszystko, jesteście sprawcami bezprawia (anomia). Przekraczacie moje prawo, moje prawo świętej i doskonałej miłości.

6. Aby wykluczyć jakąkolwiek w tym względzie dwuznaczność, nasz Pan potwierdza to, co właśnie powiedzieliśmy, przeciwnym przykładem: Każdy więc, powiada, kto słucha tych słów moich i nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, co z pewnością stanie się wcześniej czy później z duszą każdego człowieka, mianowicie uderzą na nią wezbrane rzeki zewnętrznych nieszczęść albo wewnętrznych pokus, burze pychy, gniewu, strachu czy namiętności. I runął, a upadek jego był wielki, w rezultacie czego na zawsze uległ zniszczeniu. Taki właśnie los musi spotkać wszystkich, którzy poprzestają na religijności, która nie pokrywa się z pobożnością wyżej opisaną. Tym większa czeka ich klęska, ponieważ słyszeli te słowa, lecz ich nie wykonali.

II.
1. W drugim punkcie naszego rozważania spróbuję wykazać, na czym polega mądrość tego, który wykonuje słowa naszego Pana, tzn. buduje swój dom na skale. W istocie mądry jest ten, kto czyni wolę Ojca mego, który jest w niebiesiech. Prawdziwie mądry jest ten, którego sprawiedliwość obfitsza jest niż sprawiedliwość uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Mądry jest ubogi w duchu; mądry, kto zna siebie tak jak sam jest poznany. Dostrzega i czuje brzemię wszystkich swoich grzechów, całej swojej winy, dopóki nie zostanie ona obmyta we krwi pojednania. Świadomy jest swej utraconej pozycji, świadomy gniewu Bożego, jaki na nim spoczął, oraz całkowitej niemożności dopomożenia samemu sobie, dopóki nie napełni go pokój i radość w Duchu Świętym. Jest cichy i życzliwy, cierpliwy wobec wszystkich ludzi. Nigdy nie oddaje złem za zło ani obelgą za obelgę, lecz przeciwnie, błogosławi, aż zło dobrem zwycięży. Dusza jego nie pragnie na ziemi niczego innego, jak tylko Boga, Boga żywego. Jest pełen miłości dla wszystkich i gotów jest złożyć życie swoje za swych nieprzyjaciół. Miłuje Pana Boga swego z całego serca swego i z całej myśli swojej, i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. Zaiste do królestwa niebieskiego wejdzie jedynie ten który w tym właśnie duchu czyni dobro wszystkim ludziom, i który z tego też powodu wzgardzony i odrzucony przez wszystkich, znienawidzony, znieważony i prześladowany, raduje się i weseli, wiedząc, w kogo uwierzył. Jest pewny, że ten nieznaczny chwilowy ucisk przynosi mu przeogromną obfitość wiekuistej chwały.

2. Jakże zaiste mądry jest to człowiek! Wie, że jest wiecznym duchem, pochodzącym od Boga, który wysłany został na ziemię do chaty z gliny, nie aby czynić swoją wolę, ale wolę tego, który go posłał. Zna świat, miejsce, w którym ma spędzić zaledwie kilka dni czy lat nie jako jego mieszkaniec, ale jako gość i przechodzień w drodze do wiecznych przybytków. Dlatego też używa tego świata, jakby go nie używał; przemija bowiem kształt tego świata. Zna Boga, który jest jego Ojcem i przyjacielem, dawcą wszelkiego dobra, źródłem ducha wszelkiego ciała, jedynym szczęściem wszystkich istot rozumnych. Widzi jaśniej niż światło południowego słońca, że właściwym celem człowieka jest uwielbiać Tego, który stworzył go dla siebie, i radować się w Nim na wieki. Równie jasno widzi, że środkiem prowadzącym do radości w Bogu ku Jego chwale jest znajomość, miłość i naśladowanie Boga oraz wiara w Jezusa Chrystusa, którego sam Bóg posiał.

3. Jest on mądrym człowiekiem według kryterium pochodzącego od Boga, ponieważ buduje swój dom na skale, na skale wszystkich epok historycznych, na wiecznej skale, którą jest Pan nasz Jezus Chrystus. Słusznie jest on nazwany skałą, gdyż jest niezmienny. Jest on wczoraj i dziś, ten sam i na wieki. To o nim zarówno starożytny mąż Boży jak i Apostoł, który przytacza jego słowa, zgodnie świadczą: Tyś, Panie, na początku ugruntował ziemię, i niebiosa są dziełem rąk twoich; one przeminą, ale Ty zostajesz; i wszystkie jako szata zestarzeją się, i jako płaszcz je zwiniesz, jako odzienie, i przemienione zostaną; ale tyś zawsze ten sam i nie skończą się lata twoje. Mądry zaiste jest człowiek, który buduje na Nim; który Jego czyni swoim jedynym fundamentem; który buduje tylko na Jego krwi i sprawiedliwości, na tym, co uczynił i wycierpiał dla nas. Na Nim jako na swoim kamieniu węgielnym opiera swoją wiarę i cały ciężar duszy swojej na Nim składa. Bóg nauczyć go wyznawać: Panie, zgrzeszyłem, zasługuję na otchłań piekielną. Ale jestem usprawiedliwiony darmo, z laski Jego, przez odkupienie w Jezusie Chrystusie. A obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydal samego siebie za mnie. Życie moje teraz, życie Boże, życie wzniosłe, jest życiem, które jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu. Żyję teraz w ciele życiem miłości, czystej miłości do Boga i człowieka, życiem pełnym świętości i szczęścia, wielbiąc Boga i wszystko czyniąc dla Jego chwały.

4. Niech jednak ów mądry człowiek nie wyobraża sobie, że już na zawsze wolny jest od dylematów, że pokusy wszelkie jego już nie dotyczą. Bóg nadal objawiać będzie łaskę, której jest dawcą. Wystawiony bowiem będzie ów mądry człowiek na próby tak jak złoto jest w ogniu wypróbowywane. Kuszony będzie nie rzadziej niż ci, co nie znają Boga; a być może nawet jeszcze częściej. Albowiem szatan nie oszczędzi najcięższych prób tym, których nie jest w stanie zniszczyć. Tylko że ulewny deszcz spadnie wtedy i w taki sposób, jaki wyda się właściwy nie księciu żywiołów, ale Temu, który panuje nad wszystkim. Rzeki i potoki wzbiorą, żywioły rozszaleją się. Ale Pan, który króluje nad wodami, który panuje na zawsze, powie: dotąd dojdziesz, lecz nie dalej! I tu zatrzymają się twe wzdęte fale. Powieją wiatry i uderzą na ów dom, jak gdyby miały przewrócić i zniszczyć go razem z fundamentem. Ale nie są w stanie go przemóc; nie zawali się, ponieważ zbudowany jest na skale. Przez swoją wiarę i miłość bowiem polega ów mądry człowiek na Jezusie Chrystusa; dlatego też wytrwa i nie upadnie. Przeto się nie boi, choćby ziemia zadrżała i góry zachwiały się w głębi mórz. Choćby szumiały, choćby pieniły się wody, choćby drżały góry z powodu gniewu jego. Mieszka bowiem pod osłoną Najwyższego, przebywa w cieniu Wszechmocnego.

III.
l. Jak bardzo więc każde dziecko Boże powinno być zainteresowane wyciągnięciem dla siebie praktycznych wniosków z rozważań, które są przedmiotem naszej rozprawy! Powinno zastanowić się, na jakim fundamencie buduje! Czy buduje na skale, czy na piasku? Jak bardzo tak naprawdę napawa ciebie troską pytanie, jeśli w ogóle zadajesz je sobie: Co jest podstawą mojej nadziei? Na czym buduję moje oczekiwanie wejścia do królestwa niebios? Czy nie jest ono zbudowane na piasku? Czy nie jest oparte na mojej ortodoksji albo inaczej słusznych poglądach, które (co prawda wielce nadużywając słów) nazywam wiarą? Czy buduję na pojęciach, które przypuszczalnie są bardziej rozumne i w większym stopniu ugruntowane w Piśmie Świętym niż dzieje się to w wypadku wielu innych ludzi? Bynajmniej! Szaleństwem byłoby tak uważać! Z pewnością na tym właśnie polega budowanie na piasku albo raczej na pianie morskiej! Powiedzmy jednak, że jestem przekonany, iż opieranie się na słuszności własnych poglądów jest w istocie budowaniem na piasku. Ale czy w takim razie, nie buduję swojej nadziei na czymś, co w równym stopniu nie jest w stanie być jej podporą? Na przykład, czy nie opieram mojej nadziei na przynależności do wspaniałego kościoła, legitymującego się tradycją reformacji, odwołującego się do prawdziwego wzoru opartego na Piśmie Świętym? Czy nie jest ów kościół błogosławiony najczystszą doktryną, liturgią pierwotnego chrześcijaństwa i najbardziej apostolskim sposobem sprawowania władzy w kościele? Są to, bez wątpienia, liczne powody dla uwielbiania Boga, a być może nawet wielu ludziom pomagają w drodze do świętości. Ale one same nie są świętością. A ponadto, jeśli są traktowane oddzielnie od świętości, nie przyniosą mi żadnego pożytku. Przeciwnie, tym bardziej pozostawią mnie bez jakiegokolwiek alibi i wystawią na tym większe potępienie. Dlatego więc, jeśli na tym fundamencie buduję moją nadzieję, nadal buduję na piasku.

2. Nie taki może być, nie taki powinien być twój fundament. Na czym więc jeszcze chcesz budować swoją nadzieję zbawienia? Na swojej niewinności? Na nie czynieniu szkody? Na nie wyrządzaniu zła ani nie krzywdzeniu? Przyjmijmy, że wyznanie to jest prawdziwe. Załóżmy, że jesteś prawy we wszystkich swoich kontaktach z innymi; że jesteś w pełni uczciwym człowiekiem; że każdemu płacisz, to co mu się należy; że nie oszukujesz, ani nie wymuszasz na nikim pieniędzy; że postępujesz w sposób właściwy wobec wszystkich ludzi. Przyjmijmy również, że odwołujesz się do kryterium sumienia i Boga i nie żyjesz w żadnym znanym ci grzechu. Jak dotąd brzmi to wszystko bardzo dobrze. Ale nie o to chodzi. Możesz zajść aż tak daleko, ale nigdy nie trafić do nieba. Kiedy bowiem nie wyrządzanie krzywdy wypływa z właściwej zasady, jest ono zaledwie najdrobniejszą cząstką religii Jezusa Chrystusa. Ale w twoim przypadku nie wypływa ono z właściwej zasady, przez co wcale nie jest częścią jakiejkolwiek religii. Dlatego także i na tym opieranie swojej nadziei zbawienia jest wciąż budowaniem na piasku.

3. Czy może osiągnąłeś jeszcze większe postępy? Czy poza nie wyrządzaniem krzywdy innym, możesz również dodać przestrzeganie wszystkich wymogów pobożności? Czy przy każdej nadarzającej się okazji uczestniczysz w Wieczerzy Pańskiej? Czy jak należy pielęgnujesz modlitwę publiczną i osobistą? Czy często pościsz? Czy słuchasz Pisma, studiujesz je i medytujesz nad nim? Bez wyjątku wszystkie te rzeczy powinieneś czynić, odkąd tylko zwróciłeś swoją twarz do nieba. Ale i one same w sobie są niczym. Są niczym, jeśli nie są poparte tym, co ważniejsze w zakonie. A o nich przecież zapomniałeś. Wiara, miłosierdzie, miłość Boga, świętość serca i niebo otwarte w twojej duszy – wszystko to bynajmniej nie jest twoim osobistym doświadczeniem.

4. Nade wszystko jednak, czy jesteś gorliwy w dobrych uczynkach? Czy póki masz czas, dobrze czynisz wszystkim? Czy głodnym dajesz jeść, a nagich przyodziewasz? Czy niesiesz pomoc sierotom i wdowom w ich niedola Czy odwiedzasz chorych? Czy niesiesz pociechę tym, którzy są w więzieniu? Czy przyjmujesz pod swój dach każdego przybysza, kimkolwiek by nie był? Przyjacielu, usiądź wyżej. Czy prorokujesz w imieniu Chrystusa? Czy zwiastujesz prawdę, która jest w Jezusie? Czy moc Jego Ducha udziela się twoim słowom i czyni je mocą Bożą ku zbawieniu? Czy dzięki Jego mocy jesteś w stanie odwrócić grzeszników od ciemności do światłości, od władzy szatana do Boga? Jeśli tak, to ucz się tego, czego tak często nauczałeś, mianowicie, że łaską zbawieni Jesteście przez wiarę. Zbawia nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia swego. Naucz się zawisnąć nagi na krzyżu Chrystusa, uznając wszystko, co uczyniłeś, za nic niewarte śmiecie. Zwróć się do Niego w duchu umierającego łotra, w duchu nierządnicy wraz z jej siedmioma demonami. Jeśli tego nie uczynisz, nadal budujesz na piasku, a po ocaleniu innych, twoją własną duszę spotka zguba.

5. Panie! Jeśli mam już wiarę, umocnij mnie w niej! Jeśli jeszcze nie uwierzyłem, udziel mi daru wiary, choćby miary gorczycznego ziarnka! Ale cóż to pomoże, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy taka wiara może go zbawić? Wykluczone! Wiara, która nie ma uczynków, nie przynosi świętości wewnętrznej i zewnętrznej, nie daje pełnego obrazu Boga w sercu, nie oczyszcza nas tak jak On czysty jest, nie odznacza się pełnią pobożności, jaka opisana została we wcześniejszych partiach Kazania – ta wiara nie jest wiarą Ewangelii, nie jest wiarą chrześcijańską, nie jest wiarą, która prowadzi do chwały. Strzeż się polegania na wierze, która nie odwołuje się do tego, co święte, ani nie prowadzi do zbawienia, strzeż się tego bardziej niż jakichkolwiek innych diabelskich sideł! Jeśli bowiem powołujesz się na taką wiarę, zgubiony jesteś na wieki, gdyż nadal budujesz swój dom na piasku. Kiedy spada ulewny deszcz, i wzbierają rzeki z pewnością runie, a upadek jego będzie wielki.

6. Dlatego więc buduj na skale. Za sprawą łaski Bożej, poznaj samego sie¬bie. Poznaj i uświadom sobie, że urodziłeś się w przewinieniu i w grzechu poczęta cię matka twoja. Dowiedz się, że odkąd nauczyłeś się odróżniać dobro od zła, popełniałeś jeden grzech za drugim. Zrozum, że zasłużyłeś na wieczną śmierć, dlatego porzuć wszelką nadzieję zbawienia samego siebie. Niech całą twoją nadzieją będzie obmycie w Jego krwi i oczyszczenie przez Jego Ducha. On bowiem grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo. Jeśli więc dobrze uświadomisz sobie, że to On zgładził twoje grzechy, tym bardziej powinieneś ukorzyć się przed Nim w głębokim poczuciu całkowitej od Niego zależności w każdej dobrej myśli, słowie i uczynku, oraz w równie głębokim poczuciu swojej całkowitej niezdolności do jakiegokolwiek dobra, chyba że On nieustannie cię nawadnia.

7. Płaczcie i żałujcie za grzechy, aby Bóg wasze przygnębienie w radość obrócił. Nawet wtedy, kiedy to się stanie, plączcie z plączącymi oraz płaczcie z tymi, którzy nie z powodu siebie płaczą. Płacz z powodu grzechów i nieszczęść ludzkości. Zobacz i uprzytomnij sobie ogrom i bezmiar bezdennej wieczności, która już pochłonęła miliony milionów istnień ludzkich i nadal czyha, aby również i pozostałych pochłonąć. Spójrz tutaj, na dom Boga w niebiosach, i tam, na piekło i miejsce zagłady, które nie ma okrycia. I w ten sposób poznaj wagę każdej chwili, która przychodzi i znika na zawsze!

8. Do swojej powagi dodaj także mądrość pełną łagodności. Zachowuj jednakową równowagę wobec wszystkich namiętności, ale przede wszystkim w stosunku do złości, smutku i strachu. Ze spokojem przyjmuj wolę Bożą, jakakolwiek^ by ona nie była. Naucz się poprzestawać na tym, co masz. Bądź łagodny wobec ludzi dobrych, życzliwy wszystkim, w szczególności ludziom złym i niewdzięcznym. Strzeż się nie tylko zewnętrznych przejawów złości, takich jak używanie wyzwisk, racha czy głupcze, ale wszelkich wewnętrznych przejawów uczuć przeciwnych miłości, choćby w żaden sposób się nie uzewnętrzniały. Niech twój gniew dotyczy grzechu, gdyż jest obrazą majestatu niebios; grzesznika jednak miłuj nadal, tak jak nasz Pan, który spojrzał na faryzeuszy z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca. Tak więc był On zasmucony z powodu grzeszników, rozgniewany z powodu grzechu. Dlatego też gniewajcie się, lecz nie grzeszcie.

9. Czy łakniesz i pragniesz nie pokarmu, który ginie, ale pokarmu, który trwa, pokarmu żywota wiecznego. Podepcz swoimi stopami świat i rzeczy tego świata, wszystkie bogactwa, zaszczyty i przyjemności. Czym jest dla ciebie ten świat? Niech umarli grzebią umarłych, ale twoje czyny niech będą na obraz Boży. Jeśli tylko powstało w twojej duszy błogosławione pragnienie, strzeż się zaspokajania go przy pomocy tego, co się pospolicie nazywa religią - żałosną, nudną, pełną pozorów, urządzaną na pokaz farsą - która niezmiennie sprawia, że serce znajduje zamiłowanie do tego, co przyziemne i zmysłowe. Nie daj się zadowolić niczym innym prócz mocą pobożności, prócz religią, która jest duchem i życiem, mieszkaniem w Bogu i Boga w tobie, trwaniem w wieczności, wchodzeniem poza zasłonę przy pomocy krwi, którą się kropi, siedzeniem w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie.

10. Widząc, że możesz uczynić wszystko przez Chrystusa, który cię wzmacnia, tzn. bądź miłosierny, jak Ojciec twój w niebiesiech miłosierny jest. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłuj przyjaciół i wrogów jak swoją własną duszę. Niech miłość twoja będzie wielkoduszna i cierpliwa wobec wszystkich ludzi. Niech będzie życzliwa, łagodna, dobrotliwa, napawająca cię najmilszą słodyczą oraz najżarliwszym i najdelikatniejszym uczuciem. Niech niezależnie od okoliczności raduje się w prawdzie, zgodnej z prawdziwą pobożnością. Raduj się wszystkim, co przynosi chwałę Bogu oraz upowszechnia pokój i dobrą wolę wśród ludzi. W miłości wszystko zakrywaj, o nieżywych i nieobecnych nie mówiąc niczego prócz tego, co dobre. Wierz wszystkiemu, co może w dobrym świetle ukazać charakter twego bliźniego. Spodziewaj się wszystkiego, co jest dla jego dobra. Znoś wszystko, stawiając czoła wszelkim przeciwnościom. Prawdziwa bowiem miłość nigdy nie ustaje tak w czasie, jak i wieczności.

11. Bądź czystego serca, tzn. przez wiarę oczyszczony z wszelkich bezbożnych uczuć, oczyszczając się od wszelkie zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej; bądź czystego serca, tzn. za sprawą Jego łaski oczyszczony z pychy przez prawdziwe ubóstwo ducha, oczyszczony z gniewu, wszelkiej nieżyczliwości oraz gwałtownych namiętności przez łagodność i miłosierdzie, oczyszczony z wszelkich pragnień innych niż pragnienie podobania się Bogu i radowania się w Nim - przez łaknienie i pragnienie sprawiedliwości. Miłuj więc Pana Boga swego z całego serca swego i z całej siły swojej.

12. Jednym słowem, niech religijność twoja będzie religijnością serca. Niech będzie zakorzeniona głęboko w twojej duszy. Bądź skruszony i uniżony, ubogi i, w swoich własnych oczach, w sposób nieopisanie nikczemny. Bądź pokorny jak proch ziemi i pełen podziwu wobec miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie. Bądź poważny. Niech wszystkie twoje myśli, słowa i czyny wypływają z najgłębszego przekonania, że zarówno ty, jak i wszyscy synowie ludzcy stoimy na skraju wielkiej przepaści, oczekując albo wiecznej chwały, albo wiecznego ognia piekielnego. Niech duszę twoją napełnia łagodność, życzliwość, cierpliwość i wielkoduszność; jednocześnie niech cała dusza twoja tęskni do Boga, Boga żywego, pragnąc stać się na Jego podobieństwo i doznać pełni, jaką ono daje. Miłuj Boga i wszystkich ludzi. W tym właśnie duchu czyń wszystko i znoś wszelkie przeciwności. Daj świadectwo wierze uczynkami swoimi, aby w ten sposób czynić wolę Ojca twojego, który jest w niebiesiech. I jak jest prawdą, że pielgrzymujesz z Bogiem po ziemi, tak samo prawdą będzie, że panować będziesz z Nim w chwale.

Kazanie z 1750 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)