OTWARTE SERCA, OTWARTE UMYSŁY, OTWARTE DRZWI
 Takimi pragną być ludzie, których nazwano metodystami
O kazaniu na górze naszego Pana (rozprawa czwarta)

„Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.” (Mt 5,13-16)

1. Piękno świętości, piękno wewnętrznego człowieka, człowieka serca, serca odnowionego na obraz Boży - nie mogą nie rzucać się w oczy każdemu, komu tylko Bóg je otworzył, każdemu, kto odznacza się światłem rozumu. Harmonia ducha miłującego, pokornego i cichego wzbudzi co najmniej podziw wszystkich tych, którzy w jakimkolwiek stopniu zdolni są odróżniać duchowe dobro od zła. Z chwilą kiedy ludzie zaczynają się wyłaniać z ciemności, która spowija bezmyślny świat ułudy, trudno im nie zauważyć, jak pożądaną byłoby rzeczą doświadczyć przemiany na podobieństwo tego, który nas stworzył. Wewnętrzna religia ujawnia obraz Boga tak mocno odciśnięty w duszy ludzkiej, że doprawdy musiałaby ona całkowicie zostać pogrążona w ciele i krwi, aby wątpić w swoje boskie pochodzenie. Myśl o boskim pochodzeniu naszej duszy w sposób metaforyczny moglibyśmy wyrazić przy pomocy słów odnoszących się do samego Syna Bożego, że mianowicie jest ona odblaskiem chwały i odbiciem Jego istoty, apaugasma tes doxes (...) autou, promieniami Jego wiecznej chwały, nie oślepiającymi, ale tak delikatnymi, że nawet synowie ludzcy są w stanie ujrzeć Boga i nie umrzeć tzn. ujrzeć charakter, pieczęć, żywy, odciśnięty znak Jego osoby (w słowach oryginału: charakter tes upostaseos autou), która jest ostatecznym źródłem piękna i miłości, wszelkiego dobra i doskonałości.

2. Gdyby religia nie wykraczała poza zakres kwestii właśnie wymienionych, nikt nie miałby co do niej żadnych wątpliwości; nikt nie stawiałby żadnych zarzutów przeciwko poświęceniu się jej z całą żarliwością duszy. Ale dlaczego, pytają niektórzy, zawiera ona także inne elementy? Czy naprawdę trzeba ją obciążać działaniem i cierpieniem? Przecież to one właśnie osłabiają wigor duszy i ściągają ją z powrotem na ziemię. Czy nie wystarczy dążenie do miłości? Czy nie wystarczy wznieść się na skrzydłach miłości? Czy nie wystarczy czcić Boga, który jest Duchem, duchem naszych umysłów, nie troszcząc się o rzeczy zewnętrzne ani też w ogóle nie zaprzątając sobie nimi głowy? Czyż nie lepiej byłoby cały wysiłek naszego umysłu skoncentrować na kontemplacji rzeczy wzniosłych i niebiańskich? Czyż zamiast zajmowania się sprawami zewnętrznymi, nie powinniśmy wyłącznie poprzestać na społeczności z Bogiem w naszych sercach?

3. Wielu ludzi wybitnych tak właśnie uważało, mianowicie, że należy powstrzymać się od wszelkich czynów zewnętrznych, całkowicie wycofać się ze świata, pozostawić ciało za sobą, porzucić wszelkie rzeczy zmysłowe, zupełnie przestać się troszczyć o religię zewnętrzną, a wszelkie cnoty osiągnąć na drodze, ćwiczenia woli, gdyż, ich zdaniem, jest to znacznie lepszy sposób, który nie tylko doskonali duszę, ale także bliższy jest samemu Bogu.

4. Nie było potrzeby, aby ktokolwiek mówił naszemu Panu o tym arcydziele mądrości ziemskiej, tym najbardziej może wyrafinowanym ze wszystkich podstępów, jakich szatan kiedykolwiek używał dla wykrzywienia prawych ścieżek Bożych! A jakichże podstępnych środków szatan nie wynajdywał dla osiągnięcia swoich przewrotnych celów? Miał przecież w swoim ręku całą potężną machinę piekielną, aby próbować zadać kłam niepodważalnym prawdom Bożym, aby, o ile można, zwieść i wybranych, ludzi wiary i miłości. W rzeczy samej udaje mu się na czas pewien oszukać i zwieść niemałą liczbę tych, co we wszystkich epokach wpadali w sidła bogactwa i ledwo uchodzili tylko z dziąsłami.

5. Ale czy Pan nasz ze swej strony czegokolwiek zaniedbał? Czy nie wystarczająco chronił nas przed złudnymi iluzjami? Czy nie uzbroił nas w oręż mający rangę dowodu przeciwko szatanowi przybierającemu postać anioła światłości? Doprawdy, niczego nie zaniedbał. W słowach poprzedzających słowa stanowiące podstawę naszych rozważań niedwuznacznie i z całą mocą stanął w obronie religii działania i cierpienia, którą właśnie opisał. Czy można sobie wyobrazić słowa trafniejsze i prostsze niż te, które bezpośrednio dołącza do swojego zwiastowania na temat działania i cierpienia: Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Wy jesteście światłością świata; nie może ukryć się miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre l uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Aby lepiej wyjaśnić i ukazać wyzwanie, jakie te niezwykłej wagi słowa przed nami stawiają, podejmuję się wykazać, po pierwsze, że chrześcijaństwo w swej istocie jest religią społeczną, oraz że, w konsekwencji, czynienie go religią indywidualnego odosobnienia prowadzi do jego unicestwienia; po drugie, że ukrywanie chrześcijaństwa jest nie tylko niemożliwe, ale wręcz całkowicie sprzeczne z celem, jaki przyświecał temu, który dał chrześcijaństwu początek. Po trzecie, odpowiem na cały szereg różnorakich zarzutów; wreszcie zamknę nasze rozważania pokazaniem ich praktycznych konsekwencji.

I. 1. Po pierwsze, spróbujmy wykazać, że chrześcijaństwo w swej istocie jest religią społeczną, oraz że, w konsekwencji, czynienie jej religią indywidualnego odosobnienia prowadzi do jej unicestwienia.

Przez chrześcijaństwo rozumiem oddawanie czci Bogu w sposób, który zostaje ludziom zwiastowany w Kazaniu na Górze przez Jezusa Chrystusa. Kiedy powiadam, iż w swej istocie jest chrześcijaństwo religią społeczną, mam na myśli nie tyle to, że bez społeczeństwa nie jest ono w stanie w pełni istnieć, ale że bez niego, bez kontaktów i relacji z innymi ludźmi nie jest ono w ogóle do pomyślenia. W argumentacji mojej ograniczę się do kwestii, które wynikają z samego Kazania. Wykazanie z powodzeniem, że rzeczywiście w swej istocie tak rozumiane chrześcijaństwo jest w tym właśnie sensie religią społeczną, będzie bez wątpienia równoznaczne z wykazaniem, że czynienie chrześcijaństwa religią indywidualnego odosobnienia prowadzi do jej unicestwienia. Nie oznacza to oczywiście, że potępiamy łączenie życia w społeczeństwie z pozostawaniem od czasu do czasu w samotności czy oddaleniu od społeczności z innymi ludźmi. Jak pokazuje nasze codzienne doświadczenie, jest to nie tylko dopuszczalne, ale wręcz pożyteczne, a nawet konieczne dla każdego, kto albo już jest albo pragnie być prawdziwym chrześcijaninem. Jest rzeczą niemal niemożliwą, żeby cały dzień spędzać na nie kończących się kontaktach z innymi ludźmi bez narażania na szkodę naszej duszy, ani bez w pewnym stopniu zasmucania Ducha Świętego. Potrzebujemy codziennie, przynajmniej rano i wieczorem, oddalenia się od tego świata, aby mieć kontakt z Bogiem, tzn. aby w sposób mniej skrępowany mieć społeczność z Ojcem, który jest w ukryciu. Żadną miarą nie może również człowiek doświadczony potępiać nawet dłuższych okresów oddalenia się od świata w celach religijnych pod warunkiem, że nie pociągają za sobą zaniedbania naszych obowiązków związanych z miejscem, w którym Opatrzność Boża nas w życiu postawiła.

2. Oddalenie takie nie powinno jednak pochłonąć całego naszego czasu, w innym wypadku wniwecz obróciłoby to prawdziwą religijność stawiając przeszkodę w jej rozwoju. To, że religia tak jak została ona przedstawiona przez naszego Pana w słowach poprzedzających te, które stanowią podstawę naszych rozważań, nie jest możliwa bez społeczeństwa, bez kontaktów i relacji z innymi ludźmi, jest rzeczą niewątpliwą, gdyż cały szereg najistotniejszych jej elementów jest nie do pomyślenia bez pozostawania w stosunkach z tym, co nazywamy światem.

3. Dla przykładu, nie ma istotniejszej dyspozycji duchowej charakterystycznej dla chrześcijaństwa niż cichość. Otóż, mimo że może ona zaistnieć w warunkach pustyni, pustelni czy całkowitej samotności, gdyż pociąga za sobą rezygnację ze świata na rzecz Boga czy też wytrzymałość na ból i cierpienie, to jednak, ze względu na to, że cichość w niemniejszym stopniu pociąga za sobą również łagodność, uprzejmość i wytrwałość, żadną miarą nie może ona zaistnieć ani w ogóle być do pomyślenia bez relacji z innymi ludźmi. W konsekwencji, każda próba uczynienia z cichości cnoty samotnictwa prowadzi do jej całkowitego unicestwienia.

4. Innym niezbywalnym elementem prawdziwego chrześcijaństwa jest czynienie pokoju czy też czynienie dobra. Nie podobna przytoczyć żadnego mocniejszego argumentu (dlatego też byłoby absurdalne wyobrażać sobie jakikolwiek inny), że ten właśnie element chrześcijaństwa jest równie istotny, co pozostałe elementy religii Jezusa Chrystusa - żadnego mocniejszego argumentu, powiadam, niż stwierdzenie, że czynienie pokoju oraz czynienie dobra są uwzględnione jako niezwykle istotne elementy wykładu na temat podstaw nauki Jezusa Chrystusa zawartej w Kazaniu na Górze. Dlatego pominięcie tych istotnych elementów byłoby takim samym zuchwalstwem pod adresem autorytetu naszego wielkiego Mistrza, co podobne potraktowanie takich cech charakterystycznych chrześcijaństwa jak miłosierdzie, czystość serca czy jakiekolwiek inne równie ważne. A wydaje się przecież, że takie właśnie pominięcie ma miejsce ze strony tych wszystkich, którzy wzywają nas do życia na pustyni i którzy polecają całkowite odosobnienie zarówno niemowlętom w Chrystusie jak i ludziom dorosłym oraz ojcom w Chrystusie. Czyż jest rzeczą możliwą, żeby ktokolwiek ośmielił się twierdzić, że żyjący w odosobnieniu chrześcijanin (chociaż brzmi to jak wewnętrzna sprzeczność, jeśli nie wręcz jak nonsens) - może być człowiekiem miłosiernym, tzn. takim, który wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję do czynienia wszelkiego dobra każdemu człowiekowi? Czy może być bardziej przekonywający argument niż ten, że te właśnie elementy chrześcijaństwa, o których mówimy, w żaden sposób nie mogą istnieć bez społeczeństwa, bez kontaktów i relacji z innymi ludźmi?

5. Czyż jednak nie jest rzeczą pożyteczną, mógłby ktoś zapytać, utrzymywanie stosunków jedynie z ludźmi dobrymi, jedynie z tymi, o których wiemy, że są cisi i miłosierni, oraz że odznaczają się świętością myśli, uczuć i czynów? Czyż nie jest rzeczą pożyteczna powstrzymywanie się od kontaktów i relacji z ludźmi o przeciwnych do naszego charakterach, ludźmi, którzy nie są wierni, a być może nawet nie wierzą Ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa? W tym względzie rada św. Pawła do chrześcijan w Koryncie może nawet wydać się argumentem na rzecz tego właśnie poglądu: Napisałem wam w liście, abyście nie przestawali z wszetecznikami. Z pewnością nie jest rzeczą pożądaną utrzymywanie kontaktów z nimi czy też z każdym, kto czyni nieprawość, jak również wchodzenie z nimi w jakąkolwiek zażyłość czy przyjaźń. Nawiązywanie czy podtrzymywanie bardziej zażyłych kontaktów z kimkolwiek tego typu w żaden sposób nie jest dla chrześcijanina rzeczą pożyteczną. W sposób nieunikniony bowiem wystawia go to na niezliczone niebezpieczeństwa i pułapki, z których rozum może nie znajdywać drogi wyjścia. Ale Apostoł bynajmniej nie zakazuje nam w ogóle utrzymywania kontaktów z ludźmi, którzy nie znają Boga. Powiada przecież: (gdyby wam w ogóle nie wolno było wchodzić w kontakty z ludźmi, którzy nie znają Boga - przyp. tłum.) musielibyście wyjść z tego świata, czego z pewnością nigdy św. Paweł nie doradzałby. Zwróćmy uwagę, że Apostoł zaraz dodaje: Teraz napisałem wam - jeśli każdy, kto się mieni bratem, tzn., kto przyznaje się do chrześcijaństwa, a jest wszetecznikiem lub chciwcem, lub bałwochwalcą, lub oszczercą, lub pijakiem, lub grabieżcą - abyście z nim nie przestawali, ani nawet nie jadali. Z tego wynika, że z takim człowiekiem należy zerwać wszelkie bliskie stosunki czy zażyłość. W innym jednak miejscu powiada Apostoł: Nie uważajcie go jednak za nieprzyjaciela, lecz napominajcie jako brata, co wyraźnie pokazuje, że nawet w tym przypadku, jaki omawiamy, nie powinniśmy z takim człowiekiem zrywać wszelkich więzów społeczności. Tak więc bynajmniej rada św. Pawła nie oznacza nakazu zerwania z ludźmi złymi wszelkich więzi, a oznacza coś wręcz przeciwnego.

6. W jeszcze większym stopniu utwierdzają nas w tym przekonaniu słowa naszego Pana, który jest tak odległy od zachęcania nas do zerwania wszelkich więzi z ludźmi tego świata, że, według jego rozumienia chrześcijaństwa, bez utrzymywania z nimi stosunków, niepodobna w ogóle być chrześcijanami. Łatwo byłoby wykazać, że utrzymywanie pewnych kontaktów nawet z ludźmi bezbożnymi i pełnymi nieprawości jest bezwzględnie konieczne, jeśli w pełni mamy się wywiązać z tych powinności, jakie nakłada na nas droga do Królestwa; łatwo byłoby też wykazać, że utrzymywanie pewnych kontaktów nawet z tymi ludźmi jest całkowicie niezbędne, jeśli spełnić mamy również wymogi ubóstwa duchowego, współczucia i wszelkich innych dyspozycji duszy charakterystycznych dla prawdziwej religijności zwiastowanej przez Jezusa Chrystusa. Kontakty te, powiadam, są bezwzględnie konieczne dla całego szeregu dyspozycji duszy, na przykład dla cichości, która zamiast domagać się oka za oko, zęba za ząb, nie przeciwstawia się z fu, a raczej sprawia, ze jeśli nas kto uderzy w prawy policzek, nadstawiamy mu i drugi; kontakty takie niezbędne są również dla bycia miłosiernym, dzięki czemu miłujemy nieprzyjaciół naszych, błogosławimy tych, którzy nas przeklinają, dobro czynimy tym, którzy nas nienawidzą, modlimy się za tych, którzy nam złorzeczą i nas prześladują; wreszcie, kontakty takie niezbędne są dla miłości oraz związanych z nią pełnych świętości cech charakteru, które ujawniają się w cierpieniu dla sprawiedliwości. Nie ulega więc wątpliwości, że wszystkie te cechy i dyspozycje duchowe nie miałyby racji bytu, gdybyśmy nie utrzymywali żadnych stosunków z nikim innym jak tylko prawdziwymi chrześcijanami.

7. Gdybyśmy rzeczywiście całkowicie odizolowali się od grzeszników, w jaki sposób moglibyśmy się odznaczać takim cechami charakteru, jakich Pan od nas wymaga: Wy (chrześcijanie, którzy jesteście pokorni, współczujący i cisi, którzy łakniecie sprawiedliwości, którzy miłujcie Boga i ludzi, którzy czynicie dobro wszystkim i dlatego cierpicie zło) - wy jesteście solą ziemi. Zadaniem waszym wynikającym z samej natury chrześcijanina jest stać się na podobieństwo soli „przyprawą" wszystkiego, co was otacza. Z samej natury owego boskiego „smaku", jaki w was jest, wynika wyzwanie, aby rozprzestrzeniać się na wszystko, czego dotykacie, zewsząd przenikać wszystkich, wśród których tylko się znajdziecie. Dlatego właśnie Opatrzność Boża zmieszała was z innymi ludźmi, aby wszelka łaska, jaka otrzymaliście, mogła stać się udziałem innych, aby wszelkie dobre cechy charakteru, wszelkie pełne świętości słowa i uczynki wasze mogły także na nich mieć wpływ. W ten sposób zepsuciu, którego tyle jest na tym świecie, przynajmniej w jakimś stopniu postawiona zostanie tama, przez co choćby i niewielka część ocalona zostanie przed powszechnym skażeniem, i stanie się święta i czysta przed obliczem Bożym.

8. Abyśmy dokładali tym większych starań, by wszystko, co tylko jesteśmy w stanie, „przyprawiać" postawą pełną świętości i mądrości niebiańskiej, Pan nasz przechodzi do ukazania rozpaczliwego stanu wszystkich tych, którzy z nikim nie dzielą się pobożnością, jaka stała się ich udziałem. Czy nie jest jednak prawdą, że jak długo jednak pobożność rzeczywiście trwa w ludzkich sercach, nie podobna nie dzielić się nią z innymi? Jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Jeśli wy, którzy odznaczaliście się postawą pełną świętości i mądrości niebiańskiej oraz gorliwości w dobrych uczynkach, nie macie już więcej w sobie tego „smaku”, z powodu czego nie jesteście już dłużej dla innych ową „przyprawą”; jeśli ogarnęła was ospałość, odrętwienie, martwota oraz całkowita obojętność na dobro duszy swojej i innych - czymże was nasolą? W jaki sposób możesz powrócić do zdrowia? Co może wam pomóc? Co może być waszą nadzieją? Czy można zwietrzałej soli przywrócić jej pierwotny smak? Bynajmniej, na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona, i to na podobieństwo nieczystości na ulicach, przez ludzi podeptana, aby stać się obiektem wiecznej pogardy. Gdybyście nigdy nie poznali Pana, gdybyście nigdy nie znaleźli się w nim, moglibyście się łudzić. Co jednak odpowiecie na pełne stanowczości zwiastowanie Ewangelii pozostające w zgodzie z omawianymi właśnie słowami Pana z Kazania na Górze: Każdą latorośl, która we mnie nie wydaje owocu, (Ojciec) odcina... Kto trwa we mnie, a ja w nim, ten wydaje wiele owocu… Kto nie trwa we mnie (albo nie wydaje owocu), ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają (nie aby je ponownie zasadzić), ale aby wrzucić w ogień, gdzie spłoną.

9. W stosunku do tych, którzy nigdy nie zakosztowali Słowa Bożego, Bóg jest rzeczywiście litościwy i miłosierny. Ale sprawiedliwość dosięga tych, co zakosztowali łaski Bożej, ale potem odwrócili się od przekazanego im świętego przykazania. Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych, którzy raz zostali oświeceni, w których sercach Bóg raz zajaśniał (aby oświecić ich znajomością chwały Bożej w Jezusie Chrystusie), którzy zakosztowali daru niebiańskiego Jego odkupienia we krwi oraz przebaczenia grzechów, którzy stali się uczestnikami Ducha Świętego, pokory, cichości oraz miłości do Boga i człowieka, wlanej do ich serc przez danego im Ducha Świętego, a którzy odpadli, kai parapesontas (nie jest to bynajmniej przypuszczenie, ale zwykłe stwierdzenie faktu), powiadam, niemożliwą jest rzeczą - żeby tych powtórnie odnowić i przywieść do pokuty, ponieważ oni sami ponownie krzyżują Syna Bożego i wystawiają go na urągowisko.

Aby jednak nikt tych słów zaiste pełnych grozy źle nie zrozumiał, należy zwrócić szczególną uwagę, po pierwsze, na to, kim właściwie są ci, o których jest tutaj mowa. Są nimi tylko ci, którzy raz w sposób opisany powyżej zostali oświeceni; są nimi tylko ci, którzy zakosztowali daru niebiańskiego i którzy przez to stali się uczestnikami Ducha Świętego. Tak więc te słowa pełne grozy bynajmniej nie odnoszą się do wszystkich tych, którzy nie odpowiadają przytoczonej właśnie charakterystyce. Po drugie, należy zwrócić szczególną uwagę, na czym właściwie polega odpadnięcie, o którym jest tutaj mowa. Polega ono na bezwzględnym oraz całkowitym odszczepieństwie. Człowiek wierzący może odpaść lub nie, może upaść i na nowo podnieść się z upadku. Nawet gdyby popadł w grzech, to jednak jego przypadek, chociaż budzący niepokój, nie jest przecież beznadziejny. Mamy bowiem orędownika u Ojca Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy. On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze. Nade wszystko jednak człowiek wierzący, który popadł w grzech powinien się wystrzegać zatwardziałości serca przez oszustwo grzechu, aby nie upaść jeszcze niżej aż całkowicie odpadnie, aż stanie się solą zwietrzałą. Bo jeśli otrzymawszy przez doświadczenie osobiste poznanie prawdy, rozmyślnie grzeszymy, nie ma już dla nas ofiary za grzechy. Lecz tylko straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawi przeciwników.

11.1. „Ale chociaż nie wolno nam całkowicie odizolować się od ludzkości, chociaż trzeba przyznać, że powinniśmy dawać jej „przyprawę” przy pomocy religijności, którą Bóg tchnął w serca nasze, to czy jednak nie może to zostać uczynione w sposób niepostrzeżony? Czy nie możemy innym przekazać doświadczenia naszej pobożności w sposób skryty i niemal niedostrzegalny? W rezultacie, mało kto będzie w stanie zauważyć, w jaki sposób i kiedy jest to czynione. Kiedy sól przekazuje swój smak temu, co jest nią przyprawiane, dzieje się to bez żadnych efektów dźwiękowych ani w ogóle nie podlega zewnętrznej obserwacji gołym okiem. Jeśli tak, to chociaż nie wychodzimy specjalnie do świata, możemy jednak znajdować się w nim w ukryciu. W ten sposób naszą pobożność możemy zachowywać dla siebie, a jednocześnie nie urażać tych, którym pomóc nie jesteśmy w stanie.

2. Tego pozornie wiarygodnego, a zarazem dość przyziemnego argumentu Pan nasz był również świadomy i dał na niego swoją wyczerpującą odpowiedź w słowach, które teraz staną się przedmiotem naszego rozważania. Analizując odpowiedź naszego Pana, zgodnie z przyjętym planem naszej rozprawy, spróbujemy obecnie wykazać, że jest rzeczą niemożliwą ukrywanie naszej religii, o ile rzeczywiście trwa ona w sercach naszych, oraz że jest to całkowicie sprzeczne z celem, jaki przyświecał temu, który dał chrześcijaństwu początek.

Najpierw więc teza pierwsza, mianowicie że dla prawdziwego chrześcijanina jest rzeczą niemożliwą ukrywanie religii Jezusa Chrystusa. Pan nasz nie pozostawia cienia wątpliwości, że uważa tezę tę za prawdziwą, czemu daje wyraz w dwóch porównaniach: Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze.

Wy, chrześcijanie, jesteście światłością świata i to tak jeśli chodzi o wasze usposobienie jak i działanie. Wasza świętość czyni was widocznymi jak słońce na niebie. Jak nie jesteście w stanie opuścić tego świata, tak też nie jesteście w stanie przebywać w nim nie ujawniając wobec całej ludzkości swojej w nim obecności. Nic możecie uciec przed ludźmi, a skoro znajdujecie się wśród nich, jest rzeczą niemożliwą ukrywanie waszej pokory, cichości oraz wszelkich innych cech charakterystycznych dla chrześcijanina, dzięki którym staracie się być doskonali jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest. Miłości nie da się ukryć w nie mniejszym stopniu niż światła, a najmniej kiedy świeci ona w działaniu, kiedy ćwiczycie się w trudach miłości oraz czynieniu wszelkiego rodzaju dobra. Równie dobrze mogą ludzie zamierzać ukryć chrześcijanina, co ukryć miasto; w rzeczy samej, równie dobrze mogą ukryć miasto leżące na górze, co człowieka świętego, żarliwego oraz czynem miłującego Boga i ludzi.

3. Prawdą jest, że ludzie, którzy miłują raczej ciemność niż światło, ponieważ ich czyny są złe, zrobią wszystko, co możliwe, żeby wykazać, iż światło, które w was jest, jest ciemnością. Będą kłamliwie mówić zło, wszelkie zło o dobru, które w was jest: będą obwiniać was o rzeczy, które w ogóle nawet na myśl wam nie przyszły, a które są dokładną odwrotnością tego wszystkiego, co naprawdę reprezentujecie, i co czynicie. A wasze cierpliwe trwanie w czynieniu dobra, wasza cichość, z jaką wszystko przyjmujecie dla Pana, wasz spokój wewnętrzny, pokorna radość pośród prześladowań, wasze niestrudzone wysiłki, aby zło dobrem zwyciężać - uczynią was jeszcze bardziej rzucającymi się w oczy niż miało to miejsce poprzednio.

4. Jakże bardzo jest rzeczą niemożliwą trzymanie religii naszej z dala od ludzkich oczu, chyba że w ogóle ją porzucimy; jakże daremnym jest zamiar ukrycia światła, chyba że po prostu je zgasimy. Jest rzeczą pewną, że ukryta i niedostrzegalna religia nie może być religią Jezusa Chrystusa. Jeśli jest jakaś religia, którą można zataić, nie może nią być chrześcijaństwo. Jeśli chrześcijanin mógłby ukrywać swoją pobożność, nie mógłby zostać porównany do miasta położonego na górze, do światłości świata, słońca świecącego na niebie i widzianego przez wszystkich na ziemi. Oby więc nigdy do serca tego, którego Bóg odnowił w duchu swej mądrości, nie zakradła się myśl, żeby to światło ukryć i dla siebie zachować swoją pobożność. Zatajanie bowiem prawdziwego chrześcijaństwa jest nie tylko rzeczą niemożliwą, ale również całkowicie sprzeczną z celem, jaki przyświecał temu, który dał chrześcijaństwu początek.

5. Wynika to w sposób oczywisty z następujących słów: Nie zapalają ludzie też świecy i nie stawiają jej pod korcem. Słowa te brzmią tak jak gdyby Pan nasz powiedział: „Jak nie zapalają ludzie świecy tylko po to, aby ją przykryć i ukryć, tak też nie oświeca Bóg żadnej duszy swoją chwalebną wiedzą i miłością, aby ukryć je i zataić pod fałszywym pozorem roztropności albo wstydu czy też dobrowolnej pokory, aby ukryć je albo na pustyni albo pośród sprawnego świata, albo przez unikanie kontaktu z ludźmi albo przez bezustanną z nimi komunikację. Lecz stawiają ją na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu”. W podobny sposób jest celem Boga, żeby każdy chrześcijanin rzucał się w oczy, przynosił światło wszystkim dookoła i w sposób jawny wyznawał Jezusa Chrystusa.

6. Dlatego w ciągu całej historii przemawiał Bóg do świata nie tylko przy pomocy swojej nauki, ale również przykładów do naśladowania. Nie omieszkał dawać o sobie świadectwa we wszystkich narodach, gdzie zwiastowanie Ewangelii dotarło, nie omieszkał pozostawić kilku zwiastunów, którzy tak czynem jak i słowem świadczyli o jego prawdzie. Byli oni jak pochodnie świecące w ciemnym miejscu. Czasami służyli jako środki oświecenia niektórych, ocalenia reszty, potomstwa, które będzie opowiadać o Panu przyszłemu pokoleniu. Wyprowadzali kilka zabiedzonych owiec z ciemności tego świata i kierowali ich nogi na drogę pokoju.

7. Mógłby ktoś pomyśleć, że gdzie zarówno Pismo Święte, jak i argument oparty na rozumie przemawiają tak jasno i wyraźnie, niepodobna wiele powiedzieć na temat argumentacji przeciwnej, przynajmniej w sposób, który zachowywałby pozory prawdy. Ci jednak, którzy w ten właśnie sposób myślą, niewiele wiedzą na temat otchłani zamysłów szatańskich. Po tym wszystkim, co oznajmiły Pismo i rozum, nadal dość przekonywujące wydają się niektórym wszystkie pozorne argumenty na rzecz religii indywidualnego odosobnienia, porzucenia przez chrześcijanina tego świata czy może raczej ukrywania się w nim, że doprawdy potrzeba całej mądrości Bożej, aby zdemaskować szatańskie sidła, oraz całej mocy Bożej, aby ich uniknąć. Tak wiele bowiem zarzutów sformułowano przeciwko społecznemu, pełnemu otwarcia na świat oraz aktywnemu stylowi życia chrześcijan.

III. 1. Przystępujemy więc do punktu trzeciego naszej rozprawy, w którym mam się zająć odparciem właśnie tych zarzutów. Zarzut pierwszy, często formułowany, brzmi, że przecież uważa się, iż religia nie polega na rzeczach zewnętrznych, ale że jej istota tkwi w samym sercu, tzn. najgłębszych tajnikach duszy ludzkiej; dodaje się przy tym, że polega religia na zjednoczeniu duszy z Bogiem, życiu Boga w duszy człowieka, oraz że zewnętrzne formy religijności nic nie są warte, albowiem Bóg nie chce przyjąć całopalenia, czy też zewnętrznych przejawów kultu, a jedynie serce czyste i święte jest ofiarą Bogu miłą, którą nie wzgardzi.

Na zarzut ten odpowiem, że jest rzeczą najprawdziwszą, iż istota religii tkwi w sercu ludzkim, w najgłębszych tajnikach duszy, że polega ona na zjednoczeniu się duszy z Bogiem oraz życiu Boga w duszy człowieka. Ale jeśli istota religii rzeczywiście tkwi w sercu, nie może ona się nie uzewnętrzniać. A dzieje się to za pośrednictwem różnych zewnętrznych przejawów posłuszeństwa, które w swej naturze są identyczne z samą istotą religii, w konsekwencji, są one nie tylko cechami czy znakami, ale zasadniczymi elementami religii.

Jest również prawdą, że religia wyłącznie zewnętrzna, która nie znajduje swego źródła w sercu, jest bezwartościowa, gdyż Bóg nie znajduje upodobania w tego rodzaju zewnętrznych praktykach, tak jak nie znajduje upodobania w żydowskich ofiarach całopalnych, a ofiarą, w której zawsze znajduje upodobanie, jest serce czyste i święte. Znajduje on również upodobanie w zewnętrznych przejawach religijności, które wypływają z serca, znajduje upodobanie w naszych modlitwach (tak publicznych jak i osobistych) w naszych uwielbieniach i dziękczynieniach, ofiarach z naszych dóbr, z pokorą poświęconych i oddanych jemu na chwałę, a także w ofiarach z naszych ciał, których szczególnie oczekuje, czemu daje wyraz Apostoł w słowach: Wzywam was tedy, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu.

2. Zarzut drugi, nawiązujący do poprzedniego, głosi, że miłość jest wszystkim we wszystkim, gdyż jest wypełnieniem zakonu oraz celem przykazania, każdego przykazania Bożego. Dalej głosi on, że czegokolwiek byśmy nie czynili czy jakichkolwiek cierpień nie doznawali, jeśli nie mamy miłości w sercu, nic nam to nie pomoże, dlatego też Apostoł poucza nas, abyśmy dożyli do miłości, i nazywa miłość drogą jeszcze doskonalszą.

Na zarzut ten odpowiadam, że rzeczywiście miłość Boga i człowieka, płynąca z wiary nieobłudnej, jest wszystkim we wszystkim, tzn. wypełnieniem zakonu oraz celem każdego przykazania Bożego. Prawdą jest, że bez niej, czegokolwiek byśmy nie czynili, jakichkolwiek cierpień byśmy nie doznawali, nic nam to nie pomoże. Ale bynajmniej z tego nie wynika, że jest miłość wszystkim we wszystkim w tym sensie, że zastępuje wiarę albo dobre uczynki. Jest miłość wypełnieniem zakonu nie przez to, że uwalnia nas od niego, ale przez to, że nakazuje nam posłuszeństwo zakonowi. Jest miłość celem każdego przykazania, gdyż każde przykazanie czyni miłość sprawą nadrzędną i do miłości właśnie prowadzi. Musimy w istocie przyznać, że bez niej, czegokolwiek byśmy nie czynili czy też jakiekolwiek cierpienia nie stawałyby się naszym udziałem, nic nam to nie pomoże. Ale czegokolwiek z miłością byśmy nie czynili albo cierpieli, choćby przyszło nam wysłuchiwać złorzeczeń dla Chrystusa, albo choćbyśmy spragnionego napoili kubkiem wody w imię Chrystusa - z pewnością nagroda nas nie ominie.

3. Nasz oponent może jednak zarzut swój kontynuować, mówiąc: „Czy Apostoł nie poucza nas, abyśmy dążyli do miłości, co uważa za drogę jeszcze doskonalszą?" Odpowiadam: Apostoł rzeczywiście poucza nas, abyśmy dążyli do miłości, ale nie do niej jedynie. Pełniejsza w tym względzie wypowiedź Apostoła brzmi: Dążcie do miłości, starajcie się też usilnie o dary duchowe. Innymi słowy, dążcie do miłości, ale starajcie się też usilnie stawiać siebie do dyspozycji swoich braci. Dążcie do miłości, i póki czas mamy, dobrze czyńcie wszystkim.

W tym samym także wersecie, w którym Apostoł drogę miłości nazywa drogą jeszcze doskonalszą, poucza Koryntian, aby usilnie, by nie powiedzieć, żarliwie, starali się również o inne dary. Powiada: starajcie się tedy usilnie o większe dary łaski; a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Jeszcze doskonalszą niż co? Niż dary uzdrawiania, mówienia językami oraz wykładania języków, wymienione w wersecie poprzednim. Ale nie doskonalszą niż droga posłuszeństwa. O niej jednak Apostoł w przytoczonych wersetach nie wspomina, ani nie wspomina też o zewnętrznych formach religii. Tak więc pod tym względem przytoczone wersety są dość odległe od kwestii, którą się w tym miejscu zajmujemy. Załóżmy jednak, że Apostoł wspomniał zarówno religię zewnętrzną jak i wewnętrzną; załóżmy, że porównywał je ze sobą; załóżmy także, że za doskonalszą uznał tę ostatnią, tzn. religię wewnętrzną oraz, co logicznie wynika, że miłujące serce postawił przed wszelkimi zewnętrznym uczynkami. Nie wynikałoby z tego jednak, że mielibyśmy odrzucić jedną z tych dwóch dróg. Nie, od początku tego świata Bóg je połączył, człowiek niechaj ich nie rozłącza.

4. „Ale Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie”, mógłby nasz oponent kontynuować. „Czy ten cytat nie wystarczy? Czy dla właściwego zrozumienia go nie powinniśmy jak najlepszego zrobić użytku z naszego rozumu? Czy nie jest prawdą, że zwracanie uwagi na rzeczy świata zewnętrznego jest dla duszy przeszkodą uniemożliwiającą jej wzniesienie się do kontemplacji tego, co święte? Czyż nie podcina to mocy naszych myśli? Czy w sposób oczywisty nie przyczynia się do ociężałości i dekoncentracji naszego umysłu? A Apostoł Paweł chciałby, abyśmy byli wolni od trosk i w skupieniu trwali przy Panu ustawicznie".

Na to odpowiedź moja jest następującą: ,Bóg jest duchem, a ci, którzy Mu cześć oddają, winni Mu ją oddawać w duchu i w prawdzie". Cytat ten w istocie jest wystarczający. Dla właściwego zrozumienia go z naszego rozumu rzeczywiście powinniśmy zrobić jak najlepszy użytek. Pozwólcie więc, że zapytam, co to znaczy w duchu i prawdzie czcić Boga, który jest duchem? Zapewne znaczy to czcić Boga duchem naszym, i to w taki sposób, który tylko duch czcić potrafi. Znaczy to wierzyć w Niego jako istotę mądrą, sprawiedliwą, świętą, której oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło; znaczy to wierzyć w Niego jako istotę miłosierną, pełną łaski, cierpliwości, istotę przebaczającą nieprawość, występki i grzech, puszczającą je w niepamięć oraz obdarzającą nas w Umiłowanym;

znaczy to miłować Go, zachwycać się nim, pragnąć Go z całego serca, z całej myśli, z całej duszy i z całej siły; znaczy to naśladować tego, którego miłujemy, aby stać się czystymi tak jak On czysty jest, być myślą, słowem i uczynkiem posłusznym temu, którego miłujemy, i w którego wierzymy. W konsekwencji, jednym z elementów oddawania czci Bogu w duchu i prawdzie jest posłuszeństwo jego przykazaniom odnoszącym się do zewnętrznych form religijności. W duchu i prawdzie czcić Boga, który jest duchem, znaczy wreszcie uwielbiać Go naszym ciałem i duchem, znaczy wykonywać uczynki zewnętrzne z sercem wzniesionym do Niego, czynić codzienną pracę naszą ofiarą dla Boga, dla Jego chwały kupować i sprzedawać, jeść i pić. To wszystko jak również modlitwa w całkowitym odosobnieniu oznacza oddawanie Bogu czci w duchu i prawdzie.

5. Ale jeśli rzeczy tak się mają, kontemplacja jest tylko jednym z wielu sposobów oddawania czci Bogu w duchu i prawdzie. Dlatego gdybyśmy całkowicie się poświęcili kontemplacji, unicestwilibyśmy wiele innych elementów duchowej czci, zarówno Bogu miłej, jak i dla duszy nieszkodliwej, a wręcz przeciwnie, pożytecznej. Jest bowiem wielkim błędem przypuszczać, że zwracanie uwagi na rzeczy świata zewnętrznego, do którego Opatrzność Boża nas powołała, jest dla chrześcijanina jakąkolwiek przeszkodą albo też barierą uniemożliwiającą nam widzenie Tego, który jest niewidzialny. Bynajmniej nie niweczy wzniosłości jego myśli, nie czyni umysłu rozkojarzonym czy ociężałym, nie wywołuje żadnej nadmiernej i szkodliwej troskliwości u tego, kto cokolwiek czyni, jakby samemu Bogu czynił, ponieważ nauczył się dla imienia Pana Jezusa czynić wszystko, czy w słowie, czy też działaniu, jedno oko duszy mając skoncentrowane na rzeczach świata zewnętrznego, a drugie niezmiennie wpatrzone w samego Boga. Wy, którzy wybieracie życie w całkowitym odosobnieniu, powinniście poznać właściwy sens właśnie przytoczonej metafory, abyście lepiej mogli zrozumieć małość swojej wiary; abyście już więcej innych nie mierzyli swoją miarą. Obyście rozważyli następujące słowa:

Ty, Panie, w swej tkliwej miłości; Bierzesz na siebie wszystkie moje ciężary.
Podnieś moje serce do rzeczy w górze; I spraw, by zawsze tam ono trwało.
Wnieś spokój do zgiełku zaganianych tłumów, wśród których siedzę,
Z radością oczekując u twych stóp, aż Twoja wola się stanie.

6. Ale zarzut główny nie został jeszcze wymieniony. Odwołuje się on do doświadczenia osobistego. Brzmi on mniej więcej tak: „Wzięliśmy za światłość naszą zewnętrzne formy religijności i oddawaliśmy się im przez wiele lat. Nic nam to jednak nie pomogło. Drogowskazem naszym było przestrzeganie całego zewnętrznego porządku religii, ale nie staliśmy się przez to lepsi ani my, ani nikt inny. Przeciwnie, staliśmy się jeszcze gorsi, gdyż wydawało nam się, że na tym właśnie polegało chrześcijaństwo, podczas gdy faktycznie pojęcia nie mieliśmy, czym naprawdę chrześcijaństwo jest".

Moja odpowiedź jest następująca: wasze wyznanie przyjmuję za prawdziwe. Prawdą jest, że nie tylko wy, ale wielu, wielu innych w taki właśnie błędny sposób traktowało cały zewnętrzny porządek religii ustanowiony przez Boga, środki biorąc za cele, przypuszczając, że pełnienie tych czy innych zewnętrznych uczynków było istotą religii Jezusa Chrystusa albo zostanie przyjęte jako jej równowartość. Niech jednak to nadużycie zewnętrznych środków łaski zostanie zamienione na właściwe ich używanie. Używaj wszelkich zewnętrznych środków łaski, ale nie trać z oczu odnowy duszy swojej w duchu sprawiedliwości i prawdziwej świętości. Ale to nie wszystko. Nasz oponent gotów twierdzić, że:

„Również doświadczenie osobiste pokazuje, iż próba czynienia dobra jest tylko daremnym wysiłkiem, gdyż jakie znaczenie może mieć karmienie czy przyodziewanie ciał ludzi, którzy znajdują się na skraju czeluści piekielnej? Czy tak naprawdę ktokolwiek może pomóc ich duszom? Jeśli w istocie dokona się w nich radykalna przemiana, może mieć ona miejsce jedynie za sprawą samego Boga. Poza tym, wszyscy ludzie dzielą się na albo dobrych, czy też przynajmniej pragnących nimi być, albo na całkowicie oddanych złu. Tym poprzednim jesteśmy całkowicie zbędni. Niech bezpośrednio do Boga zwracają się o pomoc, a to, o co proszą, będzie im dane. Tym ostatnim zaś pomóc niepodobna, przecież sam Pan nie pozwala nam rzucać pereł przed wieprze.

Odpowiedź moja jest następująca: po pierwsze, niezależnie od tego, czy ostatecznie spotka ich zguba czy ocalenie, powinniście, zgodnie z wyraźnym w tym względzie nakazem Bożym, głodnych karmić, a nagich przyodziewać. Jeśli jesteście w stanie to czynić, a nie czynicie, niezależnie od tego, jaki los ich spółka, was z pewnością czeka ogień piekielny. Po drugie, chociaż jedynie za oprawą Boga może dokonać się przemiana serca, to jednak zwykle, aby jej dokonać, Bóg posługuje się pośrednictwem człowieka. Do nas należy zrobić wszystko, co tylko w naszej mocy, aby przemiana taka dokonała się, po czym resztę pozostawić już samemu Bogu. Po trzecie, Bóg w odpowiedzi na modlitwy sprawia, że Jego dzieci stają się wewnętrznie zbudowane we wszelkich dobrych darach, albowiem odżywia i wzmacnia całe ciało przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy. Nie może więc oko powiedzieć ręce: Nie potrzebuję ciebie; albo głowa nogom: Niepotrzebnie was. Wreszcie, skąd macie pewność, że ci, co przed wami stoją, to psy lub świnie? Nie wydawajcie na nich wyroku, póki sami o tym do końca się nie przekonaliście. Skąd wiadomo, że niepodobna już pozyskać brata, że niepodobna, nawet w obliczu Boga, ocalić duszy jego przed śmiercią? Kiedy z jego strony odpowiedzią na twoją miłość jest pogarda, a na słowo dobroci bluźnierstwo, wtedy jest czas najwyższy powierzyć go Bogu.

7. Nasz oponent jednak kontynuuje: „Przekonaliśmy się o tym do końca. Czyniliśmy wszystko, co tylko w naszej mocy, aby dokonała się w grzesznikach rzeczywista przemiana. Wysiłki nasze okazały się jednak całkowicie daremne. Na wielu nie udało nam się zrobić najmniejszego nawet wrażenia. Jeśli udało nam się wpłynąć na niektórych, to jedynie na krótko, gdyż ich poczucie dobra okazało się jak rosa poranna i wkrótce na nowo stawali się źli, a nawet gorsi niż kiedykolwiek. Tak więc nasze wysiłki przyniosły szkodę nie tylko im, ale i nam, gdyż dusze nasze zamiast miłości ogarnęło uczucie zawodu i goryczy, a nawet gniewu. Dlatego byłoby lepiej, gdybyśmy naszą religię zachowali dla siebie".

Odpowiem na to, że „Jest rzeczą wielce prawdopodobną, iż próbowaliście czynić dobro, ale się wam nie udało, że ci, co wydawali się o krok od rzeczywistej przemiany, na nowo popadli w grzech, a ich końcowy stan był gorszy niż pierwotny". Cóż w tym dziwnego? Czyż sługa jest większy nad Pana swego? Jakże często próbował Pan nasz ocalić grzeszników! Oni jednak nie chcieli Go słuchać. Jakże często nawet kiedy już poszli za Nim, zawracali jak pies do wymiocin swoich. A przecież wcale nie powściągało to naszego Pana od dalszych prób czynienia innym dobra. To samo i wy powinniście czynić, niezależnie od tego, czy wasze próby czynienia innym dobra kończą się powodzeniem. Do was należy czynie wszystko to, co zostało wam przykazane, rezultat końcowy jest w ręku Boga. Za to odpowiedzialni nie jesteście, pozostawcie więc odpowiedzialność Temu, który dobrze wszystko czyni. Z rana siej swoje nasienie, a niech nie spoczywa twoja ręka do wieczora, bo nie wiesz, czy uda się to czy tamto.

Oponenci na to odpowiedzą: „Ale nieudane próby stają się dokuczliwe i dają się we znaki duszy naszej". Być może dlatego, że myśleliście, że w ostatecznej instancji jesteście odpowiedzialni za rezultat końcowy, za co żaden człowiek odpowiedzialny ani nie jest, ani być nie może. Albo być może dlatego, że straciliście czujność i nie okazaliście dość kontroli w stosunku do własnego ducha. Nie jest to jednak powodem do nieposłuszeństwa w stosunku do Boga. Raz jeszcze spróbujcie, ale zachowajcie większą ostrożność niż poprzednio. Czyńcie dobro (tak jak przebaczacie) nie do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu siedmiu razy. Dzięki doświadczeniu bądźcie tylko mądrzejsi: za każdym razem ostrożniej niż poprzednio podejmujcie coraz to nowe próby. W obliczu Boga niech przybywa wam pokory i coraz głębszego przekonania, że o własnych siłach nic uczynić nie możecie. Bądźcie bardziej zazdrośni o własnego ducha, bardziej uprzejmi i czujniejsi w modlitwie. Dlatego posyłajcie chleb na oblicze wód, a znajdziecie go po latach wielu.

IV. l. Pomimo wszystkich pozornie przekonywających argumentów na rzecz zatajania czy ukrywania naszej religii, albo inaczej, naszej światłości - tak właśnie niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. Wezwanie to wyrażone słowami samego Pana odnosi się do praktycznych konsekwencji naszych dotychczasowych rozważań.

Tak niechaj świeci światłość wasza - tzn. wasza pokora serca, mądra łagodność i cichość, pełna powagi troska o sprawy wieczności, zasmucenie z powodu grzechów i nędzy ludzkiej, szczere pragnienie powszechnej świętości i niczym niezmąconej szczęśliwości w Bogu, dobra wola wobec wszystkich ludzi oraz żarliwa miłość do tego, który jest naszym Najwyższym Dobroczyńcą. Starajcie się nie ukrywać światłości, dzięki której Bóg oświecił dusze wasze, ale pozwólcie aby świeciła przed ludźmi, przed wszystkimi, z którymi jesteście, we wszystkich waszych kontaktach i relacjach z innymi. Niechaj w szczególności świeci w waszych działaniach, w waszym czynieniu dobra wszystkim ludziom, w waszych cierpieniach z powodu sprawiedliwości, kiedy radujecie się i weselicie, albowiem zaplata wasza obfita jest w niebie.

2. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki. Oby każdy chrześcijanin był najdalszy od zamiaru czy pragnienia zatajania swojej religii. Przeciwnie, oby pragnieniem waszym zawsze było nie ukrywanie jej, nie stawianie jej pod korcem. Obyście zawsze czynili wszystko, żeby umieścić ją na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Dołóżcie wszelkich starań, aby ani chwała własna ani zaszczyty nigdy nie były przedmiotem waszych dążeń i pragnień. Niech waszym jedynym celem będzie to, żeby wszyscy, którzy widzą wasze dobre uczynki, chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

3. Niech we wszystkim będzie to waszym celem ostatecznym. Mając to bezustannie w pamięci, bądźcie szczerzy i otwarci - niczego nie udawajcie. Miłość wasza niech będzie nieobłudna. Dlaczego mielibyście ukrywać prawdziwą i bezinteresowną miłość? Niech nie będzie zdrady w ustach waszych. Oby słowa wasze świadczyły o waszym sercu. Wystrzegajcie się dwulicowości w słowach i obłudy w postępowaniu. Zostawcie je tym, którzy mają inne zamiary i ciemne zamysły serca. Niech w sercu waszym nie gości podstęp, a przeciwnie, bądźcie szczerzy dla wszystkich, aby też wszyscy mogli widzieć łaskę Bożą, która w was jest. A chociaż niektórzy zatwardzać będą serca swoje, jednak inni poznają, że jesteście z Jezusem, a nawracając się do pasterza dusz swoich, chwalić będą Ojca waszego, który jest w niebie.

4. Wyłącznie ten cel mając na uwadze, mianowicie aby ludzie chwalili Boga w was, działajcie w jego imieniu i potężnej mocy Jego. Nie wahajcie się działać choćby i kosztem osamotnienia; i takimi bowiem ścieżkami nas Bóg prowadzi. Niech światłość, która jest w sercu waszym, świeci we wszystkich waszych dobrych uczynkach, tak uczynkach pobożności, jak i miłosierdzia. Odrzućcie wszystko, co przekracza miarę tego, co niezbędne, aby jeszcze spotęgować swoje możliwości czynienia dobra. Obniżcie do minimum koszty wyżywienia, ubrania i wystroju mieszkania. Bądźcie dobrymi szafarzami wszelkich darów Bożych, nawet tych najmniejszych. Uczyńcie wszystko, aby nie tracić czasu, a przeciwnie, gospodarować nim oszczędnie. Na co natknie się twoja ręka, abyś to zrobił, to zrób według swojej możności. Jednym słowem, bądź pełen wiary i miłości, czyń dobro, dzielnie znoś zło. A przy tym bądź stały, niewzruszony, a także zawsze pełny zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud twój nie jest daremny w Panu.

Kazanie z 1748 r.

(Jan Wesley, „Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań”, Warszawa, 2001; Prawa autorskie Wydawnictwo Pielgrzym Polski, ul. Mokotowska 12, 00-561 Warszawa.)