OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
Wielki przywilej tych, którzy z Boga się narodzili

„Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia.” (1 J 3,9)

1. Niejednokrotnie daje się słyszeć pogląd, że być narodzonym z Boga to to samo, co być usprawiedliwionym, oraz że narodzenie na nowo i usprawiedliwienie to tylko dwa różne sposoby wyrażenia tego samego. Z jednej strony bowiem, ktokolwiek jest usprawiedliwiony, z konieczności jest jednocześnie narodzony z Boga, z drugiej zaś strony, ktokolwiek jest narodzony z Boga, z konieczności jest jednocześnie usprawiedliwiony. W konsekwencji, twierdzi się, że w jednym i tym samym momencie każdemu wierzącemu udzielane są obydwa te dary Boże tzn. w jednej chwili wymazane są jego grzechy, a on sam jest z Boga narodzony.

2. Niemniej jednak, nawet jeśli przyznać, że ze względu na czas ich pojawienia się, doświadczenie usprawiedliwienia i narodzenia na nowo są nierozerwalnie ze sobą związane, to przecież ze względu na swoją odmienną naturę łatwo je od siebie odróżnić. Usprawiedliwienie bowiem pociąga za sobą jedynie względną przemianę, narodzenie na nowo - przemianę rzeczywistą. W akcie usprawiedliwienia Bóg czyni coś dla nas, w akcie powołania nas na nowo do życia Bóg w nas działa. W tym pierwszym wypadku zmianie ulega nasz zewnętrzny stosunek do Boga tak, że z wrogów stajemy się dziećmi; w tym ostatnim - wnętrze dusz naszych ulega przemianie tak, że z grzeszników stajemy się świętymi. Usprawiedliwienie sprawia, że znajduje w nas Bóg upodobanie, z kolei narodzenie na nowo przywraca w nas obraz Boży. To pierwsze usuwa winę, to drugie - moc grzechu. Właśnie dlatego, mimo, że ze względu na czas ich pojawienia się, doświadczenie usprawiedliwienia i narodzenia na nowo są ze sobą nierozerwalnie związane, to jednak mają charakter całkowicie od siebie odmienny.

3. Niedostrzeżenie różnicy pomiędzy usprawiedliwieniem a narodzeniem na nowo ani niewzięcie jej pod uwagę przyczyniło się do niezmiernego pomieszania pojęć u wielu, którzy kwestią tą się zajmowali, zwłaszcza wtedy, gdy podejmowali oni próbę wyjaśnienia wielkiego przywileju dzieci Bożych, o którym mówią słowa stanowiące podstawę naszego rozważania, mianowicie: Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia.

4. Aby rzucić więcej światła na tę właśnie kwestię, wydaje się rzeczą konieczną, po pierwsze, rozważyć, co przez wyrażenie: „Kto z Boga się narodził” należy rozumieć, a po drugie, odpowiedzieć na pytanie, w jakim sensie grzechu nie popełnia ten, kto z Boga się narodził.

I. 1. Najpierw rozważmy, co przez wyrażenie: „Kto z Boga się narodził” właściwie mamy rozumieć. Jeśli odwołamy się do wszystkich miejsc Pisma Świętego, w których wyrażenie to występuje, możemy zauważyć, że nie oznacza ono jedynie bycia ochrzczonym albo też jakiejkolwiek innej przemiany zewnętrznej, ale dotyczy radykalnej przemiany wewnętrznej, przemiany dokonanej za sprawą działania Ducha Świętego, przemiany całości naszej egzystencji, albowiem od momentu narodzenia się z Boga życie nasze nabiera całkowicie odmiennego charakteru niż poprzednio, krótko mówiąc, jesteśmy wtedy jakby w innym świecie.

2. Analogia czy też metafora, do której odwołuje się wyrażenie dotyczące narodzenia z Boga, jest dość łatwe do zrozumienia. Kiedy bowiem przechodzimy tę wielką przemianę, w sposób jak najbardziej zasadny można o nas powiedzieć, że stajemy się narodzeni na nowo, ponieważ wielkie jest podobieństwo pomiędzy okolicznościami naszego naturalnego przyjścia na świat oraz narodzinami duchowymi. Tak więc najłatwiej zrozumieć narodziny duchowe przez odwołanie się na podstawie analogii do naszego naturalnego przyjścia na świat.

3. Dziecko nienarodzone utrzymuje się przy życiu dzięki powietrzu, tak zresztą jak wszystko inne, co żyje, ale nie odczuwa ani obecności powietrza, ani obecności czegokolwiek innego, chyba że w niewielkim tylko stopniu i to w sposób bardzo niedoskonały. Niewiele słyszy, jeśli w ogóle cokolwiek słyszy, gdyż narząd słuchu pozostaje jeszcze nieczynny. Nic nie widzi, oczy jego bowiem są szczelnie zamknięte i pogrążone w całkowitej ciemności. Nieznaczne przejawy życia w postaci ruchów płodu pojawiają się wraz ze zbliżaniem się chwili przyjścia na świat, przez co wydaje się płód dawać znać, że nabiera kształtów wyróżniających go z bezładnej masy materii. Brak mu zmysłów, wszelka więc jak na razie łączność duszy ze światem postrzegalnym zmysłowo wydaje się odcięta; brak mu wiedzy, umiejętności pojmowania czy też jakiegokolwiek wyobrażenia, co do rzeczy znajdujących się w świecie zewnętrznym.

4. Powodem, dla którego nienarodzone dziecko jest całkowicie odcięte od świata zmysłowo postrzegalnego, jest nie to, że jest ono bardzo od niego oddalone. Nie, wprost przeciwnie. Jest nienarodzone dziecko bardzo blisko tego świata, który przecież zewsząd je otacza. Ale powodem jego odcięcia od świata zewnętrznego jest, po pierwsze to, że dziecko nienarodzone nie ma jeszcze rozwiniętych zmysłów, wyłącznie dzięki którym można mieć kontakt ze światem zewnętrznym, a po drugie to, że tak bardzo nieprzenikniona jest zasłona, która oddziela dziecko nienarodzone od postrzegalnego zmysłowo świata zewnętrznego.

5. Z chwilą jednak przyjścia na świat nabiera życie dziecka całkowicie odmiennego charakteru. Teraz odczuwa już obecność powietrza, które znajduje się wszędzie dookoła, przenikając je ze wszystkich stron oraz umożliwiając zachowanie ciągłości oddychania dla podtrzymania płomienia życia. Dzięki podtrzymaniu ciągłości życia stopniowo nabiera dziecko sił, staje się coraz ruchliwsze oraz zmysłowo wrażliwsze na bodźce ze świata zewnętrznego; są bowiem zmysły cielesne już teraz całkowicie przebudzone i dostosowane do postrzegania przedmiotów zmysłowych. Oczy nowo narodzonego dziecka otwierają się, aby widzieć światło, które bezszelestnie do nich napływa i pokazuje im nie tylko siebie, ale także nieskończoną różnorodność rzeczy, które wcześniej były mu całkowicie obce. Jego uszy otwierają się, dając dostęp nieskończonemu bogactwu dźwięków. Wszystkie zmysły stają się coraz aktywniejsze w stosunku do właściwych im przedmiotów postrzegania. Dzięki nawiązaniu poprzez zmysły kontaktu ze światem zewnętrznym, dusza ma teraz otwarty z nim kontakt, przez co nabywa coraz więcej wiedzy o przedmiotach zmysłowych oraz o wszelkich rzeczach, jakie na świecie istnieją.

6. Podobnie jest z tym, który narodził się z Boga. Zanim nastąpi ta wielka przemiana, mimo, że utrzymuje się on przy życiu dzięki temu, w którym wszystko, co istnieje, żyje i porusza się i jest, to jednak nie doznaje poczucia obecności Boga. Jego obecności nie odczuwa, gdyż brak mu wewnętrznej świadomości Jego obecności. Nie postrzega Bożego tchnienia życia, bez którego ani przez chwilę nie mógłby istnieć. Obce mu jest również poznanie jakichkolwiek spraw Bożych. Brak mu jakiejkolwiek na nie wrażliwości. Bóg z wysokości bezustannie wzywa go, on jednak nic nie słyszy, gdyż zamknięte są jego uszy tak, że nie słyszy głosu zaklinacza, biegłego w swej sztuce. Nie dostrzega spraw Ducha Bożego, gdyż oczy serca jego są zamknięte i nieprzenikniona ciemność zewsząd ogarnia całą jego duszę. Prawdą jest, że czasem docierać do niego mogą przebłyski światła, nieznaczne doznania prawdziwego życia czy też zaczątki doznań duchowych, niemniej jednak jak na razie brak mu zmysłów duchowych zdolnych do postrzegania spraw duchowych. W konsekwencji, nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego. Nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać.

7. Obca jest mu wiedza o świecie niewidzialnym, gdyż brak mu jakiegokolwiek z nim kontaktu, i to nic dlatego, że jest on od niego odległy; nic, wprost przeciwnie, przecież znajduje się w samym środku świata duchowego, który zewsząd go otacza. Ten inny świat, jak go zwykle nazywamy, niedaleko jest każdego z nas, znajduje się bowiem i w górze, i w dole, i z każdej ze stron świata. Jedynie człowiek natury nie dostrzega go, po pierwsze dlatego, że brak mu zmysłów duchowych, wyłącznie dzięki którym jesteśmy w stanie sprawy Boże rozsądzać, po drugie zaś dlatego, że szczelna zasłona oddziela go, a on nie wie, jak ją przeniknąć.

8. Ale kiedy tylko narodzi się człowiek z Boga, inaczej mówiąc, narodzi się z Ducha, jakże bardzo ulega zmianie sposób jego życia! Obecność Boga odczuwa teraz cała jego dusza, a jego osobiste doświadczenie pozwala mu za Psalmistą zawołać: Ty wyznaczasz mi drogę i spoczynek, wiesz dobrze o wszystkich ścieżkach moich; czuję wszędzie twoją obecność. Ogarniasz mnie z tylu i z przodu, i kładziesz na mnie ręką swoją. Duch, albo inaczej tchnienie Boże, natychmiast napełnia duszę nowo narodzonego tak, że to samo tchnienie, które pochodzi od Boga, do Boga powraca. Albowiem, tak jak Duch Boży za sprawą wiary bezustannie jest przyjmowany przez nowo narodzonego, tak też tchnienie Boże bezustannie kierowane przez wierzącego z powrotem do Boga zamienia się w miłość, modlitwę, uwielbienie i dziękczynienie; są bowiem miłość, uwielbienie i modlitwa tchnieniem każdej duszy, która prawdziwie z Boga się narodziła. Dzięki temu, by tak powiedzieć, nowemu rodzajowi oddychania, życie duchowe nie tylko jest podtrzymywane, ale z dnia na dzień nabiera mocy, aktywności i wrażliwości, albowiem wszystkie zmysły duszy są teraz przebudzone oraz zdolne do rozróżniania duchowego dobra i zła.

9. Teraz oczy jego serca otwierają się tak, że widzi tego, który jest niewidzialny. Teraz widzi nadzwyczajną wielkość Jego mocy i miłości wobec tych, którzy wierzą. Widzi, że Bóg jest miłosierny wobec niego, grzesznika, że jest pojednany z Bogiem przez Jego umiłowanego Syna. Wyraźnie dostrzega zarówno przebaczającą miłość Boga, jak również drogie i największe obietnice. Bóg, który rzekł: z ciemności niech światłość zaświeci, rozświecił i rozświeca serce jego, aby zajaśniało poznanie chwaty Bożej, która jest na obliczu Chrystusowym. Wszelka ciemność przeminęła, a on sam trwa w światłości oblicza Bożego.

10. Teraz uszy otwierają się tak, że Bóg już więcej nie woła na próżno. Nowonarodzony słyszy i jest posłuszny powołaniu Bożemu, gdyż zna glos swojego pasterza. Teraz jest mu dostępny kontakt ze światem niewidzialnym, ponieważ przebudziły się jego zmysły duchowe. Dlatego coraz bardziej pojmuje rzeczy, których poprzednio jego serce nie znało. Teraz wie, czym jest pokój Boży, czym radość w Duchu Świętym, a czym miłość Boża rozlana w sercach tych. co uwierzyli przez Chrystusa Jezusa. Ten, kto narodził się z Ducha, mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim, albowiem usunięta została zasłona, która poprzednio nie dopuszczała do niego światła i głosu tj. wiedzy i miłości Boga.

II. 1. Skoro już rozważyliśmy, co przez wyrażenie Kto z Boga się narodził należy rozumieć, pozostaje teraz odpowiedzieć na pytanie, w jakim sensie grzechu nie popełnia ten, kto z Boga się narodził.

Jak zostało to wyżej opisane, dusza tego, kto z Boga się narodził, bezustannie otrzymuje od Boga tchnienie życia, tzn. pełne łaski działanie Jego Ducha, które wierzący bezustannie kieruje z powrotem do Boga zamieniając je w miłość. Kto właśnie dzięki wierze dostrzega bezustanne działanie Boże na swego ducha oraz w sposób duchowy odpowiada na łaskę poprzez nieustającą miłość, uwielbienie i modlitwę, ten, jeśli strzeże się, nie tylko grzechu nie popełnia, ale, o ile tylko posiew Boży jest w nim, nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził.

2. Przez „grzech" rozumiem tutaj, stosownie do powszechnie przyjętego znaczenia tego słowa, grzech zewnętrzny, mianowicie rzeczywiste i świadome przekroczenie Zakonu, tj. objawionego, utrwalonego w Piśmie Prawa Bożego, innymi słowy, jakiegokolwiek nakazu bądź zakazu uznanego za przykazanie w chwili popełnienia przekroczenia. Jednak kto z Boga się narodził, o ile tylko trwa w wierze, miłości oraz duchu modlitwy i dziękczynienia, nie tylko nie grzeszy, ale nie może grzeszyć. Jeśli tylko wierzy w Boga przez Chrystusa, miłuje go i wylewa przed Nim serce swoje, nie może świadomie przekroczyć jakiegokolwiek przykazania Bożego, czy to słowem czy czynem, oczywiście pod warunkiem, że zna treść zakazu Bożego; w konsekwencji, posiew Boży, który w nim jest, tzn. miłość, modlitwa i wiara dziękczynna, sprawia, że powstrzymuje się od wszystkiego, o czym wie, że w oczach Bożych jest obrzydliwością.

3. Trudność, jaka z tego poglądu wynika, dla wielu okazuje się tak bardzo nie do przyjęcia, że uważają ją za nie do przezwyciężenia, w rezultacie, zaprzeczają pełnemu prawdy, wyraźnemu stwierdzeniu Apostoła i tym samym podważają sens przywileju dzieci Bożych. Jest rzeczą zaiste nie podlegającą dyskusji, że niektórzy z tych, co do których nie da się zaprzeczyć, że prawdziwie z Boga się narodzili, albowiem Duch Boży w Piśmie Świętym w sposób niepodważalny o tym zaświadcza, że niektórzy z nich, powiadam, nie tylko mogli, ale w sposób oczywisty faktycznie przekroczyli to, co znane było jako prawa Boże, czy to wypowiadając słowa, czy podejmując działania, o których wiedzieli, że są zakazane.

4. Przytoczmy przykład Dawida, który niezaprzeczalnie był z Boga narodzony, a jako król nad Izraelem był pomazańcem Bożym. Wiedział, komu zawierzył, a wzmocniony wiarą chwalił Boga. Modlił się: Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie. Na niwach zielonych pasie mnie. Na wody spokojne prowadzi mnie. (...) Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną. Napełniony był miłością, która sprawiała, że często wołał do Boga: Miłuję cię. Panie, mocy moja. Pan skałą i twierdzą moją, i wybawieniem moim, Bóg mój opoką moją, na której polegam. Tarczą moją i rogiem zbawienia mego, warownią moją. Był człowiekiem oddanym modlitwie, we wszystkich okolicznościach życia wylewającym przed Bogiem duszę swoją, był pełen uwielbienia i dziękczynienia, czemu dał wymowny wyraz wołając: Chwała jego niech będzie zawsze na ustach moich. Tyś Bogiem moim, przeto dziękować ci będę; Boże mój będę cię wywyższał. A jednak to samo dziecko Boże mogło i faktycznie popełniało grzechy, w rzeczy samej, straszne grzechy cudzołóstwa i morderstwa.

5. I nawet po tym, jak dar Ducha Świętego jeszcze pełniej udzielony został, tzn. po tym, jak żywot i nieśmiertelność przez Ewangelię zostały ujawnione, nie brakuje nam takich samych smutnych przykładów, które z całą pewnością dla naszego dobra zostały w Piśmie Świętym upamiętnione, gdyż mają służyć przestrodze. Tak więc pewnemu mężowi, zapewne z powodu przeznaczenia na ubogich współbraci całego dochodu ze sprzedaży swojej własności, został przez samych Apostołów nadany przydomek Barnaba, co znaczy syn pociechy. Właśnie jego spotkał w Antiochii nie lada zaszczyt, że został wraz z Saulem wybrany, aby nieść pomoc braciom, którzy mieszkali w Judei. Ten właśnie Barnaba, w czasie powrotu z Judei, został za sprawą szczególnego przewodnictwa Ducha Świętego odłączony od pozostałych proroków i nauczycieli do dzieła, do którego Bóg go powołał, mianowicie, aby towarzyszyć wielkiemu Apostołowi pogan oraz w każdym miejscu być jego współpracownikiem. Niemniej jednak okazał Barnaba gwałtowność charakteru w sporze, jaki powstał pomiędzy nim a św. Pawłem, ponieważ ten ostatni uważał za słuszne nie zabierać ze sobą Jana, aby po raz drugi odwiedzić braci, gdyż Jan odstąpił od nich w Pamfilii i nie brał udziału wraz z nimi w pracy. Do tego stopnia okazał się Barnaba niepowściągliwy, że zerwał współpracę z Apostołem Pawłem, zabrał Jana i odpłynął na Cypr, w ten sposób opuszczając tego, z którym połączony został za sprawą bezpośredniego działania Ducha Świętego.

6. Jeszcze bardziej zdumiewający, niż ten o Dawidzie czy Barnabie, jest przykład przytoczony przez św. Pawła w Liście do Galacjan: Kiedy Piotr, wtedy w podeszłym już wieku, ale o niesłabnącej gorliwości, pierwszy z apostołów i jeden z trzech najbardziej przez Pana umiłowanych, przyszedł do Antiochii, przeciwstawiłem mu się otwarcie, bo też okazał się winnym. Zanim bowiem przyszli niektórzy od Jakuba, jadł razem z poganami, którzy przyjęli wiarę chrześcijańską; a otrzymał przecież znak od Boga, żeby żadnego człowieka nie nazywał skalanym lub nieczystym. Ale gdy przyszli, odłączył się z obawy przed tymi, którzy byli obrzezani. A wraz z nim obłudnie postąpili również pozostali Żydzi, tak ze i Barnaba dal się wciągnąć w ich obłudę. Ale gdy spostrzegłem, że nie postępują zgodnie z prawdą Ewangelii, powiedziałem do Piotra wobec wszystkich: Jeśli ty, będąc Żydem, po pogańsku żyjesz, nie przestrzegając rytualnego Prawa Mojżeszowego, czemuż zmuszasz pogan żyć po żydowsku? Tutaj również w sposób wyraźny mamy do czynienia z niezaprzeczalnym grzechem, popełnionym przez jednego z tych, którzy bez wątpienia z Boga byli narodzeni. Jak jednak można pogodzić ten fakt z twierdzeniem św. Jana (jeśli tylko potraktować je w sposób całkiem dosłowny), że kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia?

7. Odpowiedź moja nie odbiega od tego, co już dawno zauważono, mianowicie, że o ile ten, kto z Boga się narodził (co za sprawą łaski Bożej jest możliwe) strzeże się, zły nie może go tknąć. Jeśli jednak nie strzeże się, jeśli nie trwa w wierze, grzech może popełniać tak samo, jak każdy inny człowiek. Łatwo teraz zrozumieć, w jaki sposób którekolwiek z dzieci Bożych, których przykłady były powyżej wzmiankowane, może zostać zachwiane w swojej wytrwałości, a mimo to zwiastowana przez Apostoła wielka prawda Boża pozostaje niewzruszona i niezawodna. Pomimo bowiem łaski Bożej, która była dla nich wystarczająca, nie ustrzegli się, a przeciwnie, krok po kroku, popadali w wewnętrzny grzech zaniechania przez to, że nie rozniecali daru Bożego, który był ich udziałem, nie byli roztropni i trzeźwi, aby się modlić, nie zmierzali do celu, do nagrody w górze, w rezultacie, przez to, że ulegli złym skłonnościom oraz poddali się złym pragnieniom serca i niewłaściwemu usposobieniu, popadli w czynny grzech wewnętrzny. Następnym krokiem jest utrata wiary oraz stracenie z oczu Boga, który niesie przebaczenie, a następnie samej miłości Bożej. W ten sposób ulegając ogólnej niemocy dzieci Boże, których w oparciu o Pismo Święte przykłady dopiero co przytoczyliśmy, tak jak każdy inny człowiek były w stanie popełnić nawet grzech zewnętrzny.

8. Aby nie pozostać gołosłownym, spójrzmy na przykład Dawida. Był Dawid z Boga narodzony, tzn. za sprawą wiary dane mu było obcować z Bogiem, gdyż szczerze Boga miłował. Znajdujemy tego wyraz w Psalmie: Kogóż innego mam w niebie, jeśli nie Ciebie? I na ziemi w nikim, ani niczym, innym nie mam upodobania! A jednak nadal w sercu jego trwało zepsucie natury, które jest źródłem wszelkiego zła. Przechadzał się po tarasie swojego królewskiego domu, wielbiąc zapewne Boga, którego dusza jego miłowała, gdy oto ujrzał Batszebę. Ogarnęła go pokusa tj. myśl, która popycha do zła. Duch Boży niezawodnie musiał dać mu o tym znać. Niewątpliwie musiał usłyszeć i rozpoznać głos ostrzeżenia. Uległ jednak myśli, która popychała go do zła, w rezultacie, pokusa wzięła nad nim górę. W duchu jego pojawiła się skaza. Nadal widział Boga, ale wzrok jego duszy zaczęła ogarniać ciemność. Nadal Boga miłował, ale już nie tak bardzo jak poprzednio, brakowało już mu bowiem tej mocy i gorliwości uczucia, co przedtem. Chociaż Ducha Bożego ogarniał smutek, raz jeszcze dał mu znak ostrzegawczy, a głos jego coraz cichszy nadal szeptał: u drzwi czyha grzech, zwróć się do mnie, abyś był zbawiony. On jednak nie słuchał. Podniósł wzrok, ale nie do Boga, lecz na owoc zakazany, aż w końcu górę wzięła nad łaską natura, która rozpaliła w duszy jego pożądliwość. Oczy jego duszy spowiła całkowita ciemność, gdyż całkowicie straciły Boga z pola widzenia. Boski, nadnaturalny kontakt z Bogiem ustał; ustała również miłość do Boga. Popędził więc na oślep w swoim biegu, jak koń cwałujący w bitwie i z pełną świadomością popełnił grzech zewnętrzny.

9. Właśnie w ten sposób w całej rozciągłości widać drogę od łaski do grzechu. A oto jak przebiega ona krok po
kroku:
(1) Boski posiew miłości oraz zwycięska wiara trwają w tym, który narodził się z Boga. Za sprawą łaski Bożej strzeże się i dlatego nie może popełnić grzechu.
(2) Powstaje w nim pokusa i doprawdy nie ma znaczenia, czy powstaje ona pod wpływem tego świata, ciała czy szatana.
(3) Duch Boży ostrzega, że grzech jest blisko i zachęca do pełniejszego oddania się modlitwie.
(4) Teraz ten, który narodzony jest z Boga, w pewnym stopniu ulega pokusie, która stopniowo staje się coraz przyjemniejsza.
(5) Taki obrót sprawy zasmuca Ducha Świętego; wiara słabnie, a miłość do Boga staje się coraz chłodniejsza.
(6) Duch Boży udziela mu stanowczej nagany i powiada: To jest droga, którą masz chodzić.
(7) On jednak odwraca się od wołania Bożego i daje posłuch przyjemnemu głosowi kusiciela.
(8) Pożądliwość ogarnia jego duszę, aż wiara i miłość całkowicie ustają.
(9) Skoro tylko opuściła go moc Pana, jest teraz zdolny popełnić grzech zewnętrzny.

10. Aby rzucić światło na drogę od łaski do grzechu, możemy posłużyć się przykładem wspomnianym już powyżej. Był Apostoł Piotr pełen wiary i Ducha Świętego, dzięki czemu zachowując czujność, miał sumienie czyste od wszelkich występków wobec Boga i człowieka. Tak właśnie wiodąc życie w świątobliwości i czystości Bożej, zanim przyszli niektórzy od Jakuba, jadł razem z poganami, wiedząc, że to, co Bóg oczyścił nie było nieczyste, czy też w jakikolwiek sposób skażone. Ale gdy przyszli, w sercu jego powstała pokusa obawy przed tymi, którzy byli obrzezam (chodzi o tych, którzy wśród Żydów nawrócili się na wiarę Chrystusową, a mimo to ze szczególną gorliwością pielęgnowali Prawo Mojżeszowe, zwłaszcza praktykę obrzezania). Powstało w jego sercu również przekonanie, że przychylność i chwała wśród tych ludzi znaczą więcej niż uwielbianie Boga. Usłyszał więc od Ducha głos ostrzeżenia, że grzech jest blisko. Niemniej jednak w pewnym stopniu uległ pokusie tj. grzesznej obawie przed człowiekiem, a tym samym proporcjonalnie uległy osłabieniu jego wiara i miłość. Bóg zganił go więc za uleganie diabłu. Nie usłuchał Apostoł Piotr głosu swojego Pasterza, ale przeciwnie, poddał się niewolniczemu strachowi, przez co zgasił Ducha. W konsekwencji. Bóg znikł z jego pola widzenia, wiara i miłość ustały, torując drogę popełnieniu grzechu zewnętrznego. Nie postępując zgodnie z prawdą Ewangelii, odłączył się od swoich braci, a złym przykładem, jeśli również nie radą, zmuszał nawet pogan żyć po żydowsku, aby znowu poddali się pod jarzmo niewoli, od którego uwolnił ich już przecież Chrystus. Podsumowując, jest więc rzeczą niezaprzeczalną, że ten, kto z Boga się narodził, jeśli tylko strzeże się, grzechu nie popełnia i nie może popełniać. Jeśli jednak nie strzeże się, dając upust pożądliwości wszelkiego rodzaju, grzech popełnić może.

III. 1. Na podstawie naszych rozważań, jesteśmy w stanie, po pierwsze, udzielić jasnej i niepodważalnej odpowiedzi na pytanie, które niejednokrotnie nurtowało wielu ludzi czystego serca, mianowicie: czy grzech poprzedza, czy może też jest następstwem utraty wiary? Czy dziecko Boże najpierw popełnia grzech, w rezultacie czego traci wiarę, czy najpierw traci wiarę, a potem dopiero może popełnić grzech? Odpowiedź moja jest następującą: niektóre grzechy, przynajmniej grzechy zaniedbania tzn., niektóre grzechy wewnętrzne, utratę wiary muszą z konieczności poprzedzać. Ale popełnianie grzechów zewnętrznych musi poprzedzać utrata wiary. Im bardziej swoje własne serce bada wierzący, tym bardziej jest przekonany, że u tego, kto jest czujny w modlitwie, wiara, która jest czynna w miłości, wyklucza grzech zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Ale jest jednocześnie przekonany, że nawet wtedy podatny jest na kuszenie, zwłaszcza na pokusę grzechu, który już uprzednio go pociągał i nęcił. Ponadto, wierzący, który serce swoje bada, jest przekonany, że jeśli wzrok pełen miłości jest bezustannie zwrócony ku Bogu, pokusa wkrótce zniknie. Jeśli zaś nie, tzn., jeśli jesteśmy, jak powiada Apostoł Jakub, przez naszą własną pożądliwość odciągnięci od Boga, ekselkomenoi, oraz, złapani na przynętę (deleadzomenoi) obecnej bądź przyszłej przyjemności, to poczęta w nas pożądliwość rodzi grzech, a przez grzech wewnętrzny obróciwszy w niwecz naszą wiarę, rzuca nas na pastwę diabła, w rezultacie czego stać nas na popełnienie wszelkiego grzechu zewnętrznego.

2. Na podstawie naszych rozważań, możemy, po drugie, udzielić odpowiedzi na pytanie, czym jest życie Boga w duszy wierzącego, na czym właściwie ono polega oraz jakie wynikają z niego konsekwencje. Konieczną i bezpośrednią konsekwencją życia Boga w duszy wierzącego jest bezustanne natchnienie Ducha Świętego, tzn. Boże tchnienie życia w duszę wierzącego oraz tchnienie duszy zwracające z powrotem Bogu to, co od Niego otrzymała. Konieczną i bezpośrednią konsekwencją życia Boga w duszy wierzącego jest więc bezustanne działanie Boże na jego duszę oraz jej odpowiedź na to działanie. Koniecznymi i bezpośrednimi konsekwencjami życia Boga w duszy wierzącego są również: bezustanna obecność Boga, który miłuje i przebacza, co w sercu wierzącego postrzegane jest przez wiarę oraz bezustannie zwrócona przez wierzącego ku Bogu:
miłość, uwielbienie, modlitwa, poświęcenie wszystkich myśli naszego serca, wszystkich słów naszych ust, wszystkich dzieł naszych rąk, całego naszego ciała, duszy oraz ducha na ofiarę świętą, Bogu milą w Chrystusie Jezusie.

3. Po trzecie, należy wyciągnąć również wniosek, że aby w duszy trwało życie boskie, niezawodnie musi ona na działanie Boże odpowiadać, niezależnie od tego, jak ową odpowiedź nazwiemy. Jest bowiem rzeczą oczywistą, że nie kontynuuje Bóg działania na duszę naszą, jeśli nie odpowiada ona na Jego działanie. Dzięki błogosławieństwu dobra Bożego w istocie Bóg nas swoim działaniem uprzedza. Najpierw bowiem nas miłuje i siebie objawia. Kiedy jesteśmy jeszcze z dala od Niego, wzywa nas do siebie i sercom naszym udziela światłości. Ale jeśli nie miłujemy Tego, który nas przedtem umiłował, jeśli nie słuchamy Jego głosu, jeśli wzrok nasz od Niego odwracamy, jeśli nie zwracamy się ku światłości, której nam udziela, Duch Jego nie zawsze będzie nas ogarniał; stopniowo wycofa się i zostawi nas na pastwę ciemności serc naszych. Jeśli dusze nasze nic zwrócą swojego tchnienia ku Niemu, jeśli nic ofiarują Mu naszej miłości, modlitwy i dziękczynienia, które znajdą w Nim upodobanie, przestanie duszom naszym udzielać swojego tchnienia.

4. Wreszcie, powinniśmy pójść w ślad za pouczeniem wielkiego Apostoła, które brzmi: Nie wzbijaj się w pychę, ale się strzeż. Obyśmy grzechu bardziej się bali niż śmierci czy piekła. Oby udziałem naszym była zazdrosna, choć nie bolesna, obawa, żeby obłudzie serc naszych nie dawać posłuchu. Kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł. Nawet ten, kto mocno trwa w łasce Bożej i wierze, która świat zwycięża, może jednak popaść w grzech wewnętrzny i stać się rozbitkiem w wierze. Jak łatwo bowiem może grzech zewnętrzny wziąć nad nim górę! Ty, więc, który uważasz się za człowieka Bożego, uczyń wszystko, aby zawsze głos Boży słyszeć. Pamiętaj, abyś bez przestanku się modlił, zawsze i wszędzie wylewając przed Nim serce swoje. Wtedy zawsze będziesz wierzył i zawsze miłował, i nigdy grzechu nie popełnisz.

Kazanie z 1748 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)