OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
O kazaniu na górze naszego Pana (rozprawa dziewiąta)

„Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani zna, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? A któż z was, troszcząc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć? A co do odzienia, czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całej chwale swojej nie byt tak przy odziany, jak jedna z nich. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni? Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia.” (Mt 6,24-34)

1. Źródła historyczne podają, że narody, którymi po wzięciu Izraela w niewolę król asyryjski zasiedlił miasta Samarii, czciły Boga, ale służyły także swoim bogom. Narody te, podaje Pismo Święte, oddawały cześć Panu, wykonywały obrzędy jemu poświęcone (co, w sposób oczywisty świadczy o tym, że nieobca im była bojaźń Boża, nie oparta jednak na prawdziwej wiedzy), ale służyły też swoim bałwanom. Również ich synowie i wnuki postępują tak, jak postępowali ich ojcowie, aż do dnia dzisiejszego.

Jak bardzo praktyka współczesnych chrześcijan przypomina religijność starożytnych pogan! Oddają cześć Panu, wykonują obrzędy Jemu poświęcone, przez co dają w pewien sposób wyraz bojaźni Bożej, ale jednocześnie służą własnym bóstwom. Są i ci, którzy uczą ich (tak jak niegdyś byli ci, co uczyli Asyryjczyków),jak mają oddawać cześć Bogu tej ziemi. Bogu, którego imię kraj ten nosi po dziś dzień, a którego niegdyś czczono w najświętszy sposób. Z drugiej jednak strony, nie tylko jemu oddają cześć, ponieważ nie odczuwają bojaźni wobec niego w stopniu wystarczającym, ale każdy z tych ludów tworzy sobie własnych bogów, każdy w swoich miastach, w których się osiedlił. Narody te czczą Pana, tzn. nie porzuciły całej obrzędowości związanej z Jego kultem, ale jednocześnie oddają cześć bałwanom, ze srebra i złota, dziełom swoich własnych rąk. Pieniądze, przyjemności i uwielbienie są czymś więcej niż tylko dodatkiem do służby Bogu Izraela. Taki jest sposób oddawania czci religijnej synów i wnuków, postępują bowiem tak, jak ich ojcowie, aż do dnia dzisiejszego.

2. Chociaż tekst Pisma Świętego mówi o tych ludach pogańskich w nieco potoczny sposób, że oddawały cześć Panu, to jednak należy zauważyć, iż Duch Święty zaraz dodaje zgodnie z prawdą i faktycznym stanem rzeczy: Nie czczą Pana i nie postępują według Jego ustaw i Jego praw, według zakonu i według przykazania, jakie Pan nakazał synom Jakuba. A przecież Pan zawarł z nimi przymierze, nakazując im: Nie oddawajcie czci innym bogom i nie kłaniajcie im się. (...) Lecz jedynie Panu, Bogu waszemu, cześć oddawajcie, a On wyrwie was z mocy wszystkich nieprzyjaciół.

Nieomylny Duch Boży jak również wszyscy, których oczy oświeciłaby poznali sprawy Boże, wydają jeden i ten sam wyrok na wszystkich tak zwanych „chrześcijan". Jeśli wierni faktom mamy powiedzieć prawdę, to ani nie oddają oni czci Panu ani Mu nie służą. Albowiem nie postępuj ą według przymierza, jakie Pan z nimi zawarł, ani według zakonu i według przykazania, jakie im dał, mówiąc: Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko Jemu będziesz służył. Oddają cześć innym bogom aż po dziś dzień. Ale nikt nie może dwom panom służyć.

3. Niemożliwą jest jednak rzeczą starać się służyć dwom panom! Czy nie jest łatwo przewidzieć, jakie są nieuniknione konsekwencje takich starań? Albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Obydwie części tej alternatywy, chociaż sformułowane oddzielnie, powinny być interpretowane w ścisłym ze sobą związku, gdyż ta ostatnia jest konsekwencją tej poprzedniej. Kto kocha, w sposób naturalny trzyma się tego, którego kocha. Tak będzie lgnął do tego, którego kocha, że gotów będzie mu służyć w sposób wiemy i oddany. Jednocześnie tym, którego nienawidzi, będzie do tego stopnia pogardzał, że mało uwagi będzie zwracał na jego polecenia; tak więc, jeśli w ogóle będzie mu posłuszny, to w sposób jak najbardziej opieszały. Dlatego też, czegokolwiek ludzie mądrzy tego świata nie uważaliby, nie możecie Bogu służyć i mamonie.

4. Mamona jest imieniem jednego z pogańskich bóstw, które, jak się przypuszcza, sprawowało pieczę nad bogactwami. W kontekście przytoczonego przez nas cytatu z Pisma, mamona oznacza same bogactwa, złoto, srebro, albo w ogóle pieniądze, oraz, w sensie metaforycznym, wszystko to, co można za nie kupić, tzn. wygodę, zaszczyty czy też przyjemności zmysłowe. Jak jednak mamy rozumieć służenie Bogu i służenie mamonie? Nie podobna służyć Bogu, jeśli się w Niego nie wierzy. Wiara bowiem jest jedynym prawdziwym fundamentem służby Bogu. Dlatego wiara w Boga jako pojednanie przez niego świata ze sobą za sprawą Chrystusa Jezusa, wiara w Niego jako Boga miłującego i przebaczającego, jest pierwszym wielkim zadaniem służby dla Niego. Wiara w Boga pociąga za sobą zaufanie do Niego jako naszej siły, bez której nic uczynić nie możemy. To On właśnie daje nam bezustannie moc z wysokości, bez której wyjście naprzeciw Jego oczekiwaniom jest rzeczą po prostu niemożliwą. On jest naszą pomocą, jedyną pomocą w czas utrapienia, która otacza nas radością wybawienia, On jest naszą tarczą i obrońcą, który wznosi głowy nasze nad nieprzyjaciółmi, którzy nas otaczają. Wiara w Boga pociąga za sobą ufność w Bogu jako naszym szczęściu, sercu naszej duszy, jedynym oparciu, jedynym dobru całkowicie wystarczającym do realizacji naszych talentów oraz pragnień, którymi nas obdarzył. Wynika z tego (a jest to ściśle związane z tym, co właśnie zostało powiedziane) że ufność w Bogu jako naszym celu jest tym, co powinno przyświecać nam zawsze i wszędzie. Wszystko inne powinno być używane jako jedynie środek prowadzący do radości w Nim. Gdziekolwiek byśmy nie byli, czegokolwiek byśmy nie czynili, zawsze powinniśmy widzieć Jego, który, sam niezauważalny, kieruje ku nam swój wzrok i znajduje w nas upodobanie, jak również powinniśmy traktować Jego w Jezusie Chrystusie jako kryterium wszystkiego.

5. Tak więc przez służenie Bogu należy w pierwszym rzędzie rozumieć wiarę; drugim elementem jest miłość do Boga. Miłość do Boga taka, jak ją opisuje Pismo Święte, oraz taka, jakiej Bóg od nas wymaga, przez co sprawia, że ona rzeczywiście w nas działa - oznacza, że powinniśmy go miłować jako jedynego Boga, tzn. z całego serca, z całej duszy, z całej myśli i z całej siły swojej. Miłość do Boga oznacza również, że powinniśmy pragnąć Boga ze względu tylko na Niego samego, a nie ze względu na cokolwiek, co nie odnosi się wprost do Niego. Miłość do Boga oznacza także, zachwyt i radość w Nim; oznacza, że powinniśmy nie tylko szukać, ale i znajdywać w Nim szczęście; że powinniśmy radować się w Nim jako tym, który wyróżnia się wśród dziesięciu tysięcy; że powinniśmy znaleźć w Nim oparcie jako naszym Bogu i naszym wszystkim, jednym słowem, powinniśmy sprawić, że Bóg na tyle jest tym, co przynależy do nas, że czyni nas na zawsze szczęśliwymi.

6. Służenie Bogu jest, po trzecie, upodabnianiem się do Boga bądź też Jego naśladowaniem. Ojciec starożytnego Kościoła powiada: Najlepszą służbą Bogu jest Jego naśladowanie. Optimus dei cultus, imitari quem colis. Mamy tutaj na myśli naśladowanie bądź upodobnienie się do Niego w duchu naszego umysłu. Od tego bowiem zaczyna się prawdziwe chrześcijańskie naśladownictwo. Bóg jest duchem, a ci, którzy upodabniają się do Niego bądź go naśladuje, powinni to czynić w duchu i prawdzie. Bóg jest przede wszystkim miłością. Dlatego ci, którzy upodabniają się do Niego w duchu swego umysłu, ulegają przemianie na Jego obraz. Są miłosierni, jak On jest miłosierny. Ich dusza jest samą miłością. Cechuje ich uprzejmość, dobra wola, współczucie oraz wrażliwość serca, i to nie tylko w stosunku do ludzi dobrych i wrażliwych, ale również wobec wrogów. Tak jak On, miłują każdego, a ich miłosierdzie rozciąga się na wszystkie Jego dzieła.

7. Służenie Bogu polega, wreszcie, na posłuszeństwie Jemu, uwielbianiu Go naszym ciałem i duchem, przestrzeganiu zewnętrznych przykazań, gorliwym wypełnianiu wszystkich Jego nakazów, ostrożnym unikaniu wszystkiego, czego zabrania, postępowaniu w całym naszym życiu codziennym, zachowując czystość serca oraz mając na celu tylko jedno - ofiarowanie wszystkich naszych uczynków w świętej, żarliwej miłości jako ofiary składanej Bogu za sprawą Jezusa Chrystusa.

8. Rozważmy teraz co, w przeciwieństwie do służenia Bogu, oznacza służenie mamonie. Po pierwsze, znaczy ono pokładanie ufności w bogactwie, pieniądzach oraz we wszystkim, co bogactwo i pieniądze są w stanie kupić, jak również traktowanie ich jako źródła naszej siły oraz środków, dzięki którym sądzimy, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwej do wykonania. Służenie mamonie oznacza również pokładanie ufności w bogactwie i pieniądzach jako tym, co przynosi nam pociechę czy też ocalenie w obliczu nieszczęścia. Służenie mamonie oznacza także pokładanie ufności w tym świecie dla osiągnięcia szczęścia; oznacza przekonanie, że życie (czy też wygoda w życiu) zależy od obfitości dóbr, które ktoś posiada; oznacza szukanie oparcia w rzeczach widzialnych, a zadowolenia w obfitości rzeczy materialnych; oznacza wreszcie oczekiwanie radości od rzeczy tego świata, której bez Boga nigdy nie można znaleźć. Jeśli postępujemy w ten właśnie sposób, świat ten staje się dla nas celem samym w sobie. Celem ostatecznym, jeśli nie wszystkiego, to przynajmniej wielu naszych przedsięwzięć, działań oraz zamierzeń staje się dążenie do pomnożenia bogactwa, uzyskania poklasku, przyjemności i coraz większej ilości dóbr doczesnych, bez jakiegokolwiek odniesienia do tego, co wieczne.

9. Po drugie, służenie mamonie pociąga za sobą: miłość i pragnienie tego świata dla niego samego, czerpanie z niego radości, oddanie mu swego serca, znajdywanie w nim szczęścia (co jest w istocie rzeczą niemożliwą), oraz szukanie w nim całkowitego oparcia, co jednak podobne jest do szukania oparcia w lasce z nadłamanej trzciny, chociaż, jak nasze codzienne doświadczenie pokazuje, niepodobna znaleźć w niej wsparcia, gdyż wbija się ona w dłoń każdego, kto na niej się opiera.

10. Po trzecie, służenie mamonie to upodabnianie i dostosowywanie się do warunków tego świata; to dopasowywanie naszych zamierzeń, pragnień, cech charakteru oraz uczuć do wymogów tego świata; to kształtowanie w sobie umysłu przyziemnego, zmysłowego, kurczowo trzymającego się tego, co ziemskie; to poleganie na własnej woli, na nieokiełznanej miłości samych siebie; to posiadanie wielkiego mniemania o swoich osiągnięciach; to szukanie i znajdywanie upodobania w poklasku u ludzi; to strach, niechęć i odraza wobec cudzej krytyki; to niecierpliwość w słuchaniu argumentów strony przeciwnej, łatwość ulegania prowokacji i odpowiadania złem za zło.

11. Wreszcie, służenie mamonie oznacza okazywanie posłuszeństwa wobec świata poprzez dostosowywanie się do jego mądrości i zwyczajów; oznacza postępowanie tak, jak postępują inni ludzie, tzn. kroczenie wspólną, szeroką, równą i utarta drogą; oznacza uleganie modzie, podążanie za tłumem; oznacza naśladowanie wszystkiego, co robią pozostali bliźni, tzn. czynienie woli ciała i umysłu, schlebianie naszej pożądliwości i złym skłonnościom, poświęcanie się dla siebie samych, dążenie do własnej wygody i przyjemności zarówno w tym, co mówimy, jak i czynimy.
Czyż nie jest więc rzeczą najzupełniej jasną, że nie możemy służyć Bogu i mamonie?

12. Czy nikt nie widzi, że nie podobna z radością służyć jednocześnie obydwu? Czy nikt nie widzi, że balansowanie pomiędzy Bogiem a światem, w sposób nieunikniony prowadzi do rozczarowania obydwoma oraz do braku oparcia jak w jednym jak i drugim? Jakże przygnębiająca musi być ta sytuacja dla kogoś, kto pełen bojaźni ale nie miłości do Boga, służąc Mu, ale nie z całego serca, zaznaje jedynie ciężarów religii, a nie jej radości! Doświadcza religii na tyle, aby zrozumieć swoją nędzę, ale nie na tyle, aby zaznać szczęścia, albowiem jego pobożność nie pozwala mu cieszyć się światem, a świat nie pozwala mu cieszyć się Bogiem. Tak więc trwając w stanie zawieszenia pomiędzy jednym i drugim, traci obydwu i nie znajduje pokoju ani w Bogu, ani świecie.

13. Czy nikt nie widzi, że nie podobna służyć Bogu i mamonie, pozostając jednocześnie w zgodzie z samym sobą? Czy może być bardziej uderzająca niekonsekwencja niż ta, która bezustannie musi towarzyszyć postępowaniu tego, kto usiłuje służyć jednocześnie obydwu panom, tzn. Bogu i mamonie! Rzeczywiście musi on być grzesznikiem, który chadza dwiema drogami – stawiając jeden krok do przodu a drugi do tyłu. Co jedną ręką ciągle wznosi, to drugą natychmiast burzy. Kocha grzech, ale jednocześnie go nienawidzi. Bezustannie szuka Boga, ale zawsze od Niego ucieka. Chciałby, ale nie chciałby. Ani na jeden dzień ani na jedną godzinę nie pozostaje tym samym człowiekiem, ponieważ staje się uosobieniem przeciwieństw, istną mieszaniną wszelkiego rodzaju sprzeczności. Żyj w zgodzie z samym sobą w ten czy inny sposób. Zwróć się albo na prawo albo na lewo. Jeśli mamona ma być twoim bogiem, służ jej; jeśli Bogiem ma być Pan, służ Jemu. Ale nigdy nie próbuj służyć czy to jednemu, czy drugiemu, jeśli nie masz czynić tego całym sercem.

14. Czy dla każdego człowieka myślącego, czy dla każdego człowieka rozsądnego nie jest rzeczą jasną, że nie podobna służyć Bogu i mamonie? Istnieje bowiem między jednym a drugim bezwzględny antagonizm oraz nieprzejednana wrogość. Opozycja pomiędzy takimi przeciwieństwami jak ogień i woda, ciemność i światło jest niczym w porównaniu z opozycją pomiędzy Bogiem i mamoną. W jakikolwiek bowiem sposób nie służyłbyś jednemu, to tym samym odrzucasz drugie. Czy wierzysz w Boga przez Chrystusa? Czy ufasz Mu jako swojej sile, pomocy, tarczy i sowitej zapłacie? Czy ufasz Mu jako swemu szczęściu, celowi we wszystkim ostatecznemu? Jeśli tak, to nie możesz pokładać ufności w bogactwach. Tak długo bowiem jak masz wiarę w Boga, jest rzeczą niemożliwą ufać bogactwom. Czy pokładasz może nadzieję w bogactwach? Jeśli tak, to odrzucasz wiarę w żywego Boga! Czy miłujesz Boga? Czy szukasz i znajdujesz w Nim szczęście? Jeśli tak, to me możesz miłować ani tego świata, ani jego rzeczy, ponieważ jesteś ukrzyżowany dla świata, a świat jest ukrzyżowany dla ciebie. Czy miłujesz świat? Czy myślisz o tym, co na ziemi? Czy szukasz szczęścia w rzeczach ziemskich? Jeśli tak, to jest rzeczą niemożliwą, żebyś milowa! Boga. Nie ma więc w tobie miłości Ojca. Czy upodabniasz się do Boga? Czy jesteś miłosierny, jak miłosierny jest Ojciec twój? Czy przemieniłeś się przez odnowienie swego umysłu na obraz Tego, który cię stworzył? Jeśli tak, to nie możesz upodobnić się do tego świata. Odrzuciłeś bowiem wszelkie ziemskie uczucia i pożądliwości. Czy upodabniasz się do świata? Czy dusza twoja nadal nosi obraz ziemskiego człowieka? Jeśli tak, to nie odnowiłeś się w duchu swojego umysłu. Nie nosisz obrazu niebieskiego człowieka. Czy jesteś posłuszny Bogu? Czy gotów jesteś gorliwie pełnić wolę Jego na ziemi tak, jak aniołowie czynią to w niebie? Jeśli tak, to jest rzeczą niemożliwą, żebyś był posłuszny mamonie. Dlatego też rzucasz światu wyzwanie. Depczesz jego zwyczaje i nauki, za którymi nigdy me pójdziesz ani też nie pozwolisz się im prowadzić. Czy podążasz za tym, co dyktuje ci świat? Czy żyjesz tak jak inni ludzie? Czy im schlebiasz? Czy sobie schlebiasz? Jeśli tak, to nie możesz być sługą Bożym. Należysz bowiem do diabła, który jest twoim mistrzem i ojcem.

15. Dlatego Panu Bogu swemu pokłon oddawać i tylko jemu będziesz służyć. Dlatego porzucisz wszelkie myśli o posłuszeństwie i służeniu dwóm panom, Bogu i mamonie. Dlatego twoim jedynym celem, pomocą i szczęściem będzie Bóg. Niczego innego nie będziesz szukać na ziemi i w niebie jak tylko Boga. Nic innego nie będzie twoim celem jak tylko poznanie i miłość Boga oraz radość w Nim. A ponieważ na tym właśnie polega całe twoje zadanie tutaj na ziemi, jedyny sensowny pogląd, jaki możesz mieć, jedyny cel twoich dążeń, można byłoby ująć, używając słów Jezusa z Kazania na Górze, w sposób następujący:
Dlatego powiadam wam: nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Przytoczona właśnie myśl zawiera głęboką i ważną naukę, którą powinniśmy teraz dokładnie rozważyć i w pełni zrozumieć.

16. Słowa naszego Pana bynajmniej nie oznaczają, że wymaga On od nas, żebyśmy w sprawach naszego życia codziennego okazywali całkowitą beztroskę. Cała religia Jezusa Chrystusa jest jak najdalsza od sugerowania jakiejkolwiek lekkomyślności czy beztroski. Ani też nie namawia nas Jezus do gnuśności, niedbalstwa czy opieszałości w życiu zawodowym. Byłoby to jak najbardziej przeciwne duchowi tego wszystkiego, czego zawsze nauczał. Chrześcijanin gardzi gnuśnością tak samo jak pijaństwem, a od próżniactwa trzyma się równie daleko jak od cudzołóstwa. Dobrze bowiem wie, że jest pewna troska, w której Bóg znajduje upodobanie, a która jest bezwzględnie konieczna dla właściwego wykonywania zewnętrznych uczynków, do jakich Opatrzność Boża chrześcijanina powołała. Troską tą jest wola Boża, żeby każdy człowiek poczuwał się do powinności pracy, aby jeść własny chleb, oraz żeby zapewnił utrzymanie swojej rodzinie, wszystkim swoim domownikom. Jego wolą jest również, aby nikomu nic nie być winnym, oraz starać się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi. Z powinności tych nie podobna się wywiązać bez rozwagi, namysłu i troski, a niejednokrotnie bez poważnej rozwagi, długiego namysłu i serdecznej troski.

Dlatego Pan nasz bynajmniej nie potępia tego rodzaju troski o utrzymanie nas samych i naszych domowników,
ani nie potępia namysłu, w jaki sposób wywiązać się z tych obowiązków. Przeciwnie,^/ to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym. Jest rzeczą dobrą i milą przed Bogiem, żeby nasz namysł nad tym, czego mamy się podjąć, uwzględniał jasne zrozumienie celu oraz pozwolił opracować plan naszych zamierzeń, zanim podejmiemy jakiekolwiek działanie. Jest bowiem rzeczą słuszną od czasu do czasu uważnie zastanowić się, jakie kroki powinny zostać podjęte, jak również z wyprzedzeniem przygotować pewne działania - dla możliwie jak najefektywniejszego wykonania zadania. Potępienie tego rodzaju troski, określanej przez niektórych, troską umysłu, bynajmniej nie było najmniejszym zamiarem naszego Pana.

17. Co Pan nasz potępia natomiast, to troskę serca, tzn. troskę pełną strachu, niepokoju i udręki. Każda tego rodzaju, powiemy, nadmierna troskliwość, przynosi szkodę albo duszy albo ciału. Pan nasz zakazuje nam nadmiernego troszczenia się, które, jak smutne doświadczenie pokazuje, potrafi „napsuć” nam krwi i wyczerpać siły witalne, co tylko uprzedza wszystkie nieszczęścia, których z góry się boimy oraz potęguje naszą udrękę. Pan zakazuje nam nadmiernego troszczenia się, które zatruwa błogosławieństwa dnia dzisiejszego strachem o dzień jutrzejszy, co nie pozwala nam cieszyć się obfitością dnia dzisiejszego z powodu obaw o niedostatki jutra. Taka przesadna troskliwość jest nie tylko bolesną chorobą, pożałowania godnym schorzeniem duszy, ale nikczemną zniewagą wobec Boga i, w najgłębszym tego słowa znaczeniu, grzechem. Jest to haniebna zniewaga wobec łaskawego i mądrego Władcy wszechrzeczy, albowiem z przesadnej troskliwości wynika przekonanie, że wielki Sędzia nie wydaje sprawiedliwych wyroków, oraz że nie rządzi w sposób prawy. Wynika z niej również, że Bogu brakuje albo mądrości, jeśli nie wie czego naprawdę nam trzeba, albo dobroci, jeśli nie dba o zapewnienie wszystkim tego, ze względu na co pokładają w Nim swoją nadzieję. Strzeż się więc nadmiernej troskliwości. Niech troska twoja wolna będzie od niepokoju. Niech myśli twoje wolne będą od nerwowości. Prosta i niezawodna w tym względzie zasada brzmi: nerwowa troska jest niedobrą troską. Mając Boga jako jedyny swój cel, staraj się o to, co jest uczciwe w oczach ludzi. Oddaj wszystko w lepsze ręce – zostaw wszystko Bogu.

18. Nie troszczcie się w sposób nadmierny, pełen niepokoju, o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? Jeśli więc Bóg dał ci życie, daleko większy dar niż inne, czy nie da ci pożywienia, aby je podtrzymać? Jeśli dał ci ciało, jak możesz wątpić, że da ci odzienie, aby je przykryć? Zwłaszcza jeśli oddasz mu się i służyć będziesz całym sercem. Spójrzcie, popatrzcie przed siebie, na ptaki niebieskie, że nie sieją ani zna, ani zbierają do gumien, a przecież niczego im nie brakuje, gdyż Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? Czy nie jesteście stworzeniami zdolnymi do poznania Boga? Czy nie jesteście w oczach Boga czymś więcej niż one? Czy nie jesteście istotami wyższymi niż inne stworzenia? A któż z was, troszcząc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć? Jaki więc zysk macie z myśli pełnych niepokoju? Są one ze wszech miar szkodliwe i zbędne.

A co do odzienia, czemu się troszczycie? Czy świadectwo naszych oczu codziennie nie zadaje kłamu naszej trosce o odzienie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całej chwale swojej nie byt tak przyodziany, jak jedna z nich. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, ścięta, spalona bez śladu, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni? Was, których stworzył, abyście na zawsze pozostali obrazem jego wieczności! Jesteście w istocie małowierni; inaczej ani na moment nie wątpilibyście w jego miłość i troskę o was.

19. Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść, jeśli nie gromadzimy skarbów na ziemi? albo: Co będziemy pić, jeśli służymy Bogu z całej naszej siły, mając w nim jedyny nasz cel? albo: Czym się będziemy przyodziewać, jeśli nie upodabniamy się do świata, jeśli wyrzekamy się zysku? Bo tego wszystkiego poganie szukają, poganie, którzy nie znają Boga. Ale wy ufacie, iż Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Dał przecież niejeden tego dowód, bezustannie zaopatrując was we wszystko, czego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dane.

20. Szukajcie najpierw Królestwa Bożego. – Zanim pochłonie cię jakakolwiek inna troska albo myśl, dołóż wszelkich starań, aby Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który dal Syna swego Jednorodzonego, aby każdy, kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny – mógł zawładnąć twoim sercem mógł ujawnić się w twojej duszy, zamieszkać i zapanować w niej, aby unicestwić wszelką pychę podnoszącą się przeciw poznaniu Boga i zmusić wszelką mysi do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi. Niech Bóg ma nad tobą wszelką władzę. Niech rządzi tobą niepodzielnie. Niech całe twoje serce bez reszty do Niego należy. Niech będzie twoim pragnieniem, radością i miłością tak, aby całe twoje jestestwo mogło bezustannie wołać: Pan, Bóg nasz. Wszechmogący, objął panowanie.

Szukajcie Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości. – Sprawiedliwość jest owocem Bożego panowania w sercu. A czymże innym jest sprawiedliwość jeśli nie miłością? Miłością Boga i ludzkości, płynącą z wiary w Jezusa Chrystusa, a przynoszącą pokorę umysłu, łagodność, dobroć, cierpliwość, wytrzymałość ora/ wyrzeczenie się świata, tzn. wszelkie dobre skłonności w stosunku do Boga i ludzi. Ich owocem są wszelkie uczynki święte, mile i chwalebne, uczynki wiary, trud miłości - które znajdują upodobanie Boże oraz przynoszą ludziom pożytek.

Jego sprawiedliwość – wszelka jego sprawiedliwość polega na tym, że jest Jego darem danym nam za darmo w imię Jezusa Chrystusa, który Jest sprawiedliwy. Jedynie za Jego sprawą została ona dla nas drogo kupiona. Na tym polega Jego dzieło, gdyż jedynie on czyni nas sprawiedliwym za sprawą natchnienia Ducha Świętego.

21. Właściwa analiza sprawiedliwości Bożej może rzucić światło na niektóre teksty Pisma Świętego, które nie zawsze należycie rozumieliśmy. Święty Paweł, mówiąc w Liście do Rzymian o niewierze Żydów, powiada: Bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu. Wydaje się, że sens przytoczonych słów jest następujący: nie znali Żydzi usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, tzn. nie znali nie tylko sprawiedliwości pochodzącej od Chrystusa, za którą poczytywana jest każdemu wierzącemu właśnie jego wiara. Przez sprawiedliwość pochodzącą od Chrystusa wszystkie jego grzechy zostają wymazane, a on sam pojednany z Bogiem, który znajduje w nim swoje upodobanie. Ale także (co wyda się mieć szczególne w tym miejscu znaczenie) me znali Żydzi tej wewnętrznej sprawiedliwości, tej świętości serca, którą we właściwym tego słowa znaczeniu nazywamy sprawiedliwością Bożą jako zarówno za darmo danym od Boga darem przez Chrystusa, jak i własnym dziełem Boga udzielanym za sprawą Jego wszechmocnego Ducha. I ponieważ Żydzi nie znali takiej sprawiedliwości, usiłowali ustanowić własne usprawiedliwienie. Robili wszystko co możliwe, aby ustanowić zewnętrzną sprawiedliwość, którą można właściwie określić mianem ich własnej, gdyż ani nie była dziełem Ducha Bożego, ani też nie była z Nim w jakikolwiek sposób związana. Była ona ich własnym dziełem, osiąganym jako rezultat ich naturalnych wysiłków, w których Bóg bynajmniej nie znajdywał swego upodobania. Mimo to, nie podporządkowywali się usprawiedliwieniu Bożemu. Przeciwnie, z uporem przeciwstawiali się wierze, jedynie dzięki której sprawiedliwość Boża może stać się naszym udziałem. Albowiem końcem zakonu jest Chrystus, aby był usprawiedliwiony każdy, kto wierzy. Kiedy Chrystus oznajmił: Wykonało się, położył tym samym kres Zakonowi, tzn. Prawu zewnętrznych obrzędów i rytuałów, aby ustanowić - przez swoją krew, przez raz złożoną ofiarę z samego siebie - lepszą sprawiedliwość, mianowicie sam obraz Boży, dany wnętrzu duszy każdego, który wierzy.

22. Ściśle związane z naszymi rozważaniami są słowa Apostoła Pawła do Filipian: Wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa, żeby zyskać wstęp do Jego wiecznego królestwa, ;' znaleźć się w nim, wierząc w niego, nie mając własnej sprawiedliwości opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary. Nie mając własnej sprawiedliwości opartej na zakonie, która jest tylko zewnętrzną sprawiedliwością, zewnętrzną pobożnością, która była przeze mnie pielęgnowana wtedy, kiedy miałem nadzieję znaleźć upodobanie Boże, gdyż co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, byłem człowiekiem bez nagany. Lecz doświadczam sprawiedliwości, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, doświadczam sprawiedliwości z Boga, na podstawie wiary, doświadczam świętości serca, odnowienia duszy, we wszystkich jej pragnieniach, skłonnościach i uczuciach, krótko mówiąc, doświadczam sprawiedliwości Bożej. Jest ona dziełem Boga, nie człowieka, przez wiarę w Chrystusa, przez objawienie się w nas Jezusa Chrystusa, oraz przez wiarę w Jego krew, jedynie za sprawą której uzyskujemy odpuszczenie naszych grzechów oraz dziedzictwo wśród tych, którzy dostąpili uświęcenia.

23. Szukajcie najpierw Królestwa Bożego w swoich sercach, szukajcie sprawiedliwości, która jest dziełem i darem Bożym, obrazem Boga odnowionym w waszych duszach, a wszystko inne będzie wam dodane, wszystko co jest niezbędne dla ciała, na ile tylko Bóg uzna to za najlepsze dla sprawy swego Królestwa. Inne rzeczy będą wam dorzucone czy dołączone jako dodatek. Szukając pokoju i miłości Bożej, znajdziecie nie tylko to, czego bezpośrednio szukacie, mianowicie wieczne królestwo, ale także coś, czego nie szukacie dla niego samego a dla jego konsekwencji. Na drodze do Królestwa znajdziecie wszelkie rzeczy zewnętrzne, na ile tylko są one dla was pożyteczne. Bóg wziął na siebie tę troskę: wszelką troskę swoją złóżcie na niego. On zna wasze potrzeby, i czegokolwiek wam brakuje, to niezawodnie wam da.

24. Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy. Nie myślcie nie tylko o gromadzeniu bogactw na ziemi, ani o pomnażaniu dóbr materialnych, ani o zaopatrywaniu się w więcej pożywienia aniżeli jesteście w stanie zjeść, czy też w więcej ubrań aniżeli jesteście w stanie na siebie włożyć, ani o zarabianiu więcej pieniędzy niż potrzeba wam na co dzień z punktu widzenia umiarkowanych roszczeń wobec życia, ale nie dajcie się również ponieść niepokojom związanym z tym wszystkim, co jest dla waszych ciał absolutnie niezbędne.

Nie zaprzątajcie sobie głowy zastanawianiem się, co będziecie robić w odległej przyszłości. Być może nigdy ona nie nadejdzie, albo okaże się nie waszą troską, gdyż zanim nadejdzie doświadczywszy niejednej przeciwności losu, przeniesiecie się do wieczności. Wszelkie odległe perspektywy nie należą do was, którzy jesteście istotami dnia dzisiejszego. Szczerze mówiąc, cóż was obchodzi dzień jutrzejszy? Po co niepotrzebnie się martwić? Bóg troszczy się o to, żeby nie zabrakło wam niczego, co niezbędne do życia, którego przecież jest dawcą. To wystarczy. Oddajcie się w Jego ręce. Jeśli jutro obudzicie się do życia, zapewni wam wszystko, czego naprawdę wam trzeba.

25. Przede wszystkim nie czyńcie troski o przyszłość pretekstem do zaniedbywania bieżących obowiązków. Jest to najgorsza konsekwencja troski o dzień jutrzejszy. Jakże jednak jest ona wśród ludzi powszechna! Wielu, których nawołujemy do zachowywania zawsze czystego sumienia, do powstrzymania się od czynienia, tego, co do czego są przekonani, że jest to zło, odpowiada wprost:
Jak więc mamy żyć? Czy mamy zaniedbać siebie i nasze rodziny? Wyobrażają sobie, że jest to wystarczający powód, aby z całą premedytacją trwać w grzechu. Mówią, i może rzeczywiście wierzą w to, że służyliby Bogu, gdyby nie pociągnęłoby to za sobą utraty części dochodów. Chętnie przygotowywaliby się do wieczności, gdyby nie obawa przed materialnym niedostatkiem. W konsekwencji, gotowi są służyć diabłu za jeden kęs chleba; spieszy im się do piekła ze strachu przed biedą, gubią swoje biedne dusze, byle tylko nie stracić najmniejszej okazji, jak im się zdaje, do zapewnienia swoim ciałom dostatku.

Nic więc dziwnego, że ci, którzy zamiast Bogu powierzyć troski o sprawy dnia codziennego, biorą je w swoje ręce, tak często doznają rozczarowania w tym, czego szukają; nic dziwnego, że porzucając niebo, aby zapewnić sobie dobra materialne, tracą to pierwsze, ale bynajmniej nie zyskują tego drugiego. Zazdrosny Bóg w swej mądrej opatrzności zapewne chętnie na to pozwala. Tak więc ci, którzy nie złożą swych trosk w ręce Boga, którzy sami troszcząc się o sprawy doczesne, nie dbają o sprawy wieczne, stracą to, co sami wybrali. Przejawia się to w widocznym niepowodzeniu wszelkich ich przedsięwzięć: za cokolwiek się wezmą, spotyka ich porażka. Rzeczy posuwają się tak daleko, że po tym, jak porzucili Boga dla świata, tracą zarówno to, czego szukali, jak i to, czego nie szukali, ponieważ nie dążąc do Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, wszyst¬ko inne nie jest im dodane.

26. Słowa Pisma Świętego: nie troszczcie się o dzień jutrzejszy, zakazują również okazywania troski w niewłaściwy sposób, co może mieć miejsce nawet w odniesieniu do spraw duchowych, np., jeśli przejawiamy troskę o to, co ma dopiero za jakiś czas nastąpić tak, że zaniedbujemy to, co powinniśmy teraz zrobić. Jakże bezmyślnie popełniamy ten właśnie błąd, jeśli nie trwamy w czujności modlitewnej. Jakże łatwo wtedy potrafimy zapaść w swego rodzaju sen na jawie, snując odległe plany oraz wyobrażając sobie świetlaną przyszłość! Wydaje nam się, że będziemy czynić samo dobro, kiedy tylko znajdziemy się w tym wymarzonym miejscu, albo usiłujemy sobie wyobrazić, kiedy to nastąpi! Ile pożytku uczynimy, ile dobrych uczynków, gdy tylko znajdziemy się w tych wymarzonych okolicznościach! Z jakim oddaniem służyć będziemy Bogu, kiedy tylko jedna nieznośna przeszkoda zostanie nam raz na zawsze z drogi usunięta.
Przypuśćmy, że popadniesz w depresję i wydaje ci się, że Bóg ukrywa przed tobą swoje oblicze, którego światłość staje się dla twoich oczu niewidoczna; przestajesz też odczuwać Jego odkupiającą miłość. W takim stanie ducha łatwo o westchnienie: „O, jak uwielbiać będę Boga, kiedy rozjaśni oblicze swoje nade mną! Jak zachęcać będę innych, aby uwielbiali Go kiedy miłość Boża na nowo rozleje się w sercu moim! Wtedy tak właśnie uczynię: wszędzie, gdzie tylko to możliwe, będę o Bogu składał świadectwo – nie będę się wstydził Ewangelii Chrystusowej. Wtedy skorzystam z okazji, wykorzystam każdy talent, jaki otrzymałem.” Nie wierz sobie. Nie uczynisz tego wtedy, jeśli nie czynisz tego teraz. Kto jest wierny w najmniejszej sprawie, jakiegokolwiek rodzaju by nie była, niezależnie, czy byłaby to jakaś rzecz przyziemna, czy bojaźń albo miłość Boża - i w wielkiej sprawie jest wierny. Jeśli teraz ukrywasz jeden talent w ziemi, wtedy ukryjesz pięć. Oczywiście, jeśli w ogóle kiedykolwiek zostaną ci powierzone, a nie wydaje się, żeby był po temu jakikolwiek powód. W rzeczy samej temu, kto ma tzn. kto używa tego, co ma, będzie dane i obfitować będzie; a temu, kto nie ma tzn. kto nie korzysta z dobrodziejstw łaski, którą już został w większym lub mniejszym stopniu obdarzony, i to, co ma, będzie odjęte.

27. Nie troszczcie się także o pokusy dnia jutrzejszego. To też jest niebezpieczna pułapka. Nie myśl: „Co pocznę, co ja zrobię, kiedy ogarnie mnie taka to a taka pokusa? Wydaje mi się, że nie potrafię stawić jej czoła.” Zapewne tak też w istocie jest. Nie masz teraz sił, których teraz wcale nie potrzebujesz. Nie jesteś w stanie teraz pokonać swego wroga, ale też teraz wcale ci nie zagraża. Łaska, która jest teraz twoim udziałem, nie byłaby w stanie stawić czoła pokusom, na które przecież teraz nie jesteś wystawiony. Ale kiedy pokusa przyjdzie, przyjdzie również łaska. W wypadku większych prób, obdarzony zostaniesz większymi siłami. Jeśli spotkają cię liczne cierpienia, spotkają cię równie liczne pociechy ze strony Boga. Tak więc w każdej sytuacji, łaska Boża będzie dla ciebie wystarczająca. Bóg nie dopuści, abyś był kuszony dzisiaj ponad siły twoje, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyś je mógł znieść. A ile dni twoich, takie będą twoje siły.

28. Niech dzień jutrzejszy zatroszczy się więc o własne troski, tzn. kiedy nadejdzie, wtedy o nim myślcie. Żyjcie dniem dzisiejszym. Róbcie wszystko, aby chwila bieżąca przynosiła coraz więcej dobra. Tylko ona naprawdę należy do was, ona jest bowiem wszystkim, co posiadacie. Przeszłość jest jakby niczym, jakby jej nigdy nie było. Przyszłość też jest dla was niczym. Nie należy bowiem do was, być może nigdy nie będzie należeć. Nie ma sensu polegać na tym, co jeszcze nie nastąpiło, bo nie wiecie, co dzień może przynieść. Dlatego żyjcie dniem dzisiejszym, nie traćcie ani godziny, korzystajcie z chwili, ona bowiem jest waszym wyzwaniem. Kto zna to, co było przed nim, albo co po nim dziać się będzie pod słońcem? Gdzie podziały się wszystkie pokolenia, które żyły od początku świata? Przeminęły zapomniane. Był czas, kiedy żyły; żyły w swoim czasie. Ziemia zrzuciła ich jak drzewa liście. Obrócili się w proch. Następowało kolejno jedno pokolenie po drugim i odchodziło do pokolenia ojców swoich, którzy już nigdy więcej nie ujrzą światłości. Teraz wasza kolei na ziemi. Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości. Cieszcie się chwilą bieżącą, radując się tym, którego lata się nie skończą. Niech wzrok wasz na trwałe spocznie na Tym, u którego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia. Oddajcie Mu swe serce; trwajcie w Nim; bądźcie święci tak, jak On jest święty. Skorzystajcie z błogosławionej okazji, aby czynić Jego doskonalą Wolę. Radujcie się, ponosząc wszelkie szkody, żeby zyskać Chrystusa.

29. Dla Jego imienia z radością znoście dzień dzisiejszy, cokolwiek za Jego przyzwoleniem nie miałoby was spotkać. Nie dbajcie o cierpienia dnia jutrzejszego: Dosyć ma dzień swojego utrapienia. Z ludzkiego punktu widzenia, złem jest i obelga i niedostatek i ból czy choroba. Ale, z Bożego punktu widzenia, wszystko jest błogosławieństwem: wybornym olejkiem, przygotowanym przez mądrego Boga, i używanym przez Niego wobec swoich dzieci stosownie do choroby ich duszy. On zaspokaja potrzeby i daje siły każdego dnia w sposób wystarczający, na ile tylko stan zdrowia pacjenta tego wymaga. Dlatego więc, jeśli łapczywie zabieracie dzisiaj to, co powinniście wziąć jutro, jeśli do dóbr, które już posiadacie, dobieracie sobie ich jeszcze więcej, popadacie w zgubną przesadę, gdyż nie będziecie w stanie udźwignąć nadmiernych ciężarów. Jest to najprostsza droga do zagłady własnej duszy, nie jej wyleczenia. Bierzcie więc tylko tyle, ile w danym dniu od Boga dostajecie. Jeszcze dziś przyjmijcie i czyńcie Jego wolę. Wyrzeczcie się, dla Boga przez Chrystusa, siebie samych, tzn. ciała, duszy i ducha; porzućcie wszelkie pragnienia prócz tego, aby Bóg został uwielbiony we wszystkim, czym jesteście, co czynicie i co cierpicie. Nie szukajcie niczego innego tylko poznania Boga, Jego Syna, Jezusa Chrystusa, przez Wiecznego Ducha. Niech jedynym waszym dążeniem jest miłować Go, służyć Mu, radować się w Nim, tak teraz jak i na wieki!

Bogu Ojcu, który stworzył mnie i świat cały, Bogu Synowi, który odkupił mnie i całą ludzkość. Bogu Duchowi Świętemu, który uświęca mnie i cały wybrany lud Boży - niech będzie cześć i chwała, potęga i moc, na wieki wieków!

Kazanie z 1748 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)