OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
O kazaniu na górze naszego Pana (rozprawa ósma)

„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną; ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje. Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie. A jeśliby oko twoje było chore, cale ciało twoje będzie ciemne. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie!” (Mt 6,19-23)

1. Od powszechnie określanych mianem uczynków o charakterze religijnym, które stanowią rzeczywistą treść prawdziwej religii, gdyż pochodzą one z czystego i świętego usposobienia, motywującego i kształtującego ich formę - nasz Pan przechodzi teraz do postępowania składającego się na nasze życie codzienne oraz dowodzi, że ta sama czystość usposobienia jest równie niezbędna w naszym zwykłym, codziennym życiu, co w dawaniu jałmużny, postach czy modlitwie.

Bez wątpienia ta sama czystość usposobienia, która sprawia, że nasza jałmużna oraz uczynki pobożności znajdują upodobanie w oczach Boga, musi czynić również nasze zaangażowanie w pracę właściwą ofiarą składaną Bogu. Jeśli bowiem człowiek (...) w swoich zajęciach zawodowych zabiega o prestiż i bogactwo w świecie, to w swoim zaangażowaniu w pracę nie śluzy już więcej Bogu, (...) i przez to ma nie większe prawo do zapłaty ze strony Boga niż ten, kto daje jałmużnę albo modli się na pokaz. Albowiem ziemskie cele i próżne zamiary mają nie większą rację bytu w naszych zajęciach codziennych niż w dawaniu jałmużny czy uczynkach pobożności. (...) Nasze ziemskie cele i próżne zamiary są złem nie tylko wtedy, kiedy odgrywają one jakąkolwiek rolę w uczynkach o charakterze religijnym, ale są tak samo złe (...) kiedy stają się częścią naszych codziennych zajęć i zaangażowania w pracę. Gdyby owe ziemskie cele i próżne zamiary miały swoją rację bytu w naszych codziennych zajęciach i zaangażowaniu w pracę, miałyby one również swoją rację bytu w uczynkach pobożności. Ale jak jałmużna i uczynki pobożności nie znajdują upodobania w oczach Boga jeśli nie pochodzą z czystości usposobienia, tak nasze codzienne postępowanie nie może uchodzić za służbę Bożą, jeśli nie jest ono poparte tą samą pobożnością serca.

2. Myśl tę w sposób przekonywający potwierdza nasz Mistrz w pełnych mocy i treści słowach, które są przedmiotem nauczania w całym rozdziale szóstym: Światłem dla ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie. A jeśliby oko twoje było chore, cale ciało twoje będzie ciemne. Oko oznacza zamiar albo cel, czym bowiem oko jest dla ciała, tym zamiar dla duszy. Tak jak oko jest przewodnikiem dla wszystkich ruchów ciała, tak zamiar jest przewodnikiem dla wszelkich poruszeń duszy. Oko duszy jest określone jako zdrowe, jeśli jest skierowane na jedną tylko rzecz, mianowicie na to, aby poznać Boga i Jezusa Chrystusa, którego On posłał, aby poznać Go przez właściwe usposobienie, miłując Go tak jak On nas umiłował, znajdując Jego upodobanie we wszystkim, służąc Bogu, którego miłujemy, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej i z całej siły swojej - aby Bóg był naszą radością we wszystkim i ponad wszystko tak w czasie, jak i wieczności.

3. Jeśli oko twoje jest zdrowe, tzn. bezustannie skierowane ku Bogu, cafe ciało twoje jasne będzie. Cale ciało twoje, tzn. wszystko to, czemu przewodnikiem jest zamiar, tak jak ciału przewodnikiem jest oko. Zamiar zaś jest przewodnikiem temu wszystkiemu, czym jesteś, co czynisz, wszystkim pragnieniom, postawom i uczuciom, wszystkim myślom, słowom i czynom. Wszystkie one jasne będą jasnością prawdziwe), boskiej wiedzy. Taki jest pierwszy sens światłości. W światłości jego oglądamy światłość. Ten, który niegdyś nakazał, aby z ciemności zaświeciła jasność, rozświeci serce twoje. On oświeci oczy serc naszych, abyśmy poznali chwałę Bożą. Jego Duch objawi ci głębokości Boże. Natchnienie Ducha Świętego da ci zrozumienie i sprawi, że poznasz tajemną mądrość. A namaszczenie, które otrzymujesz od Niego pozostanie w tobie i pouczy ciebie o wszystkim.

Czy znajduje to potwierdzenie w naszym doświadczeniu? Przecież nawet po tym, jak Bóg otworzy oczy naszego umysłu, jeśli tylko szukamy czy pragniemy czegokolwiek innego niż Boga, jakże szybko serca nasze znowu okrywa ciemność! Znowu nasze dusze spowijają chmury. Znowu obawy i wątpliwości biorą nad nami górę. Miotamy się tam i z powrotem, nie wiemy, co robić, ani którą drogę wybrać. Ale kiedy ani nie szukamy ani nie pragniemy niczego innego tylko Boga, ciemność i wątpliwości ulegają rozproszeniu.

My, którzy byliśmy niegdyś ciemnością, teraz jesteśmy światłością w Panu. Noc jest jasna jak dzień, a droga sprawiedliwych jest jak blask zorzy porannej. Bóg pokazuje nam drogę, którą powinniśmy podążać i wyrównuje przed nami drogę swoją.

4. W innym sensie światłość jest świętością. Jeśli naprawdę szukasz Boga we wszystkim, znajdujesz go we wszystkim. W rezultacie źródło wszelkiej świętość? bezustannie napełnia ciebie obrazem Bożym, sprawiedliwością, miłosierdziem i prawdą. Jeśli patrzysz jedynie na Jezusa, dane ci będzie usposobienie, jakie było w Chrystusie Jezusie. Twoja dusza odnawiana będzie dzień po dniu na obraz tego, który ją stworzył. Jeśli oczy twojego umysłu będą stale skierowane ku Bogu, jeśli wytrwasz w widzeniu tego, który jest niewidzialny, nie szukając niczego innego na niebie i ziemi jak tylko Jego, to wtedy ujrzawszy chwałę Pana zostaniesz przemieniony w ten sam obraz, z chwaty w chwalę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem. Także sprawą codziennego doświadczenia jest to, że łaską zbawieni jesteśmy przez wiarę. To właśnie przez wiarę oko naszego umysłu jest otwarte, aby ujrzeć światłość chwalebnej miłości Bożej. Jeśli tylko trwa ono w widzeniu Boga w Chrystusie, który świat ze sobą pojednał, jeszcze bardziej napełnieni zostajemy miłością do Boga i człowieka, cichością, łagodnością, wytrwałością, jak również wszelkimi innymi owocami świętości, które przez Chrystusa Jezusa służą uwielbieniu Boga Ojca.

5. Światłość, która napełnia tego, który ma zdrowe oko, to nie tylko świętość, ale także szczęście. Oczywiście, światłość jest słodka i przyjemnie jest widzieć słońce. O ileż jednak lepiej jest widzieć słońce sprawiedliwości bezustannie świecące nad jego duszą! Jeśli jest jakaś zachęta w Chrystusie, jakaś pociecha miłości, jeśli jest taki pokój, który przewyższa wszelki rozum, jeśli jest jakaś radość w nadziei chwały Bożej - to wszystko jest udziałem tego, którego oko jest zdrowe. Dlatego też całe jego ciało jasne jest. Chodzi bowiem w światłości, jak sam Bóg jest światłością, zawsze się raduje, bez przestanku się modli, za wszystko dziękuje, taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem niego.

6. A jeśliby oko twoje było chore, całe ciało twoje będzie ciemne. - Jeśliby oko twoje było chore. Widzimy, że nie ma niczego pośredniego pomiędzy okiem zdrowym i chorym. Jeśli bowiem oko nie jest zdrowe, to jest chore. Jeśli naszym celem, czegokolwiek byśmy nie czynili, nie jest wyłącznie Bóg, jeśli szukamy czegoś innego, to pokalane są zarówno nasz umysł, jak i sumienie. Dlatego też, czegokolwiek byśmy nie czynili, oko nasze jest chore, jeśli nasze zamiary rozmijają się z Bogiem, jeśli mamy coś innego na względzie niż poznanie i miłość Boga, niż podobać się i służyć Mu we wszystkim, jeśli przyświecają nam inne cele niż radość i szczęście w Bogu teraz i na wieki.

7. Jeśli wzrok twój nie spocznie wyłącznie na Bogu, całe ciało twoje będzie ciemne. Zasłona nadal będzie okrywać serce twoje. Umysł twój w coraz większym stopniu zaślepiony będzie przez Boga tego świata, aby nie świeciło ci światło Ewangelii o chwale Chrystusa. W sprawach Boga będziesz pełen niewiedzy i błędów, nie będąc zdolnym ich pojąć i poznać. Nawet jeśli ogarnie cię pragnienie służby dla Boga, będziesz pełen niepewności co do tego, w jaki sposób Mu służyć, cały czas wahając się, wszędzie znajdując same trudności i nie widząc żadnej drogi wyjścia. Zaiste jeśli oko twoje będzie chore, jeśli szukać będziesz rzeczy tego świata, twoim udziałem będzie bezbożność i nieprawość, a twoje pragnienia, usposobienie i uczucia - ciemne, próżne i złe - znajdą się na bezdrożach. Mowa twoja, tak jak i serce, będzie zła, nie zaprawiona solą, nie przynosząca błogosławieństwa tym, którzy cię słuchają; będzie próżna, bezsensowna, zepsuta, jednym słowem, zasmucająca Ducha Świętego.

8. Spustoszenie i nędza na twoich drogach, albowiem drogi pokoju nie poznałeś. Nie ma pokoju, nie ma trwałego, niewzruszonego pokoju dla tych, którzy nie znają Boga. Nie ma prawdziwej, trwałej radości dla tych, którzy nie szukają Go z całego serca. Dążysz do osiągnięcia tego, co przemija, a przecież wszystko, co przychodzi jest marnością. Nie tylko marnością, ale utrapieniem ducha, i to zarówno samo dążenie jak i osiąganie czegokolwiek. Przemijasz jak cień, zaprawdę, na próżno się miotasz. Chodzisz w ciemności, której można dotknąć. Śpij dalej, ale nie możesz zaznać odpoczynku. Sny o życiu mogą być bolesne; wiesz o tym dobrze; nie mogą przynieść żadnej ulgi. Nie ma odpocznienia ani w tym świecie ani w świecie, który przyjdzie, ale jest ono tylko w Bogu, który stanowi samo centrum życia duchowego. Jeśli światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie! Jeśli twoje zamiary, które powinny oświecać całą duszę, napełniać ją wiedzą, i miłością, i pokojem, co zaiste ma miejsce, o ile tylko mają na celu wyłącznie Boga - są ciemnością, to cóż dopiero, jeśli mają na celu wszystko tylko nie Boga, co w rezultacie pogrąża duszę w ciemności, a nie w świetle, pogrąża w niewiedzy i błędach, grzechu i nędzy - jak nieprzeniknioną wtedy jest ciemność! To jest właśnie dym, który wychodzi z otchłani. To jest owa ciemna noc, która panuje w najniższych głębinach, dolinie cienia śmierci.

9. Dlatego nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną. Jeśli jednak postępujesz wbrew temu wezwaniu, jest rzeczą jasną, że twoje oko jest chore, gdyż nie jest skierowane wyłącznie na Boga. Jeśli chodzi o większość przykazań Bożych, to niezależnie od tego, czy odnoszą się do spraw duchowych czy zewnętrznych uczynków, pod tym względem życie pogan w Afryce czy Ameryce w zasadzie prawie niczym się nie różni od życia tych, których nazywamy chrześcijanami. Chrześcijanie przestrzegają przykazań (za wyjątkiem może niektórych) w takim samym niemal stopniu co poganie. Za przykład niech posłuży ogół rodowitych Anglików, określanych mianem chrześcijan, którzy zachowują trzeźwość i wstrzemięźliwość w nie większym stopniu niż poganie na Przylądku Dobrej Nadziei. Podobnie chrześcijanie holenderscy czy francuscy dochowują pokory i czystości w tym samym stopniu, co Indianie Choctaw czy Cherokee. Kiedy porównujemy ogół narodów europejskich z narodami zasiedlającymi Amerykę, bynajmniej nie jest rzeczą łatwą powiedzieć, czy przewaga jest po jednej czy po drugiej stronie. Nie można też powiedzieć, by Amerykanie mieli wyraźną przewagę. Jeśli jednak chodzi konkretnie o ten nakaz, który jest przedmiotem naszych tutaj rozważań, to nie można tego samego powiedzieć z całą pewnością. Pod tym względem bowiem poganie mają wyraźną przewagę, ponieważ ani nie pragną ani nie szukają niczego więcej niż prostego jedzenia i skromnego ubrania. Żyją . z dnia na dzień, niczego nie gromadzą ani chomikują, za wyjątkiem może takiej ilości ziarna, które pozwoli przetrwać do tego samego okresu w roku następnym. Tak więc przykazanie, aby nie gromadzić sobie skarbów na ziemi, jest przez pogan skrupulatnie przestrzegane, mimo że jako takie nie jest im ono znane. Nie gromadzą ani purpury ani innych kosztownych tkanin, ani złota ani srebra, które mól i rdza niszczą i złodzieje podkopują i kradną. A jak chrześcijanie wywiązują się z powinności przestrzegania przykazania, które, jak przyznają, pochodzi od Najwyższego Boga? Nie wywiązują się wcale, i to w najmniejszym nawet stopniu, tak jak gdyby przykazanie to nigdy nie było im dane. Nawet ci, co przez innych i przez samych siebie są uważani za dobrych chrześcijan, nie zwracają na to przykazanie żadnej uwagi. Po tym jak zupełnie bez echa przechodzi to przykazanie, można by przypuszczać, że pozostaje ono nadal ukryte w swoim greckim oryginale, nie ujrzawszy światła dziennego w tłumaczeniu na nasze języki. Czy jest takie miasto chrześcijańskie, w którym znajdziemy jedną osobę na pięćset, która choćby w najmniejszym stopniu starała się gromadzić tylko tyle, ile nie przekracza jej miary? Zapewne znaleźliby się tacy, którzy gromadząc dobra ponad miarę, nie czyniliby tego niesprawiedliwie; jest przecież wielu, którzy nigdy nie posuną się do rabunku czy kradzieży; są i tacy, którzy nigdy nie oszukają swego bliźniego; nawet i tacy, którzy nie posuną się do wyzysku opartego na nieświadomości czy „sytuacji bez wyjścia" osoby wyzyskiwanej. Ale to jest zupełnie inna sprawa. Nawet bowiem ci nie powstrzymują się od gromadzenia skarbów, ale jedynie od pewnych sposobów czynienia tego. Nie powstrzymują się od gromadzenia sobie skarbów na ziemi, ale od gromadzenia ich w sposób nieuczciwy.

To, co czynią nie polega bynajmniej na nieposłuszeństwie wobec Chrystusa, lecz na łamaniu zasad moralności pogańskiej. Tak więc nawet ci uczciwi ludzie przestrzegają przykazania, które rozważamy, w nie większym stopniu niż rabusie czy włamywacze. Nigdy też nie mieli zamiaru go przestrzegać. Począwszy od swej młodości nigdy im to nawet na myśl nie przyszło. Od swoich rodziców, nauczycieli i przyjaciół odebrali wychowanie, które tego przykazania w ogóle nie uwzględniało. Chyba, że przykazanie to brzmiało: gromadźcie sobie skarby na ziemi, im wcześniej tym lepiej, tyle ile tylko się da, i trwajcie w tym postępowanie aż do końca dni waszych.

10. Na całym świecie nie ma chyba drugiego, bardziej zdumiewającego przykładu otępienia duchowego niż właśnie ten. Większość tych ludzi czyta i słucha Pisma Świętego, i to wielu z nich co niedzielę. Czytali i słyszeli te słowa setki razy i nigdy im nie przyszło na myśl, że oni sami są przez nie potępieni bardziej niż przez słowa zakazujące rodzicom ofiarowania swoich synów czy córek Molochowi. Oby dobry Bóg swoim własnym, potężnym głosem przemówił do nich, nieszczęsnych, którzy samych siebie oszukują! Oby w końcu wyzwolili się z sideł diabla a łuski opadły z ich oczu.

11. Być może zapytasz, co to właściwie znaczy gromadzić skarby na ziemi? Spróbujmy teraz możliwie wyczerpująco odpowiedzieć na to pytanie. Najpierw może zauważmy, czego przykazanie to nie zakazuje, abyśmy następnie mogli jednoznacznie stwierdzić, czego ono zakazuje.

Po pierwsze, przykazanie to nie zakazuje, aby zaopatrywać się w rzeczy, które są dobre w oczach ludzi, aby dostarczać tego, dzięki czemu każdemu możemy oddać to, co mu się należy, krótko mówiąc, wszystkiego, czego inni słusznie mogą od nas się domagać tak, żeby, jak poucza nas Pismo Święte, nikomu nic nie być winnym. Dlatego powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby w imię naszego powołania nikomu nic nie być winnym, co po prostu stanowi prawo powszechnej sprawiedliwości, którego nasz Pan nie przyszedł rozwiązać, lecz wypełnić.

Po drugie, przykazanie to nie zakazuje, aby zaopatrywać się we wszystkie rzeczy, które są niezbędne dla naszego ciała, tzn. w wystarczającą ilość prostej zdrowej żywności oraz czystego ubrania. A nawet jest to naszym obowiązkiem, aby, na ile tylko Bóg da nam sił, zaopatrywać się w te właśnie niezbędne rzeczy, a to w tym celu, żeby jeść wiosny chleb i nie być dla nikogo ciężarem.

Po trzecie, przykazanie to nie zakazuje, aby zaopatrywać nasze dzieci oraz wszystkich, którzy są częścią naszego gospodarstwa domowego. Nawet zasady pogańskiej moralności uznają to za obowiązek. Każdy mąż powinien zaopatrywać swoją żonę i dzieci w to wszystko, co do życia niezbędne, oraz powinien zatroszczyć się o umożliwienie im zaopatrywania się w to, co do życia niezbędne, wtedy kiedy jego samego zabraknie. Mówię zarówno o rzeczach rzeczywiście niezbędnych do życia, nie rzeczach zaspokajających wybredny gust czy po prostu zbędnych, jak i o pilnej pracy, którą na nie zarabia, gdyż bynajmniej nie jest niczyim obowiązkiem zaopatrywać domowników czy też siebie samego w rzeczy luksusowe czy przedmioty zbytku. Jeśli natomiast trafi się jakiś mąż, który nie zaopatruje swoich własnych dzieci (jak również, wdowy, o których przede wszystkim św. Paweł mówi w dobrze znanych słowach do Tymoteusza), to oznacza to, że praktycznie zaparł się wiary i jest gorszy od niewierzącego albo poganina.

Po czwarte wreszcie, przykazanie to nie zakazuje, aby od czasu do czasu gromadzić to, co jest niezbędne do prowadzenia naszych ziemskich spraw w stopniu wystarczającym dla wyżej wymienionych celów tzn., aby nikomu nic nie być winnym, aby, tak długo jak żyjemy, zaopatrywać siebie i domowników w środki niezbędne do życia oraz w możliwości zaspokajania przez nich samych ich potrzeb życiowych, kiedy nas zabraknie.

12. Teraz łatwo nam już stwierdzić (chyba, że po prostu nie chcemy tego uczynić), czego przykazanie – nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi – bezwzględnie zakazuje. A zakazuje ono celowego zabiegania o więcej dóbr tego świata niż potrzeba dla spełnienia wymienionych wyżej celów oraz pogoni za większą ilością dóbr materialnych, za większą ilością złota i srebra oraz gromadzenia ich w stopniu większym niż uzasadniają to powyższe cele. Jeśli słowa cokolwiek znaczą, to rozważany przez nas werset to właśnie znaczy, gdyż nie podobna wskazać jakiegokolwiek innego jego sensu. Dlatego też, ktokolwiek, nie będąc nic nikomu dłużnym, mając wystarczające środki na utrzymanie siebie i domowników oraz warsztatu pracy, na ile tylko w sposób rozsądny uzasadniają to te właśnie cele, ktokolwiek, powiadam, znajdując się w takiej sytuacji, dąży do coraz większego zysku - ten żyje w otwartej i notorycznej opozycji wobec tego, który go odkupił. Ten praktycznie zaparł się wiary i jest gorszy od afrykańskiego czy amerykańskiego niewierzącego.

13. Słuchajcie wszyscy, którzy żyjecie w świecie i miłujecie świat, w którym żyjecie. Możecie uchodzić w oczach ludzi za sprawiedliwych, ale obrzydliwością jesteście przed Bogiem. Jak długo dusze wasze lgnąć będą do prochu? Jak długo będziecie przywłaszczać sobie wiele zastawów? Kiedy obudzicie się, aby zobaczyć, że pogańscy filozofowie bliżsi są Królestwa Niebieskiego niż wy? Kiedy dacie się przekonać, żeby dobrą cząstkę wybrać, która nie będzie wam odjęta. Kiedy zaczniecie gromadzić skarby tylko w niebie, wyrzekając się, oraz ze wstrętem i odrazą odrzucając wszystkie inne? Jeśli celem waszym jest gromadzenie skarbów na ziemi, nie tylko tracicie czas i siły na to, co nie jest chlebem - cóż bowiem osiągniecie, jeśli uda wam się odnieść sukces? – ale zabiliście swoją własną duszę. Zgasiliście w sobie ostatnią iskrę życia duchowego. Doprawdy, w samym środku życia dosięgła was śmierć. Jesteście żywymi ludźmi, ale martwymi chrześcijanami. Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje. Serca i dusze wasze przylgnęły do prochu. Myślicie nie o tym, co w górze, lecz o tym, co na ziemi, o plewach, które są trucizną i nie są w stanie dać radości wiecznemu duchowi stworzonemu przez Boga. Wasza miłość, radości i pragnienia związane są z rzeczami, które szybko przemijają. Porzuciliście skarby w niebie: zgubiliście Boga i Chrystusa. Zdobyliście bogactwa, a wraz z nimi ogień piekielny.

14. Jakże trudno będzie tym, którzy mają bogactwa, wejść do Królestwa Bożego. Kiedy uczniowie Jezusa dziwili się tym jego słowom, Pan nasz nie tylko nie złagodził tonu swojej wypowiedzi, ale, wprost przeciwnie, jeszcze bardziej go zaostrzył, mówiąc: łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego. Jakże trudno jest tym, których każde słowo spotyka się z aplauzem, nie wydawać się sobie samym mądrymi. Jakże trudno im nie myśleć o sobie, że są lepsi niż ta biedna, prymitywna i niewykształcona hołota! Jakże trudno nie szukać szczęścia w swoich bogactwach albo w tym wszystkim, co od nich zależy. Jakże nie szukać szczęścia w zaspokajaniu pożądliwości dala, pożądliwości oczu i pychy życia. O wy, bogaci, jakże będziecie mogli ujść przed sądem ognia piekielnego. Ale u Boga wszystko jest możliwe.

15. A jeśli nie osiągniecie sukcesu, jakie owoce przyniosą wasze próby gromadzenia skarbów na ziemi? Ci, którzy chcą być bogaci (hoi boulomenoi ploutein, ci, którzy pożądają bogactw i uganiają się za nimi, niezależnie, czy udaje im się to, czy nie) wpadają w pokuszenie i w sidła, w potrzask i pułapkę diabelską, w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, w oryginale greckim, epithumias pollas anoetous, co oznacza, pożądliwości, z którymi rozum nie ma nic wspólnego, pożądliwości, które należą nie do istot racjonalnych i nieśmiertelnych, ale wyłącznie do bezrozumnych i prymitywnych bestii; te właśnie pożądliwości pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie, w teraźniejsze i wieczne nieszczęście. Rozejrzyjmy się dookoła, a bez trudu znajdziemy smutne tego przykłady. Ludzie, którzy zapragnęli i postanowili wzbogacić się, ulegając miłości pieniędzy, która jest korzeniem wszelkiego zła, uwikłali się sami w przeróżne cierpienia, już teraz zaznając piekła, do którego niechybnie podążają. Warto zauważyć ostrożność, z jaką Apostoł zwraca się w tym miejscu do nas. Nie twierdzi bowiem, że taki los spotyka ludzi bogatych, ponieważ człowiek może zostać bogaty bez swojego udziału, np. za sprawą zrządzenia opatrzności, wykluczającej jego własny wybór. Apostoł twierdzi, że taki los spotyka tych, którzy pożądają bogactw i uganiają się za nimi, hoi boulomenoi ploutein. Bogactwa, same w sobie niebezpieczne, nie zawsze pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Dzieje się tak za sprawą pogoni za bogactwem. Ci, którzy z pełnym wyrachowaniem i świadomością uganiają się za bogactwem, niezależnie od tego, czy rzeczywiście udaje im się odnieść sukces czy nic, w sposób nieunikniony gubią swoje dusze. To oni właśnie za kilka sztuk złota czy srebra sprzedają tego, który odkupił ich swoją krwią. To oni wchodzą w przymierze ze śmiercią i piekłem i dlatego nie unikną konsekwencji swojego wyboru. Albowiem to właśnie oni dzień w dzień robią wszystko, aby mieć udział w dziedzictwie diabla i jego aniołów.

16. O któż ostrzcie to plemię żmijowe przed przyszłym gniewem? Nie ci, co leżą u ich wrót. czołgają się u ich stóp, pragnąc nasycić się odpadami z ich stołów. Nie ci, co zabiegają o ich względy i drżą przed ich gniewem. Nikt z tych, co myślą tylko o rzeczach tego świata. Ale jeśli jest na tej ziemi chrześcijanin, jeśli jest człowiek, który zwyciężył świat, człowiek, który nie pragnie niczego prócz Boga i drży tylko przed nim, który ma moc unicestwić w piekle zarówno ciało jak i duszę - O, ty mężu Boży, odezwij się, podnieś swój glos jak trąbę. Wołaj na cale gardło i ukaż tym „czcigodnym" grzesznikom beznadziejny stan, w którym się znaleźli. Być może, jeden na tysiąc usłyszy, powstanie i strzepnie z siebie kurz, zerwie pęta, które uczyniły go niewolnikiem tego świata i odtąd zacznie gromadzić skarby w niebie.

17. I gdyby jeden z nich, za sprawą Wszechmogącego Boga, obudził się i zapytał: Co mam czynić, abym był zbawiony? - odpowiedź, zgodnie z Pismem Świętym jest jasna, oczywista i jednoznaczna. Bóg nie powiada: Sprzedaj wszystko, co masz. Ten, który zna ludzkie serca, uznał za konieczne wyrazić tego rodzaju nakaz w jednym, szczególnym przypadku, mianowicie młodego, bogatego dostojnika. Ale Bóg nigdy nie uczynił tego nakazu powszechnie obowiązującym wszystkich bogatych ludzi we wszystkich czasach. Pan nasz nakazuje natomiast zawsze i wszystkim, przede wszystkim, nie wzbijać się w pychę. Bóg bowiem nie ocenia ciebie na podstawie twoich bogactw, splendoru i przepychu, jaki cię otacza, ani na podstawie kwalifikacji czy osiągnięć, które bezpośrednio lub pośrednio zawdzięczasz swojemu bogactwu, które może je kupić albo załatwić. Wszystko to jest dla Boga śmieciem i niczym. Niech będą one tym samym i w twoim przypadku. Strzeż się, aby nie zdawało ci się, że jesteś choć odrobinę lepszy z powodu twojego bogactwa. Mierz siebie inną miarą, mianowicie miarą wiary i miłości, którymi Bóg cię obdarzył. Jeśli masz więcej wiedzy i miłości Boga niż ten, który jest przy psach twojej trzody, jesteś dla tej właśnie wiedzy i miłości, a nie niczego innego, lepszy i bardziej prawy niż on. Ale jeśli brak ci bogactwa wiedzy i miłości Boga, tamte ziemskie bogactwa są większym głupstwem, są bardziej pozbawione wartości i godniejsze wzgardy niż, nie powiem, najniższy rangą sługa pod twoim dachem, ale niż żebrak, który leży u twoich wrót owrzodziały.

18. Po drugie, nie pokładaj nadziei w niepewnym bogactwie. Nie pokładaj w nim nadziei, że ci pomoże; nie pokładaj w nim nadziei, że przyniesie ci szczęście.

Najpierw rozważmy, dlaczego nie należy mieć nadziei, że bogactwo ci pomoże. Jesteś w całkowitym błędzie jeśli przypuszczasz, że w srebrze czy złocie znajdziesz pomoc. Tak samo bowiem nie są one w stanie dać ci władzy nad światem jak i nad samym diabłem. Pamiętaj, że zarówno ten świat jak i jego książę śmieją się z twoich prób zabezpieczenia się przeciwko nim. Kiedy spotkasz przeciwności losu, na nic się zdadzą bogactwa, jeśli w ogóle pozostaną przy tobie w godzinie próby, co nie wydaje się takie pewne, gdyż jakże często przyprawiają sobie one skrzydła i ulatują! Ale załóżmy nawet, że pozostaną. Jakiej pomocy możesz się od nich spodziewać, nawet w obliczu zwykłych przeciwności losu? Przypuśćmy, że rozkosz twoich oczu, żona młodości twojej, twój syn, twój jedyny syn, albo przyjaciel, którego miłujesz jak swoją duszę -są ci zabrani przez nagłą śmierć. Czy twoje bogactwa tchną życie w martwy proch ziemi, albo powołają zmarłego na nowo do życia? Czy zapobiegną chorobom, dolegliwościom i bólom? Czy może dotyczą one wyłącznie biednych? Bynajmniej. Ten, kto pasie trzody albo uprawia ziemię, nie jest tak często chory jak ty. Choroba i ból znacznie rzadziej dają mu się we znaki. A kiedy już do niego przyjdą, znacznie szybciej przechodzą, gdyż ze skromnej chaty łatwiej je przepędzić niż z pałaców sięgających chmur. A w czasie, kiedy ciało twoje złożone chorobą zwija się z bólu, jak ci bogactwa pomogą? Niech pogański Horacy ci odpowie: tak jak przyjemności, jakich obrazy mogą dostarczyć słabym oczom, a suto zastawione stoły człowiekowi z podagrą.

19. Ale są większe troski niż choroba i ból; czeka cię bowiem śmierć, której nie unikniesz. Obrócisz się w proch ziemi, z którego powstałeś, w zwykłą glinę. Twoje ciało wróci do ziemi, do której należy, a twój duch powróci do Boga, który cię nim obdarzył. A czas płynie, lata mkną szybko choć niepostrzeżenie. Być może większość dni masz już za sobą, południe życia minęło i cienie wieczoru powoli padają na ciebie. Odczuwasz nadciągający kres. Źródła życia stopniowo się wyczerpują. Jakąż pomoc mają ci do zaoferowania twoje bogactwa? Czy osłodzą ci śmierć? Dodadzą tej podniosłej chwili uroku? Wprost przeciwnie. O śmierci, jak gorzką jesteś dla tego, który żyje w spokoju wśród swoich dóbr! Jakże nieznośne wydaje mu się zdanie: Tej nocy zażądają duszy twojej? Czy bogactwa zapobiegną niemiłemu ciosowi śmierci, czy przedłużą tę straszną godzinę? Czy ocalą duszę twoją tak, żeby ominęła ją śmierć?

Czy przywrócą lata, które minęły? Czy dodadzą do czasu, który jest ci dany, miesiąc, dzień, godzinę czy chwilę? Czy może dobra, które wybrałeś jako cel swojego życia nie opuszczą ciebie, kiedy przekraczać będziesz granicę otchłani? Nieprawda. Nagi wyszedłeś z łona matki swojej i nagi musisz stąd odejść. Musisz opuścić ziemię, dom, miłą żonę; żadne drzewo, którego pielęgnacja, dawała przyjemność, nie przeżyje twojego krótkiego panowania, może za wyjątkiem żałobnych cyprysów.

Zaiste, gdyby te właśnie prawdy nie były zbyt oczywiste, żeby je zauważyć, ponieważ są zbyt oczywiste, żeby im zaprzeczyć, nikt, kto ma umrzeć, nie byłby w stanie pokładać w niepewnym bogactwie nadziei, że w jakikolwiek sposób może ono pomóc.

20. Nie pokładaj w bogactwie nadziei, że uczyni cię szczęśliwym, albowiem i pod tym względem okaże się ono zwodnicze. Doprawdy każdy człowiek rozumny taki właśnie wniosek wyciągnie z tego, co zostało już tutaj powiedziane. Jeśli bowiem ani tysiące sztuk złota i srebra ani korzyści czy przyjemności, które można za nie kupić, nie są w stanie zapobiec naszym nieszczęściom, to wynika z tego, że nie mogą one uczynić nas szczęśliwymi. Jakież szczęście mogą one dać temu, który otoczony bogactwami musi wyznać: Do moich nowych pałaców smutna mysi powraca, a złoconym dachom bezustannie towarzyszy zmartwienie i troska.

Doprawdy samo doświadczenie jest tak jednoznaczne i przekonywujące, że właściwie czyni ono zbędnymi wszelkie inne argumenty. Przyjrzyjmy się więc faktom. Czy bogaci i wielcy tego świata są jedynymi szczęśliwymi ludźmi? Czy każdy z nich jest mniej lub bardziej szczęśliwy, proporcjonalnie do miary swego bogactwa? Czy w ogóle są oni szczęśliwi? Dopiero co stwierdziłem, że spośród wszystkich lu¬dzi są oni najbardziej pożałowania godni! Bogaczu, powiedz choć raz prawdę, która płynie z głębi twego serca. Mów, zarówno za siebie jak i za swoich braci: Wśród obfitości czegoś nadal, mnie, tobie i jemu brakuje! Czegoś strasznego, czego posiąść się nie da, a co wgryza się i przenika wszystko pozostałe. I tak już pozostanie aż twoje męczące dni próżności ustaną z zapadnięciem nocy śmierci. Dlatego też pokładanie w bogactwie nadziei, że przyniesie ono szczęście, jest największą głupotą pod słońcem! Czy nadal nie jesteś o tym przekonany? Czy podobna, żebyś nadal przypuszczał, że znajdziesz szczęście w pieniądzach albo w tym, co mogą one ku¬pić? Coś podobnego! Czy srebro i złoto, jedzenie i picie, konie i służący, wykwintne stroje, rozrywki i przyjemności (jak je się nazywa) - czy wszystko to może uczynić cię szczęśliwym? Jeśli tak, to równie szybko mogą cię uczynić nieśmiertelnym.

21. Za nic miej ten teatr śmierci. Pokładaj nadzieję w Bogu żywym tak, że bezpieczny będziesz, przebywając pod osłoną Najwyższego; Jego wierność i prawda będą twoją tarczą i puklerzem. On jest bezustanną i najpewniejszą pomocą w utrapieniach. Kiedy wszyscy inni twoi przyjaciele umrą, wtedy powiesz:
Pan żyje! Niech będzie błogosławiona skała moja! Pan ustrzeże cię, kiedy leżysz złożony chorobą. Kiedy daremną okazuje się pomoc człowieka, kiedy nie ma na całej ziemi rzeczy, która przyniesie ci oparcie, Pan zachowa cię przy życiu. On osłodzi ci ból, a pociecha Boża sprawi, że nie opuści cię entuzjazm nawet w obliczu płomieni ognia. Nawet kiedy ten ziemski dom zatrzęsie się w posadach, kiedy bliski będzie całkowitej ruiny, On podpowie ci słowa: Gdzież jest, o śmierci, żądło twoje? Gdzież jest, o śmierci, zwycięstwo twoje. (...) Bogu niech będą dzięki, który mi daje zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Pokładaj w nim nadzieję, że ci pomoże i uczyni szczęśliwym; w nim bowiem są wszystkie źródła szczęścia. Pokładaj nadzieję w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela, parechonti /hemin/ plousios panta eis apolausin. On bowiem ze swego nieprzebranego i darmo danego miłosierdzia udziela nam wszelkiego dobra, abyśmy mogli cieszyć się wszystkim, co posiadamy z Jego ręki, jako otrzymanym od niego darem oraz rękojmią Jego miłości. To właśnie Jego miłość dodaje smaku wszystkiemu, co próbujemy, wszystkiemu udziela życia i słodyczy. Z kolei każde stworzenie prowadzi nas do samego Stwórcy i cała ziemia jest jedną wielką drabiną do nieba. On radości, które od Niego pochodzą, zamienia w to, czego udziela swoim wdzięcznym dzieciom. Jego zaś dzieci mając społeczność z Ojcem i Synem Jego, Jezusem Chrystusem, radują się Nim we wszystkim i ponad wszystko.

22. Po trzecie, zaprzestań pomnażania bogactwa. Nie gromadź sobie skarbów na ziemi. Jest to nakaz równie prosty, pełen treści i jasny jak przykazanie: Nie będziesz cudzołożył. Jakże więc jest rzeczą możliwą, żeby bogaty człowiek bogacił się jeszcze bardziej a jednocześnie nie zapierał się Pana, który Go odkupił? Czy jest możliwe, żeby ten, kto zapewnił sobie wszystko, co do życia niezbędne, jeszcze szukał zysku i dążył do jego powiększenia, a jednocześnie pozostawał bez winy? Pan nasz powiada: Nie gromadź skarbów na ziemi. Jeśli mimo to, gromadzisz i będziesz gromadził pieniądze i dobra materialne, które mól albo rdza mszczą, albo złodzieje podkopują i kradną, jeśli mimo to, będziesz kupował jeden dom po drugim czy też wciąż pomnażał swoje dobra ziemskie, jakie masz powody, aby nazywać się chrześcijaninem? Nie dochowujesz przecież posłuszeństwa Jezusowi Chrystusowi. Nie ono jest twoim celem. Dlaczego więc powołujesz się na Jego imię? Nasz Mistrz powiada: Dlaczego mówisz do mnie: Panie, Panie, a nie czynisz tego, co mówię?

23. Jeśli zapytasz: „Ale co mamy robić z dobrami materialnymi, jeśli posiadamy ich więcej aniżeli sposobności do korzystania z nich? Czy nie mamy ich gromadzić? Czy mamy je po prostu wyrzucić?" Odpowiem na to następująco: gdybyś wrzucił je do morza, gdybyś wrzucił je w ogień i spalił je, lepszą przyniosłyby korzyść niż teraz przynoszą. Żaden sposób pozbycia się dóbr materialnych nie jest tak zgubny jak gromadzenie ich dla potomności albo w głupocie i zbytku wydawanie ich przez bogaczy na siebie samych. Ze wszystkich możliwych metod pozbycia się ich te dwa ostatnie są najgorsze. Są one najbardziej przeciwne Ewangelii Chrystusowej oraz najzgubniejsze dla twojej własnej duszy.

Jak bardzo zgubne jest wydawanie ich na siebie w głupocie i zbytku, znakomicie pokazuje zmarły niedawno autor: Jeśli marnujemy nasze pieniądze, winni jesteśmy nie tylko z powodu zmarnowania talentu, który Bóg nam dał, (...) ale wyrządzamy sobie i inną szkodę: zamieniamy ów pożyteczny talent w potężny środek prowadzący do naszego zepsucia; albowiem w takim samym stopniu, w jakim jest on źle wydany, umacnia on w nas złe skłonności, jak np. schlebianie bezrozumnym i próżnym pożądliwościom, które jako chrześcijanie powinniśmy stanowczo odrzucić. Tak jak rozum czy piękno wyglądu, mogą być nie tylko zbanalizowane, ale tych, którzy je posiadają, wystawiają na ryzyko jeszcze większych głupstw niż banał – tak pieniądze mogą zostać nie tylko roztrwonione, ale, jeśli nie są używane zgodnie z kryterium rozumu i religii, uczynią życie ludzkie głupszym i bardziej lekkomyślnym niż gdyby tych pieniędzy w ogóle nie było. Dlatego też, jeśli nie będziesz wydawał pieniędzy, aby czynić dobro innym, nie unikniesz wydawania ich na swoją własną szkodę. Postępujesz podobnie do tego, który odmawia swemu choremu przyjacielowi kropli nasercowych, których on sam nie mógłby wypić bez narażenia się na zaburzenia układu krążenia. Bo tak właśnie jest z nadmiarem pieniędzy. Jeśli bowiem dasz je tym, którzy ich potrzebują, są one swego rodzaju kroplami nasercowymi. Jeśli zaś wydasz je na coś, czego naprawdę nie potrzebujesz, to powodują one jedynie zaburzenia i utratę równowagi psychicznej. (...)

Korzystając z bogactwa tam, gdzie ani nie przynosi ono żadnego realnego pożytku ani też my sami nie mamy żadnej prawdziwej potrzeby, używamy go jedynie na naszą wielką szkodę, ponieważ podsycamy w sobie bezrozumne pragnienia, potęgujemy złe skłonności, oddajemy się głupim namiętnościom, które tylko schlebiają naszej próżności. Albowiem obżarstwo i pijaństwo, modne ubiory i wystawne domy, zbytek, własny orszak, rozkosze i rozrywki - wszystko to, naturalnie, szkodzi i powoduje chorobę serca. Wszystko to karmi naszą głupotę i podsyca lekkomyślność. (...) Wszystko to stanowi oparcie dla tego, dla czego nie powinno być oparcia. Wszystko to stanowi przeciwieństwo trzeźwości, pobożności serca, która pożąda tego, co boskie. Wszystko to obciąża nasz umyśl, który jest już mniej zdolny i mniej skłonny wznieść nasze myśli i uczucia do rzeczy, które są w górze.

Tak więc pieniądze, wydane w ten sposób, nie są jedynie zmarnowane i stracone, ale są wydane na źle cele i dlatego przynoszą pozalewania godne skutki: zepsucie, chorobę serca, niezdolność do zrozumienia wzniosłych nauk Ewangelii. Tak jak gdybyśmy nie dzielili się pieniędzmi z ludźmi biednymi tylko po to, aby kupić sobie samym truciznę.

24. Jest rzeczą niemożliwą znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie dla gromadzących bogactwo, które nie ma żadnego sensownego przeznaczenia:

Gdyby jakiś człowiek miał ręce i oczy i stopy, które mógłby dać tym, którzy ich potrzebują; gdyby zamknął je w sobie wiadomym miejscu na klucz zamiast dać je braciom, którzy są niewidomi i kalecy, czy słusznie nie uznalibyśmy go za nieludzkiego nikczemnika? Gdyby postanowił raczej bawić się zbieraniem różnych zapasowych części dala niż zaskarbiać sobie wieczną nagrodę rozdając je tym, którzy pilnie potrzebują oczu i rąk, czy słusznie nie uznalibyśmy go za szaleńca?

Otóż pieniądze w pewnym sensie podobne są do oczu czy stóp. Jeśli więc zamkniemy je w sejfie (...) kiedy ludzie biedni i utrudzeni życiem naprawdę ich potrzebują, aby zaopatrzyć w to, co do życia niezbędne (...) niedaleko jesteśmy od okrucieństwa tego, który postanowił raczej dla zabawy zbierać zapasowe części dala niż rozdawać je tym, którzy ich naprawdę potrzebują. Jeśli uznamy, że lepiej jest gromadzić pieniądze niż zaskarbić sobie wieczną nagrodę za dobre dysponowanie nimi, jesteśmy winni szaleństwa, które raczej każe nie udostępniać oczu i rąk niż pozyskać sobie wieczne błogosławieństwo rozdawaniem ich tym, którzy ich prawdziwie potrzebują.

25. Czy nie jest to jeszcze jeden powód, dla którego ludzie bogaci z trudnością wejdą do Królestwa Niebiosa Na większości z nich ciąży przekleństwo, bardzo szczególne przekleństwo. Albowiem swoim stylem życia nie tylko bezustannie ograbiają Boga, sprzeniewierzając i trwoniąc dobra Pana, przez co demoralizują swoje dusze, ale również ograbiają biednych, głodnych i nagich, krzywdząc wdowy i sieroty, ponosząc tym samym odpowiedzialność za niedostatek, cierpienie i udrękę, którym mogliby ulżyć, a tego nie czynią. Czy glos krwi wszystkich, którzy umierają z niedostatku tego, co bogaci gromadzą albo niepotrzebnie wydają nie wola do nich z ziemi? I zdadzą oni sprawę temu, który gotów jest sądzić żywych i umarłych.

26. Po czwarte, powinniście robić dobry użytek z tych rzeczy, których sami nie potrzebujecie; a możecie się tego nauczyć z dalszych słów wypowiedzianych przez naszego Pana: Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Składajcie to, co możecie oszczędzić, u lepszego powiernika niż ten, którego świat może zaoferować. Gromadźcie swoje skarby w banku w Niebie, a przyjdzie dzień, że Bóg ci je przywróci. Kto się lituje nad ubogim, pożycza Panu, oto spójrz, a ten mu odpłaca za jego dobrodziejstwo. Powiada Pan: Umieść bogactwo na moim koncie, chociaż jesteś mi także siebie samego winien. Rozdawaj rzeczy ubogim dając przez to świadectwo prawości serca i zapisuj: Tyle a tyle dane Bogu. Albowiem cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście. Co to znaczy być wiernym i roztropnym szafarzem ? Wcale nie znaczy to, że należy w tej czy innej mierze sprzedawać swoje domy, posiadłości ziemskie czy kapitał, chyba że jakieś szczególne okoliczności tego wymagają. Nie oznacza to też, że należy pragnąć czy starać się swoje bogactwa powiększyć albo z próżności trwonić. Ale być wiernym i roztropnym szafarzem oznacza, że należy wykorzystywać całe bogactwo do mądrych i roztropnych celów, dla których Pan złożył je w czyichś rękach. Mądry szafarz, po zaopatrzeniu swoich własnych domowników w to, co jest potrzebne do życia i pobożności, zyskuje sobie przyjaciel tym, co od czasu do czasu pozostaje z mamony niesprawiedliwości, aby gdy odejdzie przyjęli go do wiecznych przybytków; aby gdy tylko jego ziemski przybytek znajdzie się w ruinie, ci, którzy przed nim zaniesieni zostali na łono Abrahama, po spożyciu jego chleba i odzianiu się w runo jego trzody, uwielbiwszy Boga dla pociechy – mogli go przyjąć do raju i do wiecznego domu Boga w niebie.

27. W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, nakazujemy, więc, wam, którzy jesteście bogaczami tego świata, dobrze czynić, agadoergein, aby życie wasze było jednym pasmem dobrych uczynków. Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz, który jest w niebie, który nie ustaje w czynieniu dobra. Ale jak bardzo mamy być miłosierni? Tak bardzo jak tylko możecie, ile tylko sił daje wam Bóg. Niech taka właśnie będzie jedyna miara waszych dobrych uczynków, nie żadne żebracze maksymy czy zwyczaje tego świata. Nakazujemy wam być bogatymi w dobre uczynki, aby hojnie dawać, skoro aż tyle jest wam dane. Darmo wzięliście, darmo dawajcie, abyście nie gromadzili bogactwa nigdzie indziej, jak tylko w niebie. Chętnie dzielcie się z innymi, dając każdemu według jego potrzeb. Hojnie rozdawajcie, dawajcie biednym, dzielcie się swoim chlebem z głodnymi, nagich przyodziewajcie w szaty, gościnności nie zapominajcie, nieście albo posyłajcie pomoc tym, którzy są w więzieniu. Uzdrawiajcie chorych, nie licząc na cuda, ale za sprawą błogosławieństwa, którego Bóg udziela waszej należytej pomocy. Niech błogosławieństwo ginącego w wielkim niedostatku zstąpi na was. Ratujcie uciśnionych i sieroty, a serce wdowy rozweselajcie.

28. Wzywamy was w imię Pana Jezusa Chrystusa, abyście chętnie dzielili się z innymi, abyście byli tego samego ducha (choć manifestującego się w inny sposób), co starożytni wierzący, którzy trwali we wspólnocie, tej świętej i błogosławionej społeczności, w której nikt nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Bądźcie wiernymi i mądrymi szafarzami, służącymi Bogu i biednym. A różnicie się od nich jedynie dwoma rzeczami, po pierwsze tym, że w pierwszej kolejności wasze potrzeby są zaspokajane z dóbr waszego Pana, które jedynie znajdują się w waszych rękach. Po drugie, różnicie się od biednych tym, że obdarzeni zostaliście błogosławieństwem dawania. Dlatego, gromadźcie sobie skarb jako dobry fundament, nie w świecie, który jest teraz, ale raczej na przyszłość, aby dostąpić żywota prawdziwego. Wielkim fundamentem wszystkich błogosławieństw Bożych, niezależnie od tego, czy doczesnych czy wiecznych, jest Pan Jezus Chrystus, Jego sprawiedliwość i krew, to, co uczynił i to, co dla nas wycierpiał. W tym sensie bowiem innego fundamentu nikt nie może założyć: ani apostoł, ani nawet anioł z nieba. Ale za sprawą Jego zasług, cokolwiek czynimy w Jego imieniu, jest fundamentem przyszłej nagrody, którą otrzymamy wtedy, gdy każdy odbierze zapłatę według swojej pracy. Dlatego zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego. Dlatego też, cokolwiek ręka twoja znajduje teraz do zrobienia, uczyń to ze wszystkich swoich sił. Dlatego nie pozwól
Żeby dobra okazja przeszła niezauważona;
Korzystaj z nadarzającej się sposobności,
I z upływającym czasem zapewnij sobie wieczność!

Przez trwanie w dobrych uczynkach, dążcie do chwaty i czci i nieśmiertelności. Trwajcie gorliwie w dobrych uczynkach, oczekując szczęśliwej godziny, kiedy Król powie (...) łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przechodniem, a przyjęliście mnie. Byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory, a odwiedziliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie. Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczycie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata.

Kazanie z 1748 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)