OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
Pan sprawiedliwością naszą

„A to jest imię Jego, którym go zwać będą. Pan sprawiedliwością naszą.” (Jr 23,6)

1. Jak wiele wokół religii powstaje gwałtownych konfliktów! I to nie tylko wśród dzieci tego świata, tzn. tych, którzy pojęcia nie mają, czym jest prawdziwa religia, ale nawet wśród dzieci Bożych, które doświadczyły Królestwa Bożego pośród siebie, innymi słowy, które doznały sprawiedliwości i pokoju, i radości w Duchu Świętym. Jak wiele dzieci Bożych wszystkich czasów, zamiast połączyć swoje siły przeciwko wspólnemu wrogowi, zwróciło swoją broń przeciwko sobie nawzajem, w ten sposób nie tylko marnując cenny czas, ale nawzajem raniąc swojego ducha, nadwerężając siły, a przez to udaremniając wielkie dzieło naszego wspólnego Mistrza! Jak wielu ludzi słabych doznało krzywdy! Jak wielu chromych zboczyło z drogi: Jak wielu grzeszników zostało umocnionych w swojej pogardzie wobec wszelkiej religii oraz braku szacunku wobec jej wyznawców! Jakże wielu z tych, co żyją nienagannie, płakać musiało w ukryciu.

2. Czegóż każdy prawdziwie miłujący Boga i swojego bliźniego nie uczyniłby, czegóż nie wycierpiałby, byleby tylko znaleźć środek zaradczy przeciwko doprawdy bolesnemu złu, mianowicie przeciwko konfliktom wśród dzieci Bożych? Czegóż każdy prawdziwie miłujący Boga i bliźniego nie uczyniłby, byle tylko wśród dzieci Bożych przywrócić albo utrwalić pokój? Czegóż prócz czystego sumienia nie byłby gotów poświęcić, byleby tylko wśród dzieci Bożych mogła na dobre zapanować zgoda? Przypuśćmy, że nie jesteśmy w stanie położyć kresu wojnom aż po krańce ziemi, przypuśćmy, że nie jesteśmy w stanie pojednać ze sobą wszystkich dzieci Bożych, jednak w imię tego właśnie celu powinniśmy czynić wszystko, co tylko w naszej mocy, choćby wkładem naszym miały być zaledwie dwie drobne monety. Błogosławieni ci, którzy w jakimkolwiek stopniu potrafią przyczyniać się do pokoju i dobrej woli wśród ludzi! Zwłaszcza wśród ludzi dobrych, wśród tych wszystkich, którzy znajdują się pod sztandarem Księcia Pokoju, i dlatego szczególnie są zaangażowani w to, aby, o ile to tylko od nich zależy, ze wszystkimi ludźmi mieć pokój.

3. Byłoby istotnym krokiem przybliżającym nas do tego właśnie chwalebnego celu, gdybyśmy zdołali sprawić, że ludzie dobrej woli będą w stanie nawzajem siebie zrozumieć. Wyłącznie bowiem z braku wzajemnego zrozumienia bierze się nadmierna mnogość debat i sporów. Niejednokrotnie żadna ze stron sporu nie rozumie swojego oponenta, co pociąga za sobą tylko wzajemne gwałtowne ataki, mimo że brak jest między nimi różnic rzeczywistych. A przecież nie łatwo jest ich o tym przekonać, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą silne namiętności - wtedy komunikacja między nimi przychodzi z największym trudem. Jednakże warto sobie zdać sprawę, że komunikacja nie jest niemożliwa, zwłaszcza jeśli, nie polegając wyłącznie na sobie, a powierzając siebie temu, u którego wszystko jest możliwe, rzeczywiście podejmujemy na jej rzecz prawdziwe wysiłki. Jeśli tylko tak właśnie się dzieje, wkrótce jest On w stanie rozproszyć chmurę, oświecić nasze serca i przez to umożliwić wzajemne zrozumienie oraz dostrzeżenie prawdy, która jest w Jezusie.

4. Wymownym wyrazem tej właśnie prawdy jest myśl zawarta w słowach stanowiących motto naszego rozważania: A to jest imię Jego, którym go zwać będą, Pan sprawiedliwością naszą. Jest to prawda, która sięga samej istoty chrześcijaństwa i w pewnym sensie właśnie na niej opiera się całość chrześcijaństwa. Bez wątpienia do niej odnieść można słowa Lutra, który o prawdzie chrześcijańskiej ściśle związanej z przekonaniem o tym, że Pan jest sprawiedliwością naszą, powiedział, iż jest to „element, od którego zależy istnienie bądź nieistnienie Kościoła" (articulus stantis vel cadentis ecciesiae), ponieważ ten właśnie element jest Kościoła chrześcijańskiego „być albo nie być". Z pewnością jest to filar i fundament wiary, jedynie z której pochodzi zbawienie, wiary powszechnej, która jest udziałem wszystkich dzieci Bożych, której jeśli w całości i bez skazy człowiek nie dochowa, bez wątpienia spotka go wieczna zatrata.

5. Czyż nie byłoby więc rzeczą rozsądną przypuszczać, że bez względu na to, jak bardzo pod każdym innym względem różniliby się wszyscy ci, którzy wzywają imienia Chrystusowego, w tym jednym punkcie powinna wśród nich panować zgoda? A przecież bardzo niewiele jest kwestii, w których tak niewiele jest zgody, w których wszyscy ci, co przyznają się do naśladownictwa Chrystusa, wydają się tak bardzo i to w sposób nie do pogodzenia poróżnieni. Powiadam „wydają się", ponieważ mam głębokie przekonanie, że wielu z nich jedynie wydaje się być poróżnionych. Różnice bowiem bardziej dotyczą słów niż uczuć, ponieważ znacznie bliżsi są sobie w poglądach niż w sposobach ich komunikacji. Różnice w języku są znaczne nie tylko pomiędzy protestantami a papistami, ale również pomiędzy samymi protestantami, owszem, pomiędzy tymi wszystkimi przecież, którzy wierzą w usprawiedliwienie z wiary, którzy zgodni są zarówno w kwestii usprawiedliwienia z wiary, jak i w każdej innej fundamentalnej nauce Ewangelii.

6. Jeśli jednak różnice bardziej tkwią w poglądzie niż w rzeczywistym doświadczeniu, bardziej w stylistyce niż w poglądzie, jak to jest możliwe, żeby dzieci Boże z taką zaciekłością wdawały się ze sobą w spory na ten temat? Można wskazać co najmniej kilka powodów takiego stanu rzeczy. Głównym z nich jest brak wzajemnego zrozumienia, jak również zbyt silne przywiązanie do własnych poglądów oraz konkretnej stylistyki, w jakiej dane poglądy są wyrażane. Aby przynajmniej w pewnym stopniu usunąć nieistotne różnice pomiędzy oponentami oraz przyczynić się do lepszego między nimi zrozumienia w kwestii, która jest przedmiotem naszego rozważania, z pomocą Bożą podejmuję się odpowiedzi na następujące pytania:
I. Czym jest sprawiedliwość Chrystusa?
II. Kiedy i w jakim sensie można w sposób uzasadniony powiedzieć, że poczytywane jest nam coś za sprawiedliwość?

Rozważanie zakończymy przedstawiając pokrótce szereg bezpośrednich i praktycznych konsekwencji udzielonych przez nas odpowiedzi.

I. Czym więc jest sprawiedliwość Chrystusa? Ściśle biorąc jest sprawiedliwość Chrystusa dwojaka: zarówno boska jak i ludzka.

1. Boska Jego sprawiedliwość należy do Jego natury boskiej, gdyż jest On Najwyższym Bytem, ho on. List do Rzymian głosi: Ten jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. Jest więc Chrystus Bogiem najwyższym, wiecznym, jeśli chodzi o swoje bóstwo, równym Ojcu, chociaż, jeśli chodzi o swoje człowieczeństwo, niższym od Ojca. Chrystusa wieczna, doskonała, niezmienna świętość. Jego nieskończona sprawiedliwość, miłosierdzie i prawda - wyrażają się we wszystkim tym, w czym On i Ojciec są jednym. Nie sądzę jednak, żeby Chrystusa boska sprawiedliwość była bezpośrednio związana z rozważaną przez nas tutaj kwestią. Wydaje mi się bowiem, że bardzo niewielu, jeśli w ogóle ktokolwiek, podjąłby się argumentować na rzecz poczytania nam czegokolwiek za tego rodzaju sprawiedliwość. Ktokolwiek naukę o tym, co poczytane jest ludziom przez Boga za sprawiedliwość, uważa za prawdziwą, rozumie tę naukę głównie, jeśli nie jedynie, w aspekcie Chrystusa sprawiedliwości ludzkiej.

2. Chrystusa sprawiedliwość ludzka należy do jego ludzkiej natury, gdyż On, człowiek Chrystus Jezus, jest pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Chrystusa sprawiedliwość jest zarówno wewnętrzna jak i zewnętrzna. Jego sprawiedliwość wewnętrzna jest obrazem Bożym odciśniętym w każdej cząstce Jego duszy. Na ile tylko duchowi ludzkiemu udzielona może być sprawiedliwość boska, jest Chrystusa wewnętrzna sprawiedliwość odbiciem Jego boskiej sprawiedliwości. Jest wewnętrzna sprawiedliwość kopią boskiej czystości, sprawiedliwości, miłosierdzia i prawdy. Zawiera w sobie miłość, cześć i oddanie swemu Ojcu, pokorę, dobroć i łagodność, miłość do zagubionej ludzkości oraz wszelkie inne święte i niebiańskie usposobienie i to w najwyższym stopniu, bez jakiejkolwiek skazy czy cząstki tego, co nie święte.

3. Najmniejszą częścią Jego sprawiedliwości zewnętrznej było to, że nic, co czynił, nie nosiło na sobie żadnej skazy, że obcy był mu jakikolwiek grzech zewnętrzny ani nie znaleziono zdrady w ustach Jego, że nigdy ani jednego słowa niewłaściwego nie powiedział, ani niczego niestosownego nie uczynił. To, co do tej pory o Chrystusa zewnętrznej sprawiedliwości powiedzieliśmy, jest jedynie sprawiedliwością negatywną, aczkolwiek taką, jaka nigdy ani nie była, ani też być nie może udziałem kogokolwiek, kto narodził się z kobiety, z wyjątkiem samego Chrystusa. Ale Jego sprawiedliwość zewnętrzna była także pozytywna, ponieważ dobrze wszystko uczynił. W każdym słowie ust swoich, w każdym dziele rąk dokładnie czynił wolę tego, który go posłał. Przez całe swoje życie czynił wolę Bożą na ziemi, tak jak w niebie czynią to aniołowie. Wszystko, co czynił i mówił, było w każdych okolicznościach w najwyższym stopniu słuszne. Jego posłuszeństwo zarówno w całości jak i w każdej części było zupełne. Wypełnił bowiem wszelką sprawiedliwość.

4. Ale Jego sprawiedliwość polegała na czymś znacznie donioślejszym niż to, co do tej pory powiedzieliśmy. Pociągała bowiem za sobą nie tylko działanie, ale i uległość wobec całej woli Bożej, i to od chwili przyjścia na świat aż do momentu, aż grzechy nasze na ciele swoim poniósł na drzewo, więcej, aż kiedy uczyniwszy pełne za nie przebłaganie skłonił głowę i oddal ducha. Ta ostatnia jest zwykle określana mianem sprawiedliwości Chrystusa pasywnej, ta poprzednia zaś nazywana jest sprawiedliwością aktywną. Ale tak, jak sprawiedliwość Chrystusa pasywna i aktywna faktycznie wzajemnie nigdy właściwie nie były oddzielone, tak i my bynajmniej nigdy nie oddzielamy ich od siebie i to ani w tym, co mówimy, ani w tym, co myślimy. Ze względu bowiem na nie obie razem wzięte jest: Jezus nazwany Panem - naszą sprawiedliwością.

II. Kiedy jednak prawdziwie może wyznać ktoś z nas: Pan sprawiedliwością naszą? Innymi słowy, kiedy i w jakim sensie jest coś poczytane nam za sprawiedliwość Chrystusową?

1. Rozejrzyjmy się dokoła, a zobaczymy, że wszyscy ludzie, jacy wśród nas żyją, są albo wierzący, albo niewierzący. Rzeczą, która wśród ludzi rozumnych żadną miarą nie powinna podlegać dyskusji, jest to, że poczytanie czegoś za sprawiedliwość Chrystusową odnosi się do wszystkich, którzy mają wiarę, a nie do tych, którzy wiary nie mają. Kiedy jednak jest im coś poczytane za sprawiedliwość? Tylko wtedy, kiedy mają wiarę. W tej właśnie godzinie sprawiedliwość Chrystusa do nich należy. Wiara jest poczytana każdemu za sprawiedliwość i to z chwilą, kiedy rzeczywiście staje się ona jego udziałem. Tak więc wiara i sprawiedliwość Chrystusa są wzajemnie nierozerwalne. Jeśli bowiem w zgodzie z Pismem Świętym ktoś ma wiarę, to tym samym wierzy w sprawiedliwość Chrystusa. Albowiem nie ma wiary prawdziwej, tzn. wiary usprawiedliwiającej, która nie odnosiłaby się do sprawiedliwości Chrystusa.

2. Prawdą jest, że nie wszyscy wierzący mogą wyrażać swoje poglądy w sposób podobny. Nie wszyscy bowiem mogą używać tej samej stylistyki. I też błędem byłoby od nich tego oczekiwać, a rzeczą zgoła nierozumną byłoby od nich tego wymagać. Niezliczone okoliczności sprawiać mogą, że pod względem sposobu wyrażania myśli różnią się oni między sobą. Ale różnica stylu niekoniecznie oznacza różnicę uczuć. Różni ludzie używać mogą różnych wyrażeń, a mimo to tę samą rzecz będą mieć na myśli, co jest właściwie rzeczą niemal powszechnie spotykaną, chociaż trzeba przyznać, że rzadko kiedy w wystarczający sposób uświadamiamy ją sobie. Byłoby rzeczą wręcz niemożliwą, żeby w różnych epokach historycznych ci sami ludzie wygłaszając swoje poglądy na temat tej samej rzeczy, nawet gdyby żywili te same uczucia, używali dokładnie tej samej stylistyki. Jakże więc możemy w sposób kategoryczny domagać się, żeby inni używali tej samej stylistyki, co i my?

3. Przyznajmy jeszcze i to, że w swoich opiniach i sposobach ich wyrażania inni ludzie mogą się od nas różnić, a mimo to wraz z nami mieć swój udział w tej samej drogocennej wierze. Jest rzeczą możliwą, że mogą nie mieć wyraźnego rozumienia doznawanych przez siebie błogosławieństw, gdyż ich pojęcia mogą nie być zbyt jasne, a mimo to doświadczenia ich mogą być równie autentyczne jak nasze. Ludzie różnią się między sobą wrodzonymi zdolnościami, w szczególności zdolnościami intelektualnymi. Różnice te znacząco powiększa odmienność wykształcenia i wychowania. W istocie już same wymienione dotąd czynniki wystarczą, żeby wywołać niepojęte wręcz zróżnicowanie wszelkiego rodzaju poglądów. Nic więc dziwnego, że i w kwestii sprawiedliwości Chrystusa panuje także niezmierne zróżnicowanie poglądów. A jednak, pomimo pomieszania i niedokładności pojęć oraz sposobów komunikacji, serca ludzkie za sprawą umiłowanego przez Ojca Syna Bożego mogą być zwrócone do Boga i prawdziwie ogarnięte pragnieniem poznania sprawiedliwości Chrystusowej.

4. Weźmy więc pod uwagę względy, którymi kierują się inni, a którymi kierowalibyśmy się i my, gdybyśmy byli na ich miejscu. Raz jeszcze wspomnijmy jeden tylko czynnik, mianowicie wykształcenie, którego potęga jest powszechnie znana. I któż, komu nie jest ono obce, mógłby oczekiwać, żeby, powiedzmy, przedstawiciel Kościoła Rzymskiego jasno rozumował i wyrażał swoje poglądy w kwestii sprawiedliwości Chrystusowej? A jednak, gdyby nam dane było usłyszeć słowa umierającego kardynała Bellarmine wypowiedziane w odpowiedzi na pytanie: „Do którego ze świętych pragniesz się teraz zwrócić?": Najbezpieczniej jest zaufać zasługom Chrystusa (Fidere meritis Christi tutissimum) - czy, pomimo jego błędnych poglądów, uznalibyśmy doprawdy, że nie ma on udziału w sprawiedliwości Chrystusowej?

5. W jakim jednak sensie jest coś poczytane wierzącym za sprawiedliwość Chrystusową? Odpowiedź na to pytanie jest następująca: przebaczenie wszystkim wierzącym oraz znalezienie przez nich upodobania Bożego opiera się nie na czymś, co jest w nich samych, ani na czymś, co było, jest, czy kiedykolwiek może być przez nich uczynione, ale opiera się całkowicie i wyłącznie na tym, co Chrystus dla nich uczynił i wycierpiał. Powtarzam, nie opiera się poczytanie wiary za sprawiedliwość na czymś, co w nich jest, albo co na podstawie własnej sprawiedliwości czy uczynków jest przez nich dokonywane. Me dla uczynków sprawiedliwości, które spełniliśmy, lecz dla miłosierdzia zbawił nas. Łaską jesteście zbawieni przez wiarę (...) nie z uczynków, aby się kto nie chlubił, ale całkowicie i wyłącznie za sprawą tego, co Chrystus dla nas uczynił i wycierpiał. Jesteśmy usprawiedliwieni darmo, z laski Jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. I nie jest usprawiedliwienie jedynie środkiem znalezienia upodobania Bożego, ale naszego w nim trwania. Usprawiedliwienie jest drogą, jaką najpierw do Boga przychodzimy, ale jest tą samą drogą, którą odtąd zawsze na nowo do Niego przychodzimy. Postępujemy jedną i tą samą nową i żywą drogą aż duch nasz do Boga powróci.

6. Z niesłabnącym przekonaniem naukę tę głoszę od blisko dwudziestu ośmiu lat. Słowa, które pragnę teraz przytoczyć, pochodzą z kazania opublikowanego w 1738 roku i od tego czasu dziesięć czy dwanaście razy wznawianego, a zawarte są w Homiliach naszego Kościoła, w których, w kwestii sprawiedliwości Chrystusowej, znaleźć można wiele innych jeszcze sformułowań, w swoim zasadniczym przesłaniu nie różniących się jednak od tego przytoczonego poniżej:

W usprawiedliwieniu naszym zbiegają się jednocześnie trzy czynniki: ze strony Boga - jego wielkie miłosierdzie i laska, ze strony Chrystusa – zadośćuczynienie wymaganiom sprawiedliwości Bożej, a z naszej strony - wiara w zasługi Chrystusa. W konsekwencji, w usprawiedliwieniu naszym nie wyklucza laska Boża sprawiedliwości Bożej, ale wyklucza, jedynie jako czynnik zaskarbiający zasługę naszego usprawiedliwienia, sprawiedliwość ludzką.

Mówienie o usprawiedliwieniu jedynie z wiary, w sposób jednoznaczny zabiera uczynkom naszym wszelkie zasługi, aby całkowicie Chrystusowi przypisać wyłączną zasługę naszego usprawiedliwienia. Usprawiedliwienie nasze pochodzi wyłącznie z darmo danego miłosierdzia Bożego. Albowiem, mimo iż świat cały nie jest w stanie w najmniejszym stopniu spłacić choćby cząstki naszego okupu, spodobało się Bogu, aby bez jakiejkolwiek zasługi z naszej strony przygotować dla nas ciało i krew Chrystusa, dzięki którym mógłby zostać spłacony nasz okup, przez co stałoby się zadość sprawiedliwości Bożej. Chrystus więc jest teraz sprawiedliwością wszystkich, którzy w niego prawdziwie wierzą.

7. W rok czy dwa po przytoczonym właśnie kazaniu opublikowane, a następnie wielokrotnie jeszcze wznawiane hymny zawierają dokładnie tę samą myśl, co tylko niedwuznacznie świadczy o moim niezmiennym w tej kwestii przekonaniu. Gdybym miał zacytować wszystkie ich fragmenty wyrażające tę samą myśl, musiałbym podjąć się przepisania olbrzymiej części całych tomów. Poprzestańmy może na tylko jednym fragmencie hymnu, po raz pierwszy opublikowanym siedem lat temu, po czym kolejno wznawianym lat temu pięć, trzy, a ostatnio zaledwie kilka miesięcy temu:
Jezu, Twoja krew i sprawiedliwość Są moim pięknem, moją chwalebną szatą:
Przyodziany w nią, pośród płomieni tego świata, Moją głowę z radością wzniosę w górę.
Cały ten hymn od początku do końca wyraża to samo uczucie.

8. W kazaniu na temat usprawiedliwienia z wiary opublikowanym dziewiętnaście lat temu, a wznowionym lat temu siedem czy osiem, tę samą myśl ująłem w słowach następujących:

Ze względu na to, że Syn Boży „zakosztował śmierci każdego”, Bóg oto „świat ze sobą pojednał, nie zaliczając nikomu jego poprzednich upadków.” (...) Tak więc przez wzgląd na swego umiłowanego Syna, na to, co uczynił i wycierpiał dla nas, Bóg zapewnia nam w oparciu o Niego jako jedyny warunek (i jedyne nasze oparcie w działaniu) zarówno zaniechanie kary należnej za nasze grzechy jak i przywrócenie nas do łaski, a naszych martwych dusz do życia duchowego i dziedzictwa życia wiecznego.

9. Ten sam argument jest jeszcze szerzej i szczegółowiej przedstawiony w Traktacie o Usprawiedliwieniu, który opublikowałem w ubiegłym roku;

Jeśli przyjmiemy, że wyrażenie poczytanie za sprawiedliwość Chrystusową oznacza, by tak powiedzieć, udzielenie sprawiedliwości Chrystusowej i to zarówno pasywnej jak i aktywnej, włączając w to jego posłuszeństwo, dzięki któremu nabyte zostały przywileje, błogosławieństwa i dobrodziejstwa, to o wierzącym można powiedzieć, że jest usprawiedliwiony przez sprawiedliwość Chrystusową, za którą wiara jego została poczytana. Znaczenie usprawiedliwienia sprowadza się więc do tego, że w imię sprawiedliwości Chrystusowej, a nie w oparciu o własną sprawiedliwość wierzącego. Bóg go usprawiedliwia. (...) Tak więc powiada Kalwin: Dzięki swojemu posłuszeństwu oraz dzięki swoim zasługom zapewnił nam Chrystus łaskę i przychylność Boga Ojca. W innym miejscu powiada Kalwin: Chrystus przez swoje posłuszeństwo nabył i zapewnił nam sprawiedliwość. A w jeszcze innym: Wszystkie takie wyrażenia jak „z laski Bożej jesteśmy usprawiedliwieni”, „Chrystus jest sprawiedliwością naszą” czy „przez Chrystusa śmierć i zmartwychwstanie zapewniona nam została sprawiedliwość” — mają jeden i ten sam sens, mianowicie, że sprawiedliwość Chrystusowa, zarówno pasywna jak i aktywna, jest przyczyną, dzięki której Chrystus zaskarbił nam usprawiedliwienie oraz z woli Bożej zapewnił nam to, że z chwilą, w której uwierzymy, powinniśmy być przez niego uznani za sprawiedliwych.

10. Być może jednak podniesie ktoś zarzut, że w gruncie rzeczy twierdzę, iż wiara poczytana nam jest za sprawiedliwość. Ponieważ ten sam pogląd wielokrotnie wyraża św. Paweł, i ja jestem tego samego zdania. Wiara bowiem, a ściślej rzecz biorąc wiara w sprawiedliwość Chrystusową, jest każdemu wierzącemu poczytana za sprawiedliwość. Pogląd ten wcale nie różni się od przekonania, które zostało przez nas uprzednio wyrażone. Treścią tego przekonania jest ni mniej ni więcej tylko to, że przez wiarę, nie przez uczynki, jesteśmy usprawiedliwieni oraz że jedynie w oparciu o to, co Chrystus uczynił i wycierpiał, każdy wierzący znajduje przebaczenie oraz upodobanie Boże.

11. Nasz oponent może jednak zapytać: „Czy wierzący nie jest w sprawiedliwość Chrystusową przyodziany czy też ubrany?” Odpowiadam na to: niewątpliwie tak, o czym świadczą przytoczone powyżej słowa, które są przecież słowami każdego wierzącego serca: Jezu, Twoja krew i sprawiedliwość, Są moim pięknem, moją chwalebną szatą.

Słowa te oznaczają, że oto na podstawie sprawiedliwości Chrystusowej zarówno aktywnej jak i pasywnej znajduję przebaczenie oraz upodobanie Boże. Oponent nasz może kontynuować: „Czy nie powinniśmy jednak najpierw zdjąć splugawionej szaty naszej własnej sprawiedliwości zanim włożymy na siebie nieskazitelną szatę sprawiedliwości Chrystusowej?” Odpowiem na to: oczywiście, że powinniśmy tzn. powinniśmy się upamiętać zanim możemy uwierzyć Ewangelii. Powinniśmy zostać odcięci od polegania na samych sobie zanim możemy prawdziwie polegać na Chrystusie. Musimy odrzucić naszą ufność we własną sprawiedliwość, w innym bowiem wypadku nie możemy zaufać jego sprawiedliwości. Dopóki nie zostaniemy wybawieni od polegania na tym, co sami czynimy, nie możemy w pełni zaufać temu, co on uczynił i wycierpiał. Najpierw jesteśmy całkowicie pewni tego, że śmierć nasza jest postanowiona, dopiero potem mamy ufność w tym, który dla nas żył i umarł.

12. Powie jednak oponent: „Czy nie wierzysz w wewnętrzną sprawiedliwość?” Odpowiem: tak, ale we właściwym tego słowa znaczeniu; niejako w podstawę Bożego upodobania, ale jako jego owoc; nie zamiast poczytania wiary za sprawiedliwość, ale jako jego konsekwencję. To znaczy, wierzę, że Bóg zaszczepia sprawiedliwość każdemu, komu wiara jest za nią poczytana. Wierzę, że Jezus Chrystus przez Boga stal się dla nas uświęceniem jak również sprawiedliwością, oraz że Bóg uświęca oraz usprawiedliwia wszystkich, którzy w niego wierzą. Ci, którym wiara jest za sprawiedliwość Chrystusową poczytana, za sprawą ducha Chrystusowego uczynieni są sprawiedliwymi oraz odnowionymi na obraz Boga, na podobieństwo, w którym zostali stworzeni w sprawiedliwości i świętości prawdy.

13. Oponent może również podnieść zarzut, że „wierze przyznaję miejsce należne samemu Chrystusowi czy też jego sprawiedliwości". Bynajmniej. Ze szczególną bowiem uwagą staram się każdemu z tych czynników przyznać należne miejsce. Sprawiedliwość Chrystusowa jest wszelkich naszych nadziei jedynym i niepodzielnym fundamentem, na którym za sprawą wiary Duch Święty daje nam możliwość budować; a wiary tej udziela nam sam Bóg. Z chwilą kiedy mamy wiarę, znajdujemy upodobanie w oczach Boga, ale nie ze względu na nią samą, ale ze względu na to, co dla nas uczynił i wycierpiał Chrystus. Zauważ, proszę, że każdy z wymienionych czynników ma swoje należne miejsce i żaden z nich nie jest niezgodny z pozostałymi; wierzymy, miłujemy, dokładamy wszelkich starań, aby postępować nienagannie według wszystkich przykazań i ustaw Pańskich:
Kiedy zachowujemy pokorę,
Porzucamy swoją pychę,
I znajdujemy azyl w Jezusowej sprawiedliwości.
Jedyną naszą opoką jest Jego cierpienie:
W nim jest przebaczenie I w imieniu Jezusowym wieczne odkupienie.

14. Dlatego tak samo jak nie kwestionuję sprawiedliwości Chrystusowej, tak samo nie zaprzeczam boskości Chrystusa. Jeśli więc stawia mi się zarzut, że kwestionuję sprawiedliwość Chrystusową, można mi również postawić zarzut, że zaprzeczam boskości Chrystusa. Równie niesprawiedliwym wobec mnie oskarżeniem jest, że kwestionuję sprawiedliwość, za którą wiara jest poczytana. Zawsze twierdziłem i nadal twierdzę, że każdemu wierzącemu jego wiara poczytana jest za sprawiedliwość Chrystusową. Kim są jednak ci, co pogląd ten kwestionują? Niewątpliwie wszyscy niewierzący, niezależnie od tego, czy są ochrzczeni czy nie; wszyscy, którzy twierdzą, że chwalebna Ewangelia naszego Pana Jezusa Chrystusa jest zręcznie zmyśloną baśnią; Socynianie i Arianie oraz wszyscy, którzy zaprzeczają pełnej boskości Pana, któremu zawdzięczają odkupienie. Właśnie oni konsekwentnie zaprzeczają boskiej sprawiedliwości Chrystusa, gdyż utrzymują, że był on jedynie stworzeniem. Ci właśnie zaprzeczają też, by ludzka sprawiedliwość Chrystusa udzielona miała być komukolwiek, ponieważ wyznają pogląd, że każdy za sprawą swojej własnej sprawiedliwości znajduje upodobanie Boże.

15. Ludzka sprawiedliwość Chrystusa, a przynajmniej poczytanie sprawiedliwości Chrystusowej za jedyną i pełną zasługę, za sprawą której dokonuje się usprawiedliwienie grzesznika przed obliczem Bożym, w podobny sposób jest kwestionowane przez członków Kościoła Rzymskiego, a ściślej przez wszystkich, którzy zachowują wierność zasadom swojego własnego kościoła. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest wśród nich wielu, których doświadczenie wykracza daleko poza ich własne zasady, którzy chociaż nie są w stanie właściwie tego wyrazić, to jednak odczuwają rzeczywistość tego, czego nie są w stanie odpowiednio nazwać. Aczkolwiek ich rozumienie tej wielkiej prawdy sprawiedliwości Chrystusowej pozostaje tak mgliste, jak ich sposób jej wyrażania, to jednak w sercu swoim wierzą i polegają wyłącznie na Chrystusie i to zarówno w kwestii zbawienia tu teraz, jak i zbawienia wiecznego.

16. Do tej samej grupy zaliczyć możemy niektórych członków Kościołów Reformowanych, którzy zwykle określani są mianem mistyków. Jednym z ich głównych przedstawicieli w bieżącym stuleciu, przynajmniej jeśli chodzi o Anglię, był William Law. Jest rzeczą dobrze znaną, że w sposób nieprzejednany kwestionował on naukę o poczytaniu wiary za sprawiedliwość Chrystusową. Czynił to z równą gorliwością co Robert Barclay, którego niepohamowany język wypowiedział słowa: Poczytana sprawiedliwość, poczytana niedorzeczność! Także ugrupowanie znane pod nazwą Kwakrów wyraża ten sam pogląd. Ponadto, ogół tych, którzy chcą uchodzić za członków Kościoła Anglikańskiego, pozostaje w całkowitej niewiedzy w tej kwestii i nic nie wie na temat poczytania wiary za sprawiedliwością, albo zaprzecza temu poglądowi oraz usprawiedliwieniu z wiary jako przekonaniom niweczącym znaczenie dobrych uczynków. Do nich dodać możemy znaczną liczbę ludzi, których powszechnie nazywa się Anabaptystami wraz z tysiącami Prezbiterian oraz Independentów, którzy doznali niedawno oświecenia pod wpływem pism dr. Taylora. Jeśli chodzi o tych ostatnich, nie czuję się powołany do wydawania na nich wyroku. Pozostawiam ich bowiem temu, który ich powołał do istnienia. Czy jednak ośmieli się ktoś zaryzykować twierdzenie, że wszyscy mistycy (w szczególności tacy jak William Law), wszyscy Kwakrzy, wszyscy Prezbiterianie czy Independenci oraz wszyscy członkowie Kościoła Anglikańskiego, których poglądy i sformułowania w kwestii sprawiedliwości Chrystusowej są niejasne, pozbawieni są jakiegokolwiek doświadczenia chrześcijańskiego. Jeśli istotnie tak, wszyscy oni znajdują się w stanie potępienia nie mając nadziei i pozostając bez Boga na świecie. Niemniej jednak niezależnie od tego, jak bardzo mgliste są ich pojęcia, jak dalece niewłaściwy ich język, czy nie jest rzeczą możliwą, że wielu z nich faktycznie zna Pana, który jest naszą sprawiedliwością, a serca ich zwrócone są wprost do samego Boga?

17. Bogu niech będą dzięki, że nie żyjemy w aż tak wielkiej nieświadomości. Nie kwestionujemy bowiem ani sformułowań, ani treści nauki o poczytaniu wiary za sprawiedliwość. Dalecy jednak jesteśmy od narzucania jej innym. Niech używają takich czy innych sformułowań, które wydają im się bliższe nauczaniu biblijnemu, byle tylko ich serce polegało na tym, co Chrystus uczynił i wycierpiał w imię przebaczenia, łaski i chwały. Nie potrafię wyrazić tego lepiej niż słowami Jamesa Hervey, które warte są, by je wyryć w złocie: Nie upieramy się przy tym, że jakiekolwiek sformułowanie jest jedyne. Wystarczy, jeśli ludzie ukorzą się tak, jak upamiętali się u stóp Chrystusa złoczyńcy, jeśli tylko jak gorliwi najmici polegać będą na jego zasługach, a z cala pewnością znajdują się na drodze do błogosławionej nieśmiertelności.

18. Czy trzeba, czy można coś więcej powiedzieć? Poprzestańmy na przytoczonych właśnie słowach Jamesa Hervey, a uroszczenia do wyłączności tego czy innego sformułowania zostaną na dobre udaremnione. Pamiętajmy: Nie upierajmy się przy tym, ze jakiekolwiek sformułowanie jest jedyne. Wystarczy, jeśli ludzie ukorzą się tak, jak upamiętali się u stóp Chrystusa złoczyńcy, jeśli tylko jak gorliwi najmici polegać będą na jego zasługach, a z cala pewnością znajdą się na drodze do błogosławionej nieśmiertelności. Czy jest więc miejsce na spory? Czy może ktoś podważyć przytoczone właśnie słowa? Czy nie są one dla nas wszystkich wspólną płaszczyzną porozumienia? O cóż więc mamy ze sobą walczyć? Oto zwiastun pokoju proponuje warunki porozumienia wszystkim stronom uwikłanym w konflikty. Czy możemy domagać się czegoś lepszego? Przyjmujemy te warunki. Całym sercem i duszą zgadzamy się na nie. Ktokolwiek czyni inaczej, niech zostanie oznaczony piętnem! Jest bowiem wrogiem pokoju, sprowadza nieszczęście na Izrael oraz rozbija Kościół Boży.

19. Tymczasem obawiamy się, że takie wyrażenia jak sprawiedliwość Chrystusowa czy poczytanie mi za sprawiedliwość Chrystusową mogą zostać wykorzystywane do ukrycia czyjejś niesprawiedliwości. Zetknęliśmy się bowiem z takimi przypadkami niezliczoną ilość razy. Przypuśćmy dla przykładu, że napiętnowany jest ktoś z powodu pijaństwa. Może więc oświadczyć: nie śmiem rościć sobie prawa do mojej własnej sprawiedliwości, gdyż Chrystus jest moją sprawiedliwością. Inny może stwierdzić, że powiedziano mu, iż ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą. Może więc z całą stanowczością oznajmić: sam w sobie jestem niesprawiedliwy, ale w Chrystusie mam nieskazitelną sprawiedliwość. Tak więc, chociaż jest ów człowiek równie daleko od praktyki jak i usposobienia chrześcijańskiego, chociaż ani nie ma usposobienia, które było w Chrystusie, ani bynajmniej nie postępuje tak jak Chrystus postępował, to jednak w tym, co nazywa sprawiedliwością Chrystusową znajduje oręż przeciwko wszelkim oskarżeniom o niesprawiedliwość.

20. To, że jesteśmy świadkami aż tylu pożałowania godnych przykładów tego rodzaju, sprawia, iż staramy się być powściągliwi w użyciu wyrażeń, jakie dopiero co przytoczyliśmy. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak zwrócić się do wszystkich was, którzy często ich używacie, abyście w imię Boga i Zbawiciela naszego, do którego należycie i któremu służycie, uczynili wszystko co w waszej mocy, by ostrzec wszystkich, którzy was słuchają, przed tego rodzaju bluźnierczym nadużyciem. Obyście ostrzegli ich (być może usłuchają waszego głosu) o niebezpieczeństwie pozostawania w grzechu, aby łaska obfitsza była! Obyście odwiedli ich od czynienia Chrystusa sługą grzechu! Wyobrażają sobie bezpodstawnie, że są święci w Chrystusie. Obyście więc odwiedli ich od unieważniania ustawy Bożej, według której bez uświęcenia nikt nie ujrzy Pana. Pouczcie ich, że jeśli pozostaną nieprawi, sprawiedliwość Chrystusa nic im nie pomoże! Na cały głos wołajcie (czyż bowiem sprawa nie jest warta tego), że wiara jest nam poczytana za sprawiedliwość Chrystusową po to, aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, i abyśmy na tym doczesnym świecie żyli wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie.

Pozostaje już tylko po krotce przedstawić bezpośrednie konsekwencje praktyczne naszych rozważań. Przede wszystkim chciałbym zwrócić się do was, którzy stanowczo przeciwstawiacie się sformułowaniom dotyczącym sprawiedliwości Chrystusowej przedstawionym w naszych rozważaniach, traktując je jako wyraz przekonań antynomian. Czy jednak nie jest wasz pogląd wyrazem popadania w przeciwną skrajność? Dlaczego rościcie sobie prawo do potępiania wszystkich, którzy nie wyrażają się w ten sam sposób co wy? Dlaczego rościcie sobie większe prawo do podejmowania polemiki z nimi z powodu sformułowań, które im odpowiadają, niż oni roszczą sobie prawo do wchodzenia z wami w polemikę z powodu waszych sformułowań? Jeśli jednak oni stawiają wam zarzuty, nie popadajcie sami w fanatyzm, jaki u nich potępiacie. Przynajmniej szanujcie w stosunku do nich prawo, które oni mają powinność wam przyznać. Dlaczego macie się oburzać na jakieś stwierdzenie, że oto zostało ono nadużyte? A jakie stwierdzenie nadużyte nie zostało? Przecież nadużycie może zostać usunięte, przez co dobre użycie zostaje ocalone. Przede wszystkim należy mieć na względzie znaczenie tego, do czego dane wyrażenie się odnosi. Wszelkie błogosławieństwa, jakie na mnie spoczęły, wszystko, co jest przedmiotem mojej nadziei w czasie i wieczności, całkowicie i wyłącznie stało się moim udziałem za sprawą tego, co Chrystus uczynił i wycierpiał dla mnie.

Po drugie, chciałbym w kilku słowach zwrócić się do was, którzy z radością przyjmujecie sformułowania dotyczące sprawiedliwości Chrystusowej przedstawione w naszych rozważaniach. Pozwólcie, że zapytam, czy nie pozwalam na zbyt wiele? Czegóż więcej może pragnąć rozsądny człowiek? Zależy mi na pełnym zakresie znaczenia, do którego wyrażenie „sprawiedliwość Chrystusowa” się odnosi, aby udziałem naszym były wszelkie błogosławieństwa dzięki sprawiedliwości Boga naszego i Zbawiciela. Przychylam się do tego, żebyście używali wszelkich sformułowań, które tylko uznacie za stosowne, byle tylko strzec się tego groźnego nadużycia, któremu równie dobrze pragniecie zapobiec tak wy, jak i ja. Sam często używam sformułowania „poczytanie za sprawiedliwość", które stanowi motto naszego rozważania; niejednokrotnie to właśnie wyrażenie i jemu podobne wkładam w usta całej kongregacji. Pod tym względem nie ograniczajcie mojej wolności sumienia, pozwólcie mi zachować prawo do własnego osądu. Pozwólcie mi używać raczej tego właśnie wyrażenia niż jakiegoś innego, gdyż uważam je za właściwsze od innych. Nie sprzeciwiajcie się, proszę, jeśli nic mogę uznać za stosowne używania co chwilę jakichś innych możliwych do przyjęcia wyrażeń. Jeśli sprzeciw wyda wam się tu na miejscu, macie do tego prawo, ale nie potępiajcie mnie, tylko dlatego, że nie czynię tak jak wy. Nie przedstawiajcie mnie z tego powodu jako papisty czy też wroga sprawiedliwości Chrystusowej. Traktujcie mnie z wyrozumiałością tak, jak z wyrozumiałością ja was traktuję, w innym wypadku jak możliwe jest wypełnienie zakonu Chrystusowego? Nie uderzajcie w tragiczną nutę, tak jak gdybym podważał same fundamenty chrześcijaństwa. Ktokolwiek tak czyni, wyrządza mi krzywdę: Panie, nie policz im grzechu tego: Od wielu lat zakładam z wami ten sam fundament. I doprawdy innego fundamentu nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus. Przez wiarę, buduję na nim, tak jak i wy, wewnętrzną i zewnętrzną sprawiedliwość. Nie noście więc w sercu swoim ani niechęci ani urazy ani rezerwy czy też chłodu. Gdyby rzeczywiście była różnica poglądów między nami, to gdzie się podziała nasza religia, jeśli nie stać nas na to, by samemu myśleć i pozwolić innym myśleć. Co między nami stoi na przeszkodzie, jeśli wy możecie mnie przebaczyć równie dobrze jak ja wami O ileż jednak bardziej jest to możliwe, kiedy tak naprawdę mamy do czynienia jedynie z różnicą sformułowań i stylistyki. Spory bowiem dotyczą zaledwie tego, czy dane wyrażenie ma być używane częściej czy rzadziej! Z pewnością trzeba włożyć we wzajemne spory nie lada wysiłek zanim kwestie sformułowań i stylistyki uczyni się kością niezgody! Nie pozwólmy, aby takie błahostki dały pretekst do bluźnierstw naszym wspólnym wrogom! Raczej całkowicie odbierzmy podstawę tym, którzy chcą mieć podstawę! Uczyńmy wszystko (czemu wcześniej się to nie stało?), aby w służbie naszego wielkiego Mistrza połączyć razem swoje serca i ręce. W nim jednego Pana, jednej wiary, jednej nadziei, która należy do naszego powalania, połączeni za ręce wzajemnie umocnijmy się w Bogu wszyscy, aby zgodnie i wspólnie zwiastować wszystkim ludziom: Pan sprawiedliwością naszą.

Kazanie z 24 października 1765 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)