OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
O kazaniu na górze naszego Pana (rozprawa druga)

„Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemią.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.” (Mt 5,5-7)

I. 1. Kiedy minęła zima, kiedy czas śpiewu nastał i gruchanie synogarlicy słychać na ziemi, kiedy ten, który pociesza zasmuconych, powrócił, aby być z nimi na wieki, kiedy wobec światłości jego oblicza rozpraszają się chmury, ciemne chmury zwątpienia i niepewności, kiedy ustają burze strachu, opadają fale smutku, a ich duch raduje się w Bogu, Zbawicielu ich - wtedy rzeczywiście spełniają się przytoczone właśnie słowa Kazania, wtedy ci, którzy zostali pocieszeni, składają świadectwo: Błogosławieni (albo inaczej, szczęśliwi) cisi, albowiem oni posiądą ziemią.

2. Kim jednak są owi cisi? Nie tymi, którzy nie znajdują żadnego powodu do smutku, gdyż brak im wiedzy; nie tymi, których żadne zło nie napawa oburzeniem, gdyż brak im umiejętności rozróżniania dobra i zła. Nie są nimi również ci, co z powodu otępienia i braku wrażliwości czują się bezpiecznie w obliczu niepokojów życia, którzy albo z natury są, albo dzięki praktyce stali się podobni kłodom drewna czy kamieniom, albowiem nigdy niczego nie żałują, bo też nigdy niczego nie odczuwają. Niektórzy filozofowie, których cechuje niezwykła surowość, uczynili ze znieczulicy wręcz cnotę. „Apatheia" tj. obojętność jest równie odległa od cichości co od człowieczeństwa. Dlatego też niełatwo jest zrozumieć, jak niektórzy chrześcijanie wieków dawniejszych, w szczególności niektórzy spośród Ojców Kościoła, mogli nie dostrzec sprzeczności pomiędzy pojęciem „apathcia" a chrześcijaństwem, i tym samym pomylić to, co stanowi istotę autentycznego chrześcijaństwa z jednym z najgorszych błędów pogaństwa.

3. W tym samym stopniu, co nie oznacza chrześcijańska cichość niewiedzy czy braku wrażliwości, nie oznacza ona też bycia pozbawionym gorliwości wobec Boga. Trzyma się ona bowiem daleko od wszelkich skrajności, zarówno od tego, co odznacza się nadmiarem, jak i od tego, co cechuje się niedoborem. Nie niweczy, ale przywraca równowagę uczuciom, których Bóg natury nigdy nie miał zamiaru wykorzenić za pomocą łaski, ale jedynie utrzymać we właściwych proporcjach. Nadaje cichość umysłowi należyte usposobienie. Utrzymuje w ryzach zarówno gniew, ból jak i strach, zachowując we wszelkich okolicznościach życia złoty środek, nie odstępując ani w prawo, ani w lewo.

4. Odnosi się więc cichość właściwie do nas samych. Ale może również odnosić się do naszej relacji wobec Boga czy też bliźniego. Kiedy to harmonijne usposobienie naszego umysłu odnosimy do relacji wobec Boga, zwykle jest ono określane mianem uległości albo też pokornej zgody na wszystko, co stanowi jego wolę w stosunku do nas, i to nawet jeśli nie czyni zadość wymogom natury, ponieważ nieustannie mówi: Pan to jest. Niech więc czyni, co jest dobre w oczach jego. Kiedy to harmonijne usposobienie naszego umysłu w sposób węższy odnosimy do nas samych, nazywamy je cierpliwością czy też spokojem wewnętrznym. Z kolei, kiedy odnosimy je do innych ludzi, określamy je mianem łagodności w stosunku do ludzi dobrych, a powściągliwości w stosunku do ludzi złych.

5. Ci, co są prawdziwie cisi, wyraźnie odróżniają zło od dobra, i potrafią cierpliwie je znosić. Jest rzeczą oczywistą, że zło wystawia na próbę ich wrażliwość, ale cichość nad nią panuje. Nie brakuje im żarliwości dla Pana zastępów, ale ich gorliwość zawsze kieruje się wiedzą oraz zachowuje powściągliwość w każdej myśli, słowie lub uczynku ze względu zarówno na miłość do Boga jak i człowieka. Nie pragną pozbyć się żarliwości, jaką w imię mądrości zaszczepił ich naturze sam Bóg. Ale zachowują opanowanie, podporządkowując żarliwość swojej woli i sprawiając, że służy ona celom wyznaczonym przez mądrość Bożą. W rezultacie, nawet surowsze i niemiłe przejawy żarliwości znajdują zastosowanie w realizacji szlachetnych celów. Nawet bowiem nienawiść, gniew i strach, użyte aby stawić czoła grzechowi, trzymane w ryzach przez wiarę i miłość - są dla duszy jak mury i bastiony tak, że złe nie ma przystępu, aby ją zranić.

6. Jest rzeczą oczywistą, że to prawdziwie boskie usposobienie powinno nie tylko w nas trwać, ale również z dnia na dzień się umacniać. Jak długo żyjemy na ziemi, okazji do wyrażania i umacniania go nigdy nie zabraknie. Potrzeba nam wytrwałości, abyśmy, gdy cierpliwie znosić będziemy i wypełnimy wolę Boża, dostąpili tego, co obiecał. Potrzeba nam poddania się woli Bożej, abyśmy niezależnie od okoliczności mogli powiedzieć: Nie jako ja chcę, ale jako Ty. Potrzeba nam uprzejmości dla wszystkich ludzi, ale w szczególności w stosunku do ludzi złych i niewdzięcznych; jeśli nie, damy się zwyciężyć złu zamiast zło dobrem zwyciężać.

7. Nie jest też konsekwencją cichości powściągliwość jedynie w postępowaniu zewnętrznym, jak to dawno temu nauczali uczeni w Piśmie i faryzeusze czy też pożałowania godni, bo nie słuchający Boga nauczyciele, od których aż się roi w każdej epoce historycznej. Pan przestrzega nas przed tego rodzaju błędem i w całej rozciągłości ukazuje nam prawdę w słowach następujących: Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego bez powodu, pójdzie pod sąd, a kto by rzeki bratu swemu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzeki: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.

8. W przytoczonych właśnie słowach Pan nasz traktuje gniew, który nie wychodzi poza granice ludzkiego serca, w ten sam sposób, co morderstwo; mimo, że nie znajduje ów gniew wyrazu w żadnym zewnętrznym akcie złego postępowania, ani nawet w postaci złośliwego słowa. Kto się gniewa na brata swego, na jakiegokolwiek żywego człowieka (a wszyscy przecież jesteśmy braćmi), ktokolwiek żywi jakiekolwiek niedobre uczucia w sercu swoim tzn., jakiekolwiek usposobienie nic do pogodzenia z miłością, ktokolwiek gniewa się bez powodu tzn. bez wystarczającego powodu, albo też gniewa się w większym stopniu aniżeli uzasadnia to ów powód - pójdzie pod sąd, enoxos estai, tzn. w tej samej chwili stanie wobec niebezpieczeństwa sprawiedliwego potępienia przez Boga. Czy jednak niejeden nie byłby skłonny uznać za lepszą tej lekcji rękopisów, która pomija słowo „Nike”, co znaczy „bez powodu"? Czy nie jest ono w istocie całkowicie zbyteczne? Jeśli bowiem gniew skierowany na osobę jest uczuciem nie do pogodzenia z miłością, to czy może być jakikolwiek powód, jakikolwiek wystarczający powód, który usprawiedliwiałby go w oczach Boga? Gniew skierowany na grzech dopuszczamy. W tym właśnie sensie możemy gniewać się, a mimo to nie grzeszyć: Sam nasz Pan, jak podaje Ewangelia, raz się rozgniewał: Spojrzał na nich z gniewem zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca. Zasmucił się Pan z powodu grzeszników, rozgniewał się z powodu grzechu. Przed obliczem Boga takie uczucia są bez wątpienia sprawiedliwe.

9. Ktokolwiek by rzeki bratu swemu: Racha, tzn. ktokolwiek dałby się ponieść złości do tego stopnia, że wypowiedziałby jakiekolwiek pogardliwe słowo. Komentatorzy przytoczonych właśnie słów Kazania zauważają, że słowo „Racha", które jest pochodzenia starosyryjskiego, oznacza: „pusty", „próżny" albo „głupi". Tak więc, w stosunku do tego, który jest nam z jakiegoś powodu niemiły, jest słowo „Racha" tak nieobrażliwe jak to można sobie tylko wyobrazić. A mimo to, jak zapewnia nas Pan, ktokolwiek by go użył, stanie przed Radą albo raczej będzie narażony na potępienie przed Radą. Będzie groził mu surowszy jeszcze wyrok, mianowicie ze strony Sędziego całej ziemi. Ale ktokolwiek by rzeki: Głupcze, tzn. ktokolwiek do tego stopnia uległby diabłu, że uciekłby się do użycia języka obelżywego, pełnego nagany i arogancji, pójdzie w ogień piekielny, tzn. w tej samej chwili będzie wystawiony na najcięższe potępienie. Warto zauważyć, że w przytoczonych słowach Kazania nasz Pan opisuje wymienione występki jako zagrożone karą śmierci: pierwszy - przez uduszenie, co zwykle spotyka skazanych na śmierć, w którymś z sądów niższej instancji, drugi - przez ukamienowanie, co często spotykało skazanych na śmierć przez Wielką Radę w Jerozolimie, trzeci - przez spalenie żywcem, co było przeznaczone wyłącznie dla najcięższych przestępców „w dolinie synów Hinnom", Gehennon, od którego to słowa zapewne pochodzi to, które my tłumaczymy „piekło".

10. Mimo, że ludzie wyobrażają sobie, rzecz jasna, że Bóg przebaczy im niedociągnięcia w wypełnianiu jednych obowiązków za ich skrupulatność w wypełnianiu innych, to jednak nasz Pan w dalszej partii Kazania rozwiewa to fałszywe, chociaż dość rozpowszechnione, wyobrażenie. Pokazuje bowiem, że żaden grzesznik nie może zamieniać jednej powinności na drugą, gdyż Bóg po prostu takiej zamiany nie akceptuje, ani też nie jest dla niego do przyjęcia w zamian za całość posłuszeństwa zaledwie jego część. Ostrzega nas również Pan, że czynienie powinności wobec Boga bynajmniej nie zwalnia nas z powinności wobec naszych bliźnich, gdyż uczynki pobożności, jak czynienie powinności wobec Boga jest nazywane, nie zjednają nam przychylności Boga, jeśli brakuje nam miłości; wprost przeciwnie, brak miłości sprawi, że owe uczynki pobożności staną się Bogu wstrętne i nie do przyjęcia. Jeślibyś więc składał dar swój na ołtarzu i tam wspomniałbyś, iż brat twój ma cos przeciwko tobie, dlatego że wybuchłeś przeciw niemu gniewem, nazwałeś go „racha" albo „głupcem" - niech ci się nie wydaje, że twój dar zadośćuczyni za gniew, albo że dzięki niemu znajdziesz upodobanie Boże, jeśli sumienie twoje jest splamione winą za nieodpokutowany grzech. Zostaw tam dar swój na ołtarzu, odejdź i najpierw pojednaj się z bratem swoim (w każdym razie nie zaniedbaj niczego, co przemawia w tobie za pojednaniem), a potem przyszedłszy, złóż dar swój.

11. Oby w sprawach, które dotyczą duszy twojej, na przeszkodzie nie stanęła choćby najmniejsza zwłoka. Pogódź się rychło z przeciwnikiem swoim, i to od razu, na miejscu, póki jesteś z nim w drodze, jeśli to tylko możliwe, zanim zniknie ci z oczu, aby cię przeciwnik nie podał sędziemu, i aby ten nie zwrócił się z apelacją do Boga, Sędziego wszystkich, a sędzia nie podał cię słudze, tzn. szatanowi, który jest wykonawcą gniewu Bożego, abyś nie został wtrącony do więzienia, tzn. do piekła, które przeznaczone jest na dzień sądu ostatecznego. Zaprawdę powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni grosz. To ostatnie nigdy jednak nie jest dla ciebie możliwe do spełnienia. Widzisz bowiem, że nie masz nic, co mógłbyś mu oddać. Dlatego, jeśli już raz znajdziesz się w więzieniu, dym twojej męki musi unosić się w górę na wieki wieków.
12. Tymczasem cisi posiądą ziemię. Na tym właśnie polega głupstwo mądrości tego świata! Mądrzy tego świata niejednokrotnie ostrzegali tych, których Pan nazywa w Kazaniu „cichymi", że jeśli nie uznają za stosowne wyrzec się swojego sposobu życia, jeśli cierpliwie znosić będą złe traktowanie, wśród żywych nie będzie dla nich miejsca na ziemi, gdyż nigdy nic zdobędą się na zaspokojenie swoich podstawowych potrzeb życiowych ani nawet na utrzymanie tego, co posiadają. Ostrzegali ich mądrzy tego świata, że nigdy nic będą mogli zaznać spokoju płynącego z radości posiadania własności. Byłoby to prawdą, gdyby nie było na świecie Boga albo gdyby Boga wcale nie interesował los synów ludzkich. Ale gdy Bóg powstanie na sąd. by wybawić wszystkich pokornych ziemi, jakże wystawi całą tę pogańską mądrość na pośmiewisko, gdyż nawet gniew ludzki przyczyni mu stawy. Ze szczególną troską odnosi się do wszystkiego, co jest im potrzebne do życia i pobożności. Jego opatrzność czuwa nad nimi wbrew przemocy, oszustwom i złości ludzi. Cokolwiek od niego otrzymują, jest im udzielane ku używaniu wszystkiego obficie. Dowody Opatrzności Bożej są dla nich słodkie, niezależnie, czy otrzymują trochę czy dużo, gdyż tak jak przez wytrwałość zyskują dusze swoje tak też jest dla nich prawdziwym zyskiem to, czego Bóg im udzielił. Zawsze się cieszą, zawsze są zadowoleni z tego, co mają. Daje im to zadowolenie, ponieważ Bogu jest to miłe. Tak więc, kiedy ich serce, pragnienia, ich radość są w niebie, można o nich prawdziwie powiedzieć, że posiadają ziemię.

13. Sens tego ostatniego wyrażenia wydaje się jednak sięgać znacznie dalej, mianowicie „posiadanie ziemi" oznacza uczestnictwo oraz zajmowanie szczególnego miejsca na nowej ziemi, w której mieszka sprawiedliwość, co znalazło swój wyraz w ogólnym opisie (jego szczegóły przyjdzie nam poznać we właściwym czasie) autorstwa św. Jana w dwudziestym rozdziale Objawienia : / widziałem anioła zstępującego z nieba (...) i pochwycił smoka, węża starodawnego, (...) I widziałem też dusze tych, którzy zostali ścięci za to, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże, oraz tych, którzy nie oddali pokłonu zwierzęciu ani posągowi jego i nie przyjęli znamienia na czoło oraz na rękę swoją. Ci ożyli i panowali z Chrystusem przez tysiąc lat. Inni umarli nie ożyli, aż się dopełniło tysiąc lat. To jest pierwsze zmartwychwstanie. Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy, lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa i panować z nim będą przez tysiąc lat.

II. l. Jak dotąd nasz Pan miał przede wszystkim na celu usunięcie przeszkód na drodze prowadzącej do prawdziwej religii. Pierwszą i główną z przeszkód jest pycha, czyli ta cecha charakteru, która znika za sprawą „ubóstwa ducha"; innymi cechami stojącymi religii na przeszkodzie jest lekkomyślność i bezmyślność, gdyż, dopóki tych właśnie cech święte zasmucenie z duszy ich nie usunie, nie pozwalają one religii zapuścić jakichkolwiek korzeni; należy wymienić również gniew, niecierpliwość, niezadowolenie, na które zawsze niezawodnym lekarstwem jest chrześcijańska cichość. A kiedy już zostaną usunięte wszystkie przeszkody czy, inaczej mówiąc, dolegliwości duszy wynikłe z obecności w niej zła, a które napełniając ją chorobliwymi pragnieniami bezustannie wywoływały w niej zgubną pożądliwość - wtedy na nowo dadzą znać o sobie wrodzone dążenia naszego ducha, który narodził się przecież w niebie. A są to dążenia, których celem jest sprawiedliwość. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

2. Sprawiedliwość, jak już to poprzednio stwierdziliśmy, jest obrazem Boga i usposobieniem, jakie było w Chrystusie Jezusie. Jest sprawiedliwość jednością wszelkiego usposobienia świętego i niebiańskiego, którego początkiem i końcem jest miłość do Boga, jako naszego Ojca i Odkupiciela oraz w imię miłości Boga - miłość do wszystkich ludzi.

3. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Aby w pełni zrozumieć właściwy sens tych właśnie słów, powinniśmy zwrócić uwagę, po pierwsze, że głód czy łaknienie oraz pragnienie są najsilniejszymi z wszystkich naszych żądz cielesnych. Podobnie też, kiedy łaknienie duszy i pragnienie obrazu Bożego obudzą się w naszych sercach, stają się najsilniejszymi z naszych żądz duchowych, gdyż pochłaniają one wszelkie inne żądze zamieniając je w jedno wielkie pragnienie doznania odnowy na podobieństwo tego, który nas stworzył. Po drugie, powinniśmy zwrócić uwagę także i na to, że począwszy od chwili kiedy głód i pragnienie zaczynają dawać się nam we znaki, nie ustają one, a wprost przeciwnie, potęgują się i stają się coraz bardziej dokuczliwe, dopóki albo nie zostaną zaspokojone albo nie ustanie w nas życie. Podobnie też począwszy od chwili kiedy ogarnia nas łaknienie i pragnienie wszelkiego usposobienia, które było w Chrystusie, żądze duchowe nie tylko w nas nie ustają, ale z coraz większą natarczywością domagają się zaspokojenia. Jak długo trwa w nas jakiekolwiek życie duchowe, nie mogą ustać tak długo, dopóki nie zostaną zaspokojone. Po trzecie, zauważmy jeszcze i to, że łaknienie i pragnienie dają się zaspokoić tylko przez jedzenie i picie. Gdyby ktoś chciał głodnemu dać wszystko tylko nie jedzenie, najelegantsze stroje, splendory władzy, wszelkie możliwe kosztowności, nieprzebrane ilości złota i srebra, gdyby ktoś okazywał mu niezwykłe przejawy szacunku i uznania, głodny ma je za nic, gdyż dla niego wszystko to jest zupełnie bez znaczenia. Mimo wszystko powiedziałby: Nie tego mi potrzeba, daj mi jeść, bo inaczej umrę. Podobnie jest z każdą duszą, która prawdziwie łaknie i pragnie sprawiedliwości. Tylko w niej, niczym innym, może odnaleźć pociechę, tylko bowiem sprawiedliwość może duszę zaspokoić. Jeśli ktoś oferuje jej wszystko tylko nie sprawiedliwość, jest to dla niej bez znaczenia, choćby nawet oferowano bogactwa, zaszczyty i przyjemności. Mimo wszystko powie: Nie tego mi potrzeba. Daj mi miłość, bo inaczej umrę.

4. Jest też rzeczą równie niemożliwą duszę spragnioną Boga żywego zaspokoić tym, co świat poczytuje za religię, jak i tym, co poczytuje za szczęście. Religia tego świata wysuwa trzy postulaty: po pierwsze, nie wyrządzanie szkody tzn. powstrzymywanie się od grzechu zewnętrznego, a przynajmniej od tak gorszącego postępowania jak rabunek, złodziejstwo, wulgarność języka czy pijaństwo; po drugie, czynienie dobra np. niesienie pomocy ubogim, czy też to, co nazywane jest działalnością dobroczynną; po trzecie, korzystanie ze środków łaski tzn. przynajmniej uczęszczanie do Kościoła i przystępowanie do Stołu Pańskiego. Ten, kto spełnia wymienione właśnie trzy kryteria, uchodzi wśród ludzi tego świata za osobę religijną. Ale czy spełnienie tych trzech kryteriów rzeczywiście zadowoli tego, który pragnie Boga? Bynajmniej. Nie są bowiem te trzy kryteria pokarmem, jakiego potrzebuje jego dusza, gdyż ta ostatnia wymaga religii lepszej próby, wznioślejszej i głębszej niż religia tego świata. Nie może już dłużej karmić się tą bezwartościową, płytką, bo rytualną jedynie, formą religijności, która podobna jest nadymaniu piersi wschodnim wiatrem. Prawdą jest, że dokłada starań, aby powstrzymywać się od wszelkich przejawów zła, że jest gorliwa w pełnieniu dobrych uczynków, że przestrzega wszystkich przykazań Bożych - ale wszystko to nie zaspokaja jej prawdziwej tęsknoty. To wszystko bowiem, to zaledwie zewnętrzna strona religii, której nienasycone pragnienie ją przenika. Znajomość Boga w Jezusie Chrystusie, życie, które jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu, bycie połączonym z Panem w jednym duchu, uczestnictwo w społeczności z Ojcem i Synem, chodzenie w światłości jak Bóg sam jest w światłości, bycie oczyszczonym tak jak on jest czysty - oto na czym polega religia prawdziwa, na czym sprawiedliwość, której pragnie. Ani też nie może spocząć dopóki nie spocznie w Bogu.

5. Błogosławieni, przeto, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Nasyceni będą tym, czego łakną i pragną, mianowicie sprawiedliwością i świętością prawdy. Bóg nasyci ich błogosławieństwem swego dobra i szczęściem swoich wybranych. Bóg nakarmi ich chlebem z niebios, manną miłości. Da im pić ze strumieni rozkoszy jak z rzeki, z której ktokolwiek się napije, nie będzie pragnął na wieki niczego więcej prócz wody żywota. To pragnienie trwać będzie na wieki.

Nieznośne pragnienie, miłą żądzę Twoja radosna obecność usunie. Ale cała dusza moja nadal pożądać będzie Miłości przez całą wieczność.

6. Kimkolwiek więc jesteś ty, któremu Bóg udzielił daru łaknienia i pragnienia sprawiedliwości, wołaj do Niego, abyś nigdy tego bezcennego daru nie utracił i aby nigdy ta boska żądza w tobie nie ustała. Wielu może wzywać cię do opamiętania, abyś odnalazł spokój na miarę tego świata, ale nie zwracaj na nich uwagi i tym głośniej wołaj: Jezusie, Mistrzu, zmiłuj się nade mną! Pozwól mi żyć tylko po to, aby być świętym tak jak ty święty jesteś! Nie płać już więcej pieniędzmi za to, co nie jest chlebem, ani nie dawaj ciężko zdobytego zarobku za to, co niesyci. Czy możesz mieć nadzieję, że wykopiesz szczęście spod ziemi? Że znajdziesz je pośród rzeczy tego świata? Obyś podeptał wszelkie przyjemności tego świata, wzgardził jego zaszczytami, za nic miał jego bogactwa, a wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, oraz w imię całkowitej odnowy swojej duszy na obraz Boży, na który pierwotnie została stworzona - za nic miał wszystko, co się znajduje na tym świecie. Wystrzegaj się zaspokajania błogosławionego łaknienia i pragnienia przy pomocy tego, co świat nazywa religią, religią pozorów, zewnętrznych splendorów, które czynią serce ziemskim i zmysłowym. Oby pełnię zadowolenia dawała ci jedynie moc pobożności prawdziwej, religijności duchowej i żywej, trwanie w Bogu i Boga w tobie, bycie mieszkańcem wieczności, wkroczenie dzięki krwi, którą się kropi, za zasłonę, oraz znalezienie się w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie.

III. 1. Im bardziej żyje w nich Bóg z tym większą troską odnoszą się do tych, którzy nadal żyją bez Boga na świecie, i którzy przez upadki i grzechy nadal są umarli. Troska o innych nie pozostaje też bez nagrody. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Przytoczone właśnie słowa Pana oznaczają ludzi współczujących i pełnych dobroci serca, którzy wystrzegając się pogardy wobec tych, co nie pragną Boga, prawdziwie nad nimi boleją. W myśl dość powszechnie używanej figury retorycznej „pars pro toto" (część zamiast całości) wyróżniona tutaj szczególna część miłości braterskiej właściwie odnosi się do miłości braterskiej w całej jej rozciągłości. W konsekwencji, w pełnym tego słowa znaczeniu „miłosierni" są tymi, co miłują bliźnich jak siebie samych.

2. Wobec niezwykłej doniosłości miłości, bez której choćbyśmy mówili językami ludzkimi i anielskimi, choćbyśmy mieli dar prorokowania, i znali wszystkie tajemnice {posiedli cala wiedzę, i choćbyśmy mieli pełnię wiary, tak żebyśmy góry przenosili, i choćbyśmy rozdali cale mienie swoje, aby nakarmić biednych, i choćbyśmy ciało swoje wydali na spalenie, nic nam to nie pomoże - mądrość Boża za pośrednictwem słów Apostoła Pawła w całej pełni i szczegółowo pokazuje, na czym miłość polega. Jeśli tylko uważnie je rozważymy, będziemy w stanie jasno określić kim są miłosierni, którzy miłosierdzia dostąpią.

3. Caritas albo inaczej miłość (chciałoby się, żeby tak właśnie konsekwentnie tłumaczono różne słowa na oznaczenie pojęcia miłości, gdyż jest słowo „miłość" znacznie bardziej zrozumiałe oraz mniej dwuznaczne niż inne), tzn. miłość bliźniego, czyli taka, jaką Chrystus nas umiłował, miłość cierpliwa w stosunku do wszystkich ludzi. Znosi wśród dzieci Bożych wszelką słabość, niewiedzę, błędy, ułomności, wszelki sprzeciw, małowierność, znosi również wszelką złośliwość i zło dzieci tego świata. Znosi cierpliwie wszystkie te ciężary nie tylko na krótki czas czy zaledwie pewien okres, ale aż do samego końca. Miłość karmi nawet wroga, kiedy ten jest głodny, a jeśli jest spragniony, daje mu pić. Nieustannie więc zgarnia węgle rozżarzone, pełne żaru miłości, na jego głowę.

4. We wszystkim, co prowadzi do upragnionego celu, którym jest zwyciężanie zła dobrem, miłość jest dobrotliwa (słowo to w oryginale, xresteuetai, niełatwo przetłumaczyć) - tzn. jest delikatna, łagodna oraz pełna dobroci. Jest miłość jak najdalsza od melancholii, surowości czy goryczy ducha; udziela temu, który cierpi, zarówno pogodnej słodyczy, jak i żarliwości, i łagodności uczuć.

5. W rezultacie miłość nie zazdrości. Jest wręcz rzeczą niemożliwą, żeby było inaczej, gdyż stanowi miłość bezpośrednie przeciwieństwo zazdrości, która z natury jest usposobieniem pełnym jadu. Doprawdy nie jest do pomyślenia, żeby ten, kto w stosunku do wszystkich żywi to uczucie pełne łagodności, kto każdej duszy stworzonej przez Boga z głębi serca życzy wszelkich błogosławieństw tak doczesnych jak i duchowych, wszystkiego, co dobre w tym i przyszłym świecie - żeby udzielenie przez Boga jakiegokolwiek daru dobra któremuś z synów ludzkich sprawiało temu właśnie człowiekowi ból. Jeśli bowiem on sam otrzymał dar, który teraz także jest udzielany komuś innemu, nie ma on powodu do smutku, a wprost przeciwnie, ma powód do radości, gdyż ktoś inny także ma udział we wspólnym dobru. Jeśli z kolei nie otrzymał daru, który otrzymał ktoś inny, dziękuje Bogu, że przynajmniej jego brat ma w tym darze udział, przez co ten ostatni jest szczęśliwszy niż on sam. Im większa jest jego miłość, tym bardziej cieszy się z błogosławieństw, które są udziałem całej ludzkości, przez co jeszcze odleglejszy staje się od wszelkiego rodzaju zazdrości wobec jakiegokolwiek stworzenia.

6. Miłość nie jest chełpliwa (pu perpereuetai), co właściwie jest również zbieżne ze słowami, które w wersecie 4 rozdziału 13 l Listu do Koryntian bezpośrednio po tych właśnie słowach następują, ale ponadto, zgodnie z dalszymi znaczeniami wyrażenia ou perpereuetai, miłość nie jest „pochopna" ani „nierozważna". Nie potępia więc miłość niczego w sposób nieprzemyślany. Nie feruje surowych wyroków w oparciu o niewystarczające dane. Przede wszystkim skrupulatnie rozważa wszelkie argumenty, w szczególności argumenty dla oskarżonego przychylne. Ci, którzy prawdziwie miłują swojego bliźniego, nie czynią tak jak większość ludzi, która nawet w zwykłych życiowych przypadkach widzi niewiele, wiele z góry zakłada i pochopnie wyciąga wnioski. Ten, kto prawdziwie miłuje bliźniego, postępuje rozważnie i roztropnie, starannie analizując każdy swój krok w myśl zasady starożytnych pogan (oby przyświecała ona współczesnym chrześcijanom): Jestem tak daleko od łatwowierności wobec tego, co jeden człowiek mówi przeciwko drugiemu, że niełatwo uwierzę w to, co ktoś mówi przeciwko samemu sobie. Zawsze dam mu możliwość przemyślenia osądu po raz drugi, a w wielu wypadkach dopuszczę poradę.

7. Wynika więc z naszych rozważań, że miłość nie nadyma się. Nie powoduje i nie pozwala, aby ktokolwiek rozumiał o sobie więcej niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem. Miłość sprawia, że dusza staje się pokorna jak proch ziemi. Miłość w niwecz obraca próżność, która rodzi pychę, oraz sprawia, że odnajdujemy radość w pokorze oraz w przekonaniu o naszej małości, nicości oraz służbie innym ludziom. Ci, którzy miłością braterską jedni drugich miłują, nie są w stanie postępować inaczej niż wyprzedzać się wzajemnie w okazywaniu szacunku. Ci, którzy mają tę samą miłość, są jednej myśli i w pokorze uważają jedni drugich za wyższych od siebie.

8. Miłość nie postępuje nieprzystojnie. Nie jest grubiańska ani złośliwa wobec kogokolwiek. Oddaje każdemu to, co mu się należy: komu bojaźń, bojaźń, komu cześć, cześć. Do każdego odnosi się z uprzejmością, kulturą osobistą, świadectwem dobrego wychowania, wyrażając wobec wszystkich należny im szacunek. Pewien niedawno zmarły pisarz definiuje dobre wychowanie, którego najwyższym stopniem jest grzeczność jako: bezustanne pragnienie podobania się wszystkim, przejawiające się we wszelkich możliwych formach zachowania. Jeśli definicja ta jest prawdziwa, nikt nie jest równie dobrze wychowany jak chrześcijanin, który przecież miłuje wszystkich ludzi, przez co nie może nie pragnąć podobać się wszystkim dla ich dobra i zbudowania. Pragnienie to nie powinno pozostawać w ukryciu, powinno bowiem koniecznie przejawiać się we wszelkich jego relacjach z innymi ludźmi. Jeśli miłość jest nieobłudna, przejawiać się będzie we wszystkich czynach i słowach chrześcijanina. Miłość bowiem ogranicza ale nie w sposób podstępny - aby dla wszystkich stać się wszystkim, żeby tak czy owak niektórych zbawić.

9. A w stawaniu się wszystkim dla wszystkich miłość nie szuka swego. W usiłowaniu podobania się wszystkim ludziom ten, który ich prawdziwie miłuje, bynajmniej nie ma na względzie własnych korzyści doczesnych. Nie pożąda niczyjego srebra, złota czy ubioru, ponieważ dla innych pożąda jedynie zbawienia ich dusz. W pewnym nawet sensie można o nim powiedzieć, że tak jak nie szuka dla siebie żadnych korzyści doczesnych, nie szuka również swojej korzyści duchowej. Kiedy bowiem z pełnym zaangażowaniem dąży do zbawienia dusz innych od śmierci, jak gdyby zapomina o sobie. Nie czas mu myśleć o sobie wtedy, kiedy pochłania go żarliwość dla chwały Pana. Nieraz nawet może się wydawać, że z nadmiaru miłości porzuca zarówno swoją duszę jak i ciało, kiedy woła wraz z Mojżeszem: Oto lud ten popełnił ciężki grzech (...) Teraz, racz odpuście ich grzech, lecz jeżeli nie, to wymaż mnie ze swojej księgi, którą napisałeś. Albo kiedy woła wraz ze św. Pawłem: Gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała.

10. Nic więc dziwnego, że taka miłość nie unosi się, ouparoxunetai. Zauważmy, że słowo łatwo, niepotrzebnie dodane w tym miejscu tłumaczenia angielskiego, w oryginale nie występuje. Słowa św. Pawła są jednoznaczne: Miłość nie unosi się - tzn. w stosunku do nikogo nie unosi się pychą czy nieuprzejmością. Bez wątpienia okazje do unoszenia się pychą czy wszelkiego rodzaju nieuprzejmością nieraz będą się pojawiać, ale miłość im nie ulega. Ona wszystko zwycięża. We wszelkich próbach, przed jakimi przychodzi jej stanąć, spogląda na Jezusa, i w Jego miłości staje się czymś więcej niż zwycięzcą. Nie jest wykluczone, że tłumacze dodali słowo łatwo, aby jak gdyby usprawiedliwić Apostoła, który, ich zdaniem, mógł pod pewnym względem wydawać się sam nie spełniać ideału miłości tak pięknie przez siebie opisanego. Prawdopodobnie doszli do tego wniosku na podstawie wyrażenia użytego w Dziejach Apostolskich, które również nie zostało dokładnie przetłumaczone. Fragment Dziejów Apostolskich, w którym mowa o tym, jak Paweł i Barnaba poróżnili się ze sobą w sprawie Jana, w tłumaczeniu (angielskim) brzmi: Powstało tak ostre nieporozumienie, że się rozstali. Jest rzeczą oczywistą, że takie sformułowanie podsuwa czytelnikowi przypuszczenie, iż obydwaj w jednakowym stopniu przyczynili się do ostrości wzmiankowanego tutaj nieporozumienia. Znaczyłoby to więc, że św. Paweł, po którego stronie niewątpliwie była racja w sporze z Barnaba o to, czy byłoby rzeczą wysoce niewłaściwą ponownie zabrać z sobą Jana, który już dawno odstąpił od nich - że mianowicie św. Paweł w takim samym stopniu dał się ponieść emocjom, co Barnaba, który dał dowód swego gniewu przez to, że porzucił dzieło, do jakiego został powołany przez Ducha Świętego. W oryginale jednak wcale nie występuje jakakolwiek podstawa do tego rodzaju przypuszczenia ani nie ma też podstaw, aby przypuszczać, że św. Paweł w ogóle dał się ponieść emocjom. W oryginale jest bowiem jedynie: kai egeneto paroxysmos, co znaczy tyle co: nastąpiło ostre spięcie, wybuch gniewu, w rezultacie czego Barnaba rozstał się ze św. Pawłem, zabrał Jana i poszedł swoją drogą. Paweł więc poruczony łasce Pańskiej przez braci (co nie jest powiedziane w odniesieniu do Barnaby), obrał sobie Sylasa i udał się w drogę. Przemierzał Syrię i Cylicję, tak jak poprzednio postanowił, umacniając zbory. Powróćmy jednak do głównego wątku.

11. Miłość zapobiega wszelkiemu unoszeniu się pychą, które bez miłości brałoby górę, gdyż miłość nie myśli nic złego. Jest rzeczą oczywistą, że człowiek miłosierny nie może uniknąć znajomości zła, nie jest w stanie bowiem nie widzieć i nie słyszeć go na własne oczy, i uszy, ponieważ miłość wcale nie zamyka mu oczu na zło, które rzeczywiście dzieje się na tym świecie. Jak nie pozbawia go miłość zdolności widzenia i słyszenia zła, nie pozbawia go też zdolności rozumienia, że istnieją rzeczy, które w istocie są złe. Na przykład, kiedy widzi, jak ktoś używa przemocy wobec swego bliźniego, albo słyszy, jak ktoś bluźni przeciwko Bogu - nie może ani zaprzeczyć, że faktycznie przemoc ma miejsce, ani że faktycznie bluźnierstwa są wypowiadane, ani też nie może wątpić, że tak jedno jak i drugie jest w istocie złem. Mimo wszystko miłość nie myśli nic złego, ou logidzetai to kakon. Słowo myśli, logidzetai, nie odnosi się ani do naszego widzenia, ani słyszenia, ani pierwszych i mimowolnych skojarzeń, jakie przychodzą nam na myśl, ale odnosi się do w pełni świadomego myślenia o tym, o czym myśleć nie należy, do naszego wyobrażania sobie, że jest zło tam, gdzie faktycznie go nie ma, do wnioskowania, które dotyczy rzeczy przez nas w ogóle nie widzianych, do domysłów, co do rzeczy, których ani nie widzieliśmy, ani nie słyszeliśmy. Takie właśnie wyobrażenia, domysły i nieuprawnione wnioskowania prawdziwa miłość całkowicie obraca w niwecz. Wykorzenia wszelkie wyobrażenia, które nie odwołują się do tego, co rzeczywiście znamy. Kładzie kres wszelkiej zazdrości, wszelkim złym domysłom, wszelkiej gotowości dawania posłuchu złu. Miłość jest szczera, otwarta, niepodejrzliwa i tak jak nie potrafi zamierzać niczego złego, tak i zła bynajmniej się nie lęka.

12. Miłość nie raduje się z niesprawiedliwości. A przecież jakże często dzieje się odwrotnie i to nawet wśród niektórych chrześcijan, którzy bez skrupułów okazują radość z powodu nieszczęść, błędów czy też grzechów tych, których poczytują za swoich wrogów. Jakże bowiem trudno jest uniknąć radości z powodu cudzych błędów i utrapień zwłaszcza, jeśli za punkt odniesienia przyjmuje się wąskie interesy wynikające z własnej przynależności do takiej czy innej grupy interesów! Jakże trudno jest nie czerpać satysfakcji z każdego błędu odkrytego u tych, co należą do konkurencyjnej grupy interesów! Z faktycznych czy też domniemanych uchybień w ich zasadach i postępowaniu! Czy gorliwy orędownik jakiejkolwiek sprawy jest od nich wolny? Kto cieszy się tak wielką harmonią wewnętrzną, żeby być wolnym od radości z powodu cudzych słabości? Kogóż nie cieszy fałszywy krok przeciwnika, który poczytywany jest przecież za okoliczność korzystną dla promocji własnej sprawy? Jedynie człowieka miłości. Tylko on bowiem boleje nad grzechami czy głupotą swojego przeciwnika, tylko on nie odczuwa satysfakcji kiedy słyszy o ich grzechach czy głupocie, ani nie uważa za stosowne innym o nich powtarzać, ale raczej pragnie, aby na zawsze puszczono je w niepamięć.

13. Człowiek miłości raduje się z prawdy, gdziekolwiek by się ona nie znajdowała, z prawdy, która jest zgodna z pobożnością, a która przynosi dobry owoc, mianowicie świętość serca i świętość w stosunkach z innymi ludźmi. Cieszy się człowiek miłości ilekroć okazuje się, że nawet ci, co się z nim nie zgadzają w poglądach czy ich praktycznych konsekwencjach, są mimo wszystko ludźmi miłującymi Boga i pod innymi względami nienaganni. Cieszy się, kiedy dobre rzeczy o nich słyszy i sam może je mówić, a wszystko to w zgodzie z prawdą i sprawiedliwością. W szczególności dobrem jest jego chwała i radość, gdziekolwiek wśród ludzi nie byłoby o niej głośno. Jako obywatel świata rości sobie prawo do udziału w szczęściu wszystkich jego mieszkańców. Ponieważ jest cząstką ludzkości, nie jest mu obojętne dobro innych ludzi, ale, przeciwnie, cieszy się z wszystkiego, co przynosi chwałę Bogu oraz pokój i dobrą wolę wśród ludzi.

14. Miłość wszystko zakrywa. Bez wątpienia tak właśnie należy przetłumaczyć wyrażenie panta stegei, gdyż w innym wypadku wyrażenie to znaczyłoby to samo, co wszystko znosi, panta hupomenei. Ponieważ człowiek miłosierny nie raduje się z niesprawiedliwości, świadomie okrywa niesprawiedliwość milczeniem. Jakiegokolwiek przejawu zła by nie widział, słyszał czy znał, skrywa go jednak tak bardzo jak tylko potrafi, jednocześnie nie czyniąc samego siebie uczestnikiem cudzych grzechów. Gdziekolwiek by się nie znajdował i z kimkolwiek by nie przestawał, jeśli tylko dostrzeże coś godnego nagany, nie ujawni tego wprost, chyba że wyłącznie osobie, której sprawa dotyczy, ale pod warunkiem, że jest możliwość pozyskania brata. Tak jest daleki od czynienia cudzych błędów czy potknięć przedmiotem rozmowy, że o nieobecnych w ogóle nie mówi, jeśli nie jest w stanie dobrze o nich mówić. Plotkarz, oszczerca, donosiciel, szyderca - są dla niego na równi z mordercami. Jest bowiem podobieństwo pomiędzy poderżnięciem bliźniemu gardła a zamachem na jego reputację. Jest również podobieństwo pomiędzy podpaleniem dla żartu domu bliźniego, a rzucaniem płonących głowni i śmiertelnych strzał, i powiedzeniem potem: Ja tylko żartowałem. Czyni jeden tylko wyjątek. Jest bowiem czasem przekonany, że dla chwały Bożej albo (co sprowadza się do tego samego) dla dobra swego bliźniego byłoby rzeczą pożądaną, żeby zło nie pozostawało zakryte. W takim wypadku dla dobra osoby niewinnej jest zobowiązany do ujawnienia osoby winnej. Ale nawet wtedy:
(1) nie ujawni osoby winnej dopóki miłość, miłość najwyższa, nie przekona go, że jest to koniecznością;
(2) nie może ujawnić osoby winnej odwołując się do ogólnej i niejasnej zasady czynienia dobra czy postępowania na chwałę Bożą, ale tylko powołując się na jasno określony, konkretny cel albo inaczej, określone dobro, do którego dąży;
(3) mimo wszystko nie może ujawnić osoby winnej jeśli nie jest w pełni przekonany, że ten właśnie środek jest niezbędny do osiągnięcia celu, i że cel ten w żaden inny sposób nie może zostać osiągnięty, a przynajmniej nie tak skutecznie;
(4) czyni to więc z wielką niechęcią i smutkiem, korzystając z tego środka jako lekarstwa ostatecznego i najgorszego z możliwych, radykalnego w sytuacji skrajnej, jako swego rodzaju trucizny nie dla uśmiercenia, ale jako przeciwjadu usuwającego inną truciznę; w konsekwencji,
(5) używa tego środka tak rzadko jak to jest tylko możliwe, a czyni to z bo-jaźnią i drżeniem, aby nie złamać prawa miłości przez mówienie zbyt wiele, i to złamać go w większym stopniu niż miałoby to miejsce, gdyby zachował całkowite milczenie.

15. Miłość wszystkiemu wierzy. Zawsze pragnie mieć jak najlepsze zdanie, przedstawiać wszystkie rzeczy w jak najkorzystniejszym świetle. Zawsze gotowa wierzyć wszystkiemu, co może ukazać dobre strony czyjegoś charakteru. Szczerze pragnie i łatwo daje się przekonać o niewinności czy prawości drugiego człowieka, a przynajmniej o jego niekłamanej skrusze, jeśli choć raz zbłądził. Z radością wybacza cudze błędy, oburza się na grzesznika tak nieznacznie jak to tylko możliwe, a wobec ludzkich słabości znajduje wszelkie okoliczności łagodzące, o ile tylko nie pociąga to za sobą zdrady prawdy Bożej.

16. A kiedy miłość już dłużej nie może wierzyć, wtedy wszystkiego się spodziewa. Jeśli bowiem ktoś mówi o złu uczynionym przez jakiegoś człowieka, miłość ma nadzieję, że nie jest to prawdą, i że w rzeczywistości nie zostało ono wyrządzone. Jeśli jest rzeczą pewną, że zło miało jednak miejsce, być może towarzyszące mu okoliczności nie były takie, jakie się przytacza. Jeśli z kolei rzeczywiście były one takie, to jest nadzieja, że popełniony czyn nie był aż tak szkodliwy, jak pierwotnie uważano. Jeśli jednak, jak się wydaje, ów czyn był niezaprzeczalnie zły, miłość ma nadzieję, że intencja sama w sobie nie była zła. A kiedy mimo wszystko i intencja okaże się zła, może jednak nie była ona wynikiem trwałego zepsucia serca, ale konsekwencją przypływu namiętności, czy też gwałtownej pokusy, która wymknęła się człowiekowi spod kontroli? Jeśli i ta nadzieja zawiedzie, gdyż nie podobna wątpić, że i postępowanie, i jego intencja i trwałe usposobienie były jednakowo złe, to przecież miłość nadal żywi nadzieję, iż w końcu Pan obnaży broń swoją i odniesie zwycięstwo i będzie większa radość w niebie z jednego grzesznika, który się upamięta, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują upamiętania.

17. Wreszcie, miłość wszystko znosi. Ta właśnie cecha miłości jest dopełnieniem prawdziwego miłosierdzia. Znosi bowiem ona nie tylko niektóre przeciwności, nie tylko wiele czy też większość z nich, ale bez wyjątku wszystkie przeciwieństwa. Jest przecież miłość zdolna znieść wszelką niesprawiedliwość, złość i okrucieństwo, na jakie tylko ludzi stać. Człowiek prawdziwie miłosierny nie uważa, aby cokolwiek było „nie do zniesienia", ani też nigdy nie mówi, że jakaś rzecz w istocie jest „nie do zniesienia". Nie, w Chrystusie, który go wzmacnia, nie tylko czyni wszystko, ale także wszystko znosi. A nic, co znosi, nie niweczy jego miłości ani też w żaden sposób jej nie umniejsza. Jest bowiem miłość świadectwem przeciwko wszystkiemu, co przychodzi znosić. Jest ogniem, który płonie nawet na dnie mrocznej otchłani. Wielkie wody nie ugaszą miłości, a strumienie nie zaleją jej. Nad wszystkim odnosi zwycięstwo. Nigdy nie zostaje pokonana ani w czasie, ani w wieczności. Zgodnie z wyrokami Opatrzności Wiedza wniwecz się obróci, a proroctwa przeminą. Ale potężniejsza od nich - wieczna miłość, Nieograniczona przez czas, nieprzemijająca, W szczęśliwym tryumfie będzie żyła na zawsze, Przynosząc nieskończone dobro i otrzymując bezustanną chwałę.

Tak więc miłosierni miłosierdzia dostąpią: nie tylko przez błogosławieństwo Boże udzielone ich drogom, nie tylko już teraz przez tysiąckrotną zapłatę Boga za miłość, którą obdarzają braci swoich, ale również przez przeogromną obfitość wiekuistej chwały w królestwie przygotowanym dla nich od założenia świata.

18. Jakiś czas możesz mówić: Biada mi, że przebywam w Meszech, że mieszkam w namiotach Kedaru! Możesz wylewać duszę swoją i opłakiwać nieobecność prawdziwej miłości na ziemi. Rzeczywiście nieobecność! Doprawdy możesz mówić, ale nie w tym sensie, w jakim starożytni z uznaniem mówili, lecz ironicznie: Spójrzcie, jak ci chrześcijanie miłują jedni drugich. Spójrzcie na te chrześcijańskie królestwa grabiące i pustoszące się nawzajem ogniem i mieczem! Spójrzcie na te chrześcijańskie armie, które tysiącami i dziesiątkami tysięcy żywcem posyłają się nawzajem do piekła! Na te chrześcijańskie narody, które trawi ogień domowych zamieszek, podziałów wzajemnych i walk wrogich stronnictw! Na chrześcijańskie miasta, których ulic nie opuszczają oszustwo, przestępstwa, ucisk, zło, grabieże i morderstwa! Na te niezliczone chrześcijańskie rodziny targane zawiścią, zazdrością, złością i domowymi kłótniami - i to bez końca! A co najstraszniejsze i najbardziej godne ubolewania, spójrzcie na te chrześcijańskie kościoły - (nie mówcie o tym w Gal, ale niestety, jak możemy to ukryć przed Żydami, Turkami i poganami?) – kościoły, powiadam – noszące imię Chrystusa, Księcia pokoju, a które prowadzą ze sobą wzajemne wojny! Kościoły, które nawracają grzeszników paląc ich żywcem, które są pijane krwią świętych! Czy ta „pochwała" odnosi się wyłącznie do Wielkiego Babilonii, matki wszetecznic i obrzydliwości ziemi! Bynajmniej, doprawdy tzw. kościoły reformowane nauczyły się iść w jej ślady. Kościoły protestanckie także potrafią krwawo prześladować, kiedy tylko dostaną władzę w swoje ręce. A tymczasem, jak potrafią wyklinać się nawzajem! Posyłać do samego piekła! Jakiż gniew, konflikty, żółć i gorycz je przepełniają! I to nawet wtedy, gdy zgadzają się w kwestiach zasadniczych, a różnią się jedynie w kwestiach opinii w sprawach religii o drugorzędnym znaczeniu. Któż więc dąży do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu? Boże, jak długo jeszcze? Czyżby obietnica twoja miała zawieść? Nie bój się maleńka trzódko. Wbrew nadziei wierzcie nadziei. Upodobało się Ojcu waszemu odnowić oblicze ziemi. Z pewnością wszystkie te niegodziwości ustaną, a mieszkańcy ziemi nauczą się sprawiedliwości. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej. Góra ze świątyni Pana będzie stać mocno jako najwyższa z gór i wszystkie królestwa świata staną się królestwami naszego Boga. Nie będą więc krzywdzić ani szkodzić na całej jego świętej górze, ale nazwą swoje mury zbawieniem, a swoje bramy chwalą. Wszyscy oni będą niewinni i bez skazy, miłujący się nawzajem tak jak Chrystus nas umiłował. Przynieś pierwsze owoce, nawet jeśli nie czas jeszcze na żniwa. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Napełnij, Boże, serce nasze miłością do każdej duszy, abyśmy dla Ciebie gotowi byli złożyć życie nasze. Oby dusze nasze bezustannie wypełniała miłość, pochłaniając każdą naszą niestosowną i bezbożną postawę, dopóki Pan nie wezwie nas do królestwa miłości, aby wraz z Nim władać na wieki!

Kazanie z 1748 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)